Wydawnictwo Szara Godzina
Ilość stron: 272
Nowość wydawnicza
Czy istnieją związki na odległość? Czy można zawalczyć o siebie nawet, kiedy ma się dorosłe dzieci, jest się grubo po czterdziestce, a partner traktuje nas dosyć przedmiotowo? Nie tylko odpowiedzi na te pytania, ale wszelkie wątpliwości dotyczące samotności w związku, czy odbudowywaniu go kawałek po kawałku, odpowiada treść najnowszej pozycji Doroty Schrammek „Tam, gdzie czekał anioł”. To piękna, mądra i bardzo autentyczna opowieść o tym, że można dać sobie na wszystko czas, że wystarczy przemyśleć pewne decyzje, czasami postawić twardo na swoim, by ukochana osoba, od której więcej nas dzieli zaczęła dostrzegać brak naszej obecności.
Tak właśnie Beata postanowiła zawalczyć o siebie i poskładać porozrzucane karty losu, niczym puzzle. Pewne elementy do siebie pasują, ale za chwilę drażnią się z życiem i wyginają się na wszystkie strony. Beata ma dobrze wychowanych dzieci, ale za to męża maruderę, który zamiast wspierać żonę po utracie pracy, jeszcze bardziej jej dogryzał. Tworzył sztuczne problemy i słuchał swojej wiecznie zrzędliwej matki, która uwielbiała słowne przepychanki z synową. Kiedy Beata mimo usilnych starań, nie może znaleźć pracy w Warszawie, postanawia wyjechać na rok za granicę i podjąć się opieki starszego małżeństwa.
Jak ja dziękuję autorce, że tym razem podjęła się takiego tematu. Jestem pewna, że z Beatą utożsami się wiele czytelniczek, które nierzadko muszą dokonywać podobnych wyborów w życiu, kiedy chcąc zarobić wyruszają w daleką podróż. Co innego, kiedy dzieci są odchowane, dorosłe, potrafiące zająć się już sobą, ale też co innego, kiedy są małe i potrzebują jeszcze naszej większej uwagi. I tutaj wielkie również brawa dla Doroty, bo nie tylko podała temat podlegający szerszej dyskusji, ale również za postać Beaty jako dobrej matki, która wychowała swoje dzieci na samodzielnych, ale nie samolubnych. Rodzeństwo wspiera się oraz ma świadomość, że w matce ma nie wroga tylko prawdziwego przyjaciela, do którego można zwrócić się zawsze i wszędzie.
Kolejnym ważnym tematem, jaki autorka podjęła w swej opowieści, to temat mentalności Niemców. Wiem, że te wątki są misternie zbudowane z dbałością o każdy szczegół, wynikające z doświadczenia Doroty. Dzięki tej książce możemy przedstawić sobie w wyobraźni wizerunek, powiedziałabym, że taki wstępny, bowiem nie wszystkich można też ujednolicać, Niemców – ich światopoglądów, podejścia do różnych dziedzin życia. Może on poniekąd zadziwiać, szokować, ale też wprawiać w pewną konsternację. Różnimy się naprawdę pod wieloma względami.
Bardzo ważny jest też w książce wątek Polaków pracujących w Niemczech. Ich podejście do rodaków, którzy przybyli na nowo w celach zarobkowych. Jest tam bieżąca scena Polaka, który tylko na podstawie jednego „obrazka” snuje jakieś wyimaginowane wnioski, łącząc to w temat emigrantów i religii. To ważny obraz i głos, uświadamiający wagę sytuacji. Autorka zręcznie również wplata element historyczny. Okaże się, że znaleziony przypadkiem pamiętnik z czasów drugiej wojny otworzy przed Beatą nowy rozdział i znajomość. Traumatyczne i emocjonalne zapiski Polki, która żyła w obozie zagłady miłością do syna staną się wielu refleksji, nie tylko głównej bohaterki, ale i nas – czytelników.
Jednym słowem, dla Doroty Schrammek nie ma tematów, po których nie lawirowałaby tak zręcznie i plastycznie. Dla autorki nie potrzeba wielu wyszukanych słów, by tkać misterne historie, dzięki którym wiele czytelniczek odnajduje się w zgrabnie nakreślonych przez Nią postaciach. Dorota dzięki tej historii pokazała kawałek świata, w którym żyje, z którym ma styczność od wielu lat. Czytelnikom oferuje cały wachlarz emocji, zbieżnych sytuacji oraz masę przeplatających się ze sobą losów, które potrafią okazać się w pewnym momencie podobne do naszych. To książka, w której kłębi się cała paleta emocji, wrażeń oraz nadziei. Wraz z nową pracą i za sprawą pewnego telefonu przypłynie do Beaty ogrom nadziei, ale i uległość na to, co przyniesie nowe. To książka, w której anioły mają swoje ulubione miejsce, a autorka oprowadza nas z uwielbieniem po ciekawych zakątkach Ueckermünde oraz Pomorza Zachodniego.
„Tam, gdzie czekał anioł” to przede wszystkim książka, która niesie nadzieję, ale i ogrom pozytywnej energii, bo to oczywiste wcale takie nie musi być. Książka, w której każdy odnajdzie cząstkę siebie i rzeczywistości, która potrafi też zaskoczyć, a nie podawać tylko gotowe rozwiązania. Tutaj nic nie jest dziełem przypadku, tylko każdy z bohaterów ma przydzielone konkretne role. Czy przez ten rok bycia daleko od rodziny da się odbudować rozsypane puzzle?
Szczerze polecam!
Za książkę dziękuję:



Fabuła tej książki wydaje się naprawdę ciekawa. Chętnie sięgnę po tę pozycję. ;)
OdpowiedzUsuńWarto przeczytać, a zwłaszcza w długie jesienne wieczory :)
OdpowiedzUsuńŚwiąteczne klimaty :)
OdpowiedzUsuń