28 listopada 2022

[Audiobook] „Pod obcym niebem” Sylwia Kubik

 



Wydawnictwo Skarpa Warszawska

Czyta: Róża Cieślińska-Dziakiewicz


Przyznaję, że to opowieść zupełnie inna. Pozbawiona uścisku wojennych działań zbrojnych. Bohaterowie książki Sylwii Kubik mają swoje pierwowzory. Inspirowana losami dziadków autorki. To przede wszystkim opowieść o zwykłych ludziach, których bieda i wielodzietność rodziców zmusiły do wyjazdu do Niemiec, na roboty do bauera (gospodarza). Bohaterowie, Marianna i Lucjan, mają tak jak my, swoje marzenia, pragnienia. Pragną zmienić kawałek rzeczywistości, w której przyszło im żyć. Daleko od rodzinnego domu, z dala od rodzinnych trosk, by poprawić los i byt swoim najbliższym. Poddają się ciężkiej pracy w gospodarstwie, często w warunkach pozostawiających wiele do życzenia. A my jesteśmy świadkami narodzin pięknej, młodej miłości.

Autorka napisała to niezwykle przejmująco i sugestywnie. Ma się wrażenie, że towarzyszymy jej bohaterom w tej trudnej wędrówce i doli. Jesteśmy bardzo blisko ich emocji, refleksji, myśli. Imponują mi swą niesamowitą wewnętrzną siłą, samozaparciem. Mimo przeciwności, nie poddają się chwilowym słabościom. Są w tej opowieści też postacie negatywne, bo syn bauerki, u której pracuje Marianna nie stroni od wymierzania kar cielesnych. Chwilami przeżywamy po prostu momenty grozy.

Język narracji sprzyja wyśmienitej interpretacji wersji audio, którą wykonuje Róża Cieślińska-Dziakiewicz. Ciepła barwa głosu lektorki i spokój, jaki przekazuje swoją intonacją, buduje wyjątkowy nastrój. Bardzo Wam polecam!

Ja oczywiście czekam na kontynuację!


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=181168830


22 listopada 2022

„Skrawki przeszłości. Muślinowa saga 1928 – 1939” Anna Sakowicz

 


Wydawnictwo LUNA

Przyjemnie się czytało o tych charakternych dziewuchach i krnąbrnych chłopaczyskach z książki Anny Sakowicz Skrawki przeszłości. Do tego ten płynny język i narracja, okraszone charakterystycznymi określeniami z gwary kociewskiej. Ech… Chce się jeszcze i liczę na kontynuację. Akcję swojej wciągającej, intensywnej i intrygującej opowieści, autorka osadziła w Lidzbarku i okolicy. Poznajemy rodzinę Wilamowskich, szanowanego w mieście krawca Wawrzyńca, którego po nocach dręczą koszmary związane z wielką wojną, w której uczestniczył, jego żony Rozalii Wilamowskiej, która jest jego drugą żoną, i ich dzieci. Pewnej feralnej nocy, kiedy Rozalia zmęczona połogiem, we śnie, przygniata maleńkie ciałko córeczki Nastusi, w tym samym momencie pewien tajemniczy mężczyzna podrzuca pod drzwi Wilamowskich, obcego niemowlaka, które okazuje się dziewczynką. Pada decyzja o podmianie dzieci.

Czas mija. Następuje splot wielu różnorodnych, ale i niefortunnych zdarzeń, które mają ścisły związek z małą Franią. Wawrzyniec jest święcie przekonany, że Frania to owoc jego związku z dawną kochanką, która zaginęła. W międzyczasie dzieci Wawrzyńca i Rozalii dorastają, przeżywają swoje pierwsze zauroczenia, miłości. Perypetie rodzinne, tajemnice, dylematy, decyzje, a wszystko to w klimacie dawnej epoki, minionych lat - tuż przed i w pierwszych dniach drugiej wojny.

Iście epicki rozmach. Wciągająca, wręcz porywająca. Dotykająca też ważnych tematów społecznych, kulturowych. Jak to u Anny Sakowicz. Wszystko na swoim miejscu. O odwadze mówienia głośno o swoich uczuciach, emocjonalna, refleksyjna. Bardzo Wam polecam!


21 listopada 2022

„SAGA RODZINY POLAKOWSKICH. Tom 1. Nagły świt” Agnieszka Jeż

 



Wydawnictwo SŁOWNE

Jestem ostatnio bardzo wybredna w tytuły obyczajowe, którym za tło służy historia, szczególnie II wojny światowej. Ile życiorysów uratowanych z wojennej pożogi, tyle opowieści i wątków do opowiedzenia. Jednym z nich jest historia Anny i Franciszka Polakowskich (oczywiście to postacie fikcyjne), których poznajemy w sielskich okolicznościach przyrody. Kiedy jednak wojenna zawierucha rozpęta się na dobre, Franciszek, oficer Wojska Polskiego, zostaje powołany do służby, a Anna przejmuje obowiązki męża w domu, opiekując się dziećmi, gospodarstwem, wszystkim. Sowieci mają jednak swój porządek świata, kto zna ten wątek, ten doskonale wie, jak ów porządek wyglądał. Zarówno Anna z dziećmi, jak i rodzina Czerników czy Białych, którzy także tworzą grono wyrazistych bohaterów, zostają wywiezieni na Sybir. Surowe, brutalne, wręcz nieludzkie warunki transportu w bydlęcych wagonach, trudy próby życia na obcej ziemi, to tylko część dramatu, w jakim przyszło im się odnaleźć. To nie będzie dobry czas. Życia trzeba nauczyć się na nowo. Od początku, jak ten tytułowy nagły świt, nagłe, wstrząsające przebudzenie. Polakowska z dziećmi i szwagrostwem przeżywają niejedną tragedię.

Ta opowieść wpada do świadomości czytelnika, buduje szereg nieokreślonych refleksji, wewnętrznego buntu, który w nas współczesnych, budzi wiele sprzecznych emocji. Dla mnie Anna Polakowska to symbol siły i determinacji, walki o siebie, najbliższych. Jesteśmy światkami nie tylko brutalizmu wojny, ale też rodzących się uczuć, silnych afektów. Bardzo Wam polecam! Z niecierpliwością będę wypatrywała kolejnych części.



[Zapowiedź patronatu medialnego] "O Matko, czyli (nie zawsze poważna) instrukcja obsługi ciąży dla Przyszłych Rodziców" Renata Suchodolska

 


Kochani!

Już za tydzień, w poniedziałek, 28 listopada, przypada premiera książki Renaty Suchodolskiej O Matko, czyli (nie zawsze poważna) instrukcja obsługi ciąży dla Przyszłych Rodziców, której mam przyjemność patronować medialnie 🙂

Dzisiaj przedstawiam Wam fragment książki 🙂


*Fragment rozdziału 16 

O (nie)skutecznym zapobieganiu niewidzialnym, złośliwym, elektromagnetycznym influencjom, czyli wisior Matki


Pewnego dnia Przyszły Ojciec, naciskając klamkę drzwi wejściowych, ku swemu zaskoczeniu natrafił w nich na Przyszłą Matkę. 

– Gdzieś wychodzisz? 

– Nie. Czekam na ciebie. 

– Czekasz na mnie?! 

– Ja zawsze na ciebie czekam – oświadczyła Przyszła Matka cała w skowronkach. 

– Ale nigdy w drzwiach. To musi być jakaś specjalna okazja. Czyżby były dzisiaj moje urodziny? – Przez umysł Przyszłego Ojca przemknął obraz ogromnego czekoladowego tortu. 

– Nie. 

Tort zdezintegrował się doszczętnie. 

– Niczego nie zauważyłeś? 

Przyszły Ojciec popatrzył na szczerzącą się w uśmiechu Przyszłą Matkę. Oczy były, usta były, włosy były, ręce były, szyja, tułów, nogi… 

– Eee… Byłaś u dentysty? – zaryzykował. 

– Nie! – Uniosła brwi zachęcająco. 

– Eee… Wydepilowałaś brwi! 

– Nie. 

– Nowa sukienka? 

– Nie. No, dalej. Nie mów, że nie widzisz! 

– Jakieś pytanie pomocnicze? 

– Co ma hm-hm, nie utonie! 

– Hm-hm? 

– No! Co ma HM-HM, nie utonie. Co to jest? 

– Eee… łódź ratunkowa? 

– O, matko! Kapuściana głowa. 

– Kapuściana głowa nie utonie?! 

– To ty jesteś kapuściana głowa. Koziołek matołek. 

– Ja naprawdę nie rozumiem, co ma wspólnego Koziołek Matołek z tonięciem. Chyba że przegapiłem jakiś odcinek… 

– Co ma WISIEĆ, nie utonie, pacanie! 

– To czemu od razu nie mówisz, tylko zapętlasz? 

– Chciałam dać ci szansę na samodzielne odgadnięcie. 

– Aha. 

– To teraz zauważyłeś? 

– Co? 

– To, co miałeś zauważyć! 

– Zauważyłem, że się wystroiłaś, że szczerzysz zęby w uśmiechu, nawet jeśli nie byłaś u dentysty, że nie masz nowej sukienki, że… – Przyszły Ojciec podrapał się w głowę. – To dla mnie za trudne – przyznał wreszcie. 

– Ech wy, mężczyźni – Przyszła Matka machnęła ręką pogardliwie. – Wisior. Wisior miałeś zauważyć.

 – Rzeczywiście! – przyznał Przyszły Ojciec. – Pokaż. – Wziął w dłoń naszyjnik w formie kwadratu. – To jakiś technokratyczny wisior – zauważył. – Układy scalone wtopione w drewno… Nie wiedziałem, że lubujesz się w takich rzeczach. Byłem przekonany, że jesteś tradycjonalistką. 

– Bo jestem. Ten założyłam, bo to nie jest zwyczajny, ozdobny wisior. 

– Nie? A co? 

– To jest wisior odpromieniowujący! 

– Odpromieniowujący? Co odpromieniowujący? 

– Fale pól elektromagnetycznych. 

– Fale pól…? 

– Już właściwie bezspornie dowiedziono, że częste używanie telefonów komórkowych może doprowadzić do raka. To wiesz, prawda? – zaczęła Przyszła Matka tonem, który wskazywał na niekrótki wywód.

***

 











Zdj. Nadesłane przez autorkę. Renata Suchodolska ze swoją książką.

16 listopada 2022

„Ocalona z Auschwitz. Pójdę za Tobą na koniec świata” Nina Majewska-Brown

 



Świat Książki


„Jak śmierć zagląda w oczy, to człowiek ze strachu głupieje”.


Znam już pióro autorki, to nie jest moje pierwsze spotkanie z jej twórczością i po raz kolejny jestem pełna podziwu dla wnikliwości i kunsztu autorki, która udowadnia, że opowieści oparte na faktach autentycznych są po prostu tym gatunkiem, w którym twórczo czuje się doskonale. Widać też ogrom pracy reportażowej – zgromadzenia informacji, na podstawie których wysnuła tę niezwykle refleksyjną i emocjonalną historię.

Nie jest odkryciem, że za pomoc zbiegłym z obozu, w czasie drugiej wojny światowej, groziła śmierć. Ale autorka nie skupiła się tylko na samej postawie rodziny Kuligów, znakomicie nakreśliła także kontrastową postawę psychologiczną Jana Nowaczka, uciekiniera z obozu Auschwitz. Zaledwie osiem kilometrów od obozu, w maleńkiej wsi, mieszkają Kuligowie – Franciszka i Wawrzyniec, do których dociera Jan Nowaczek. Kuligowie pomagają zbiegowi, jednak w przypływie strachu i emocji, nie zdają sobie sprawy, jak srogą karę poniosą za tę pomoc. Nowaczek zdradza Kuligów esesmanom, wskazując na winowajczynię Franciszkę, która, w owym czasie, była w dziewiątym miesiącu ciąży. Tak kobieta trafia do obozu. Wawrzyniec poszukiwany przez esesmanów wie, że tylko dając się schwytać, uratuje żonę. Historia chwytająca za serce, bo między wersami zadaje nam ważne i trudne pytania, ale też temat do szerszej dyskusji. Na ile człowiek jest lojalny wobec osoby, którą kocha i czy jest w stanie poświęcić się dla niej?

Historię Franciszki i Wawrzyńca dopełniają wywiady – autentyczne historie – spowiedzi tych, którzy przeżyli i byli świadkami fałszywej postawy Nowaczka, jak się zresztą okazuje, któremu pomogły także inne rodziny, osoby, i których także wydał.

Przyznaję, że wiele emocji i refleksji kłębi się w myślach o postawie obu, tak naprawdę, bohaterów tej opowieści, bo to postawy pełne kontrastów i skrajności. Wawrzyniec, by ratować żonę i nienarodzone dziecko daje się w szpony oprawcy, a Nowaczek, by chronić swój egoizm wydaje wszystkich na pewną śmierć.

Potworności i dramatu wojny nie da się wymazać. Ludzie gotowi byli zarówno na poświęcenia, heroizm, jak i skrajności wychodzące ponad normy moralności. Autorka pokazuje to w pełnej krasie, zarówno w warstwie fabularnej, jak i reportażowej. Przejmujące są te opowieści, ale czyta się je z nieukrywaną przyjemnością, bo język ich narracji płynnie przebiega przez naszą świadomość. Ta książka zostanie z Wami na bardzo długo. Polecam, bardzo!


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=184222765



[Wizytówka autorska] Ewelina C. Lisowska

 



Jestem autorką romansów, choć z przyjemnością sięgam po ciekawe książki historyczne, reportaże i poradniki psychologiczne. Wszystko co czytam jest dla mnie wskazówką, jak tworzyć ciekawe powieści.

Jak dotąd napisałam osiem książek i każdą z nich przeżywałam inaczej. Przy każdej kolejnej powieści czuję, jakby to był mój debiut. Inna historia, bohaterowie, akcja… Wszystko to trzeba przeżyć, aby stało się autentyczne, obrazowe, wyczuwalne.

Co robię poza pisaniem? Z wykształcenia jestem artystką, lubię także robić zdjęcia, szydełkować, haftować… Z morza pasji wybrałam jednak pisanie i mam nadzieję, że przyszłość pozwoli mi nadal rozwijać literackie skrzydła.

Moim debiutem był bardzo nietypowy romans współczesny, religijny Substytuty Miłości (2018). Kontrowersyjny, dziwny, taki wielopoziomowy. Książka na podstawie historii miłosnej dwojga osób ze skrajnie różnych środowisk, odpowiada na pytanie: Co to znaczy kochać Boga?



Następnie wydałam romans współczesny z depresją w tle, pt. Szukając siebie, czyli pierwszą cześć serii WIEK-NIEWAŻNY. Historia miłości niemal platonicznej, gdzie każdy nawet najdrobniejszy gest może mieć znaczenie.

Kolejne publikacje to romanse historyczne, takie jak: Impresje Wiktorii, Natura Derwana, Walerian i Róża. Konie, bale, nietypowe pary i kontrasty. Dynamiczna akcja, nieprzewidywalność, huśtawki emocji.

W drugiej części serii WIEK-NIEWAŻNY, pt. Powroty (subtelna erotyka) poruszyłam kilka ważnych problemów, z którymi zmagają się zwyczajni ludzie: np. zaburzenia seksualne mężczyzn.

W tym roku wydałam romans science-fiction NOWY EDEN Powrót Raju utraconego, a już 22 listopada 2022 ukaże się romans historyczny osadzony w 20-leciu międzywojennym, pt. Królowa żebraków. Planuję kolejne publikacje romansów historycznych, współczesnych, science-fiction oraz komedii romantycznych.

Pisanie jest dla mnie sensem życia i nie wiem, co bym bez tego zrobiła. To jest moja życiowa droga, innymi słowy: powołanie. Pierwsze opowiadanie napisałam, gdy miałam 10 lat, więc krótko po tym, jak nauczyłam się czytać i pisać. Głównym przesłaniem moich powieści jest miłość i to, że cokolwiek by się nie działo, w końcu i tak zawsze „po burzy wychodzi słońce”. Lubię dodać do swoich powieści warstwę duchową. Uważam, że każda autentyczna postać, tak jak każdy człowiek, musi posiadać także swoją duszę, jakieś choćby nieznaczne odniesienie do wiary i Boga.


Zapraszam na stronę autorską, gdzie można zakupić e-booki mojego autorstwa: www.ecl-pisarka.pl.

Publikacje papierowe można znaleźć w księgarni internetowej RIDERO.

Znajdziecie mnie na Facebooku (www.facebook.com/ecl.pisarka) i Instagramie (https://www.instagram.com/pisze_romanse), nie stronię także od Pinteresta, Stylowych i Tweetera.

Głosowych nagrań moich powieści można posłuchać na kanale POEZJA MA GŁOS lub na stronie www.mowiksiazka.pl.


A na zachętę pozostawiam Was z fragmentem mojej najnowszej powieści Królowa żebraków.


Rozdział 31.

Zakochany głupiec


Przyglądał się jej, gdy w milczeniu jadła kolację. Nie patrzyła w jego stronę, jakby zupełnie nie zauważała jego obecności. Kilka razy przyłapał ją na oczekującym jego działania spojrzeniu. „Zostań moją żoną, będę się tobą opiekował i nic w zamian nie będę wymagał, tylko żebyś mi była bliska”– to właśnie miał jej powiedzieć już po deserze, gdy uklęknie przed nią z pierścionkiem.

„Co właściwie skłoniło mnie do tego wszystkiego? Siedzę tutaj teraz, ona jest o krok ode mnie… A ja coraz bardziej chcę, żeby stała się częścią mojego świata”.

Później nagle przyspieszyła sprawę sama! A on ze strachu zapomniał, co miał jej powiedzieć. Poczuł wstyd z powodu własnej nieudolności. Jednocześnie zdał sobie sprawę z tego, że poczuł coś do tej cichej istotki, przed którą klęczał. Była dziś wyjątkowo ładna. Wsunął jej pierścionek na zły palec, ona zgodziła się i przełożyła go na właściwy, co było kolejnym potwierdzeniem jej słów. Odpowiedziała głosem na jego nieme pytanie.

A teraz został sam i w samotności popijał wino przy swoim biurku, zamknięty w czterech ścianach. Tym razem nawet nie próbował sobie wyobrażać kolejnej sceny z tajemniczą nieznajomą w roli głównej. Tym razem jego marzenia skrystalizowały się i przybrały kształt jej imienia…

– Ewelino – rzekł cicho, po czym wypił czerwone wino do dna. Nawet nie poczuł jego smaku. – Upiłem się na umór, bo wiem, że ty rozpaczasz z powodu tego ślubu. A ja jestem szczęśliwy, jak zakochany głupiec, jak żebrak miłości.

Przypomniał sobie, jak ją znalazł na ulicy, jak się nią zajął, i to jak nagle stała się mu bliska i droga, kiedy zachorowała.

– Zakochany głupiec – warknął pod nosem.

A przecież gdzieś to już oglądał, kiedyś przeżył podobną sytuację, lecz wtedy zdawało mu się, że kocha z wzajemnością. „Łatwiej będzie mi ją kochać ze świadomością, że nie jestem oszukiwany, niż w wypadku, gdyby ona udawała, że mnie kocha. Związek dla czystej konsumpcji, bez współżycia cielesnego. Czy jestem na to gotowy?”

– Miłość platoniczna, Wiktorku. Platon w czystej postaci! – żartował gorzko.

„Ale bez niej to ja już nie chcę! Niech ona zostanie, bo ja już nie chcę być sam… bez niej”.






10 listopada 2022

„Wiatrom powierzone” Laura Imai Messina

 


Wydawnictwo Sonia Draga

To jest historia, która od pierwszych wersów zahacza nasze serce lekkością i płynnością języka narracji, ale też plastycznością nakreślonych sytuacji, które autorka oparła na kanwie autentycznych wydarzeń z 11 marca 2011 roku, kiedy to w północno-wschodniej Japonii miało miejsce trzęsienie ziemi, a fala tsunami uszkodziła elektrownię atomową w Fukushimie, porywając mnóstwo istnień ludzkich, zginęło wówczas prawie 16 tysięcy osób.

Swą opowieść autorka podzieliła na dwie części. Pierwsza część poświęcona jest życiu dwóch bohaterów, w momencie kiedy Yui przyjeżdża do Bell Gardii, by zabezpieczyć budkę telefoniczną, stojącą pośrodku ogrodu przed tajfunem, którego niszczycielska siła zaczyna się wzmagać. Ale telefon w budce jest nie podłączony, od pamiętnego 11 marca, stoi tam symbolicznie, jako kontakt żywych z umarłymi – niesie ich słowa wraz z wiatrem. Yui traci w fali tsunami matkę i córeczkę. Jak się okazuje, córeczkę, którą trudno było jej pokochać od chwili narodzin. Jest dziennikarką radiową i kiedy dowiaduje się o tym symbolicznym miejscu, postanawia wyruszyć w drogę, by się przekonać, jaka jest siła jego symboliki. Na szlaku do Wietrznego Telefonu poznaje młodego lekarza, który co prawda w fali tsunami nie stracił nikogo bliskiego, ale niedawno zmarła mu chora żona, teraz samotnie wychowuje kilkuletnią córeczkę, która z kolei od chwili śmierci matki zamknęła się w sobie.

W drugiej części Yui z narażeniem życia staje w obronie Wietrznego Telefonu przed niszczycielską siłą tajfunu. Czy jej się to uda? To także część poświęcona zacieśnianiu relacji między bohaterami. Będzie zaskakująco, dojmująco, emocjonalnie, bo Yui zaczyna wewnętrzną walkę samej ze sobą, zaczyna gryźć się z wyrzutami sumienia, błędnymi wnioskami, osądami.

Tych dwoje nie zdaje sobie sprawy, że wnikając maleńkimi kroczkami wzajemnie w swoje życie, po kilku latach zadomowi się w nim na dobre. Ale nie spodziewajcie się ckliwej historii, wydumanej z podtekstów czy spojrzeń. To jest zupełnie inna opowieść. Taka, przy której chcecie sobie popłakać, zreflektować się, przeanalizować emocje, czy sytuacje. To opowieść bez chaosu codzienności, skupiająca uwagę na wartościach życia, niuansach wysupłanych z drobinek dnia, pokazująca, jak osobiste tragedie i dramaty wpływają na nasz charakter, ile jesteśmy w stanie udźwignąć bólu i tęsknoty, by kroczyć dalej, ale i otworzyć się na nowe.

Bardzo Wam tę książkę polecam. Jest w zupełnie innej tonacji, zwraca uwagę na odmienne priorytety, skupia się na egzystencjalizmie.


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=153310281


09 listopada 2022

[Audiobook] „Śnieg jeszcze czysty” Anna Musiałowicz

 



Czyta: Elżbieta Kijowska

Wiedziona mnóstwem pozytywnych opinii i recenzji, z czystej ciekawości, sięgnęłam po książkę nie tylko sygnowaną bardzo wymownym, tajemniczym tytułem, ale i zupełnie niecodzienną okładką, która, jak się okazuje, znakomicie oddaje jej treść. Zdecydowanie to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, i już wiem, że nie ostatnie. Autorka przenosi nas do lat sześćdziesiątych, na teren małej, gnuśnej wsi. Znakomicie, iście po mistrzowsku, oddając jej klimat i specyfikę.

To historia niecodzienna, bardzo specyficzna, zapadająca w pamięć. Historia, która przenosi nas w czasy, w których nie było telefonów komórkowych, a ludzie żyli w swoim zagajniku swoimi problemami. Gabrysię, główną bohaterkę, poznajemy od momentu narodzin do lat młodzieńczych i tu, przyznaję, czuję pewien niedosyt. Mam nadzieję, że autorka planuje kontynuację.

Na oczach kilkuletniej dziewczynki ginie w wyniku wypadku jej matka. Ojciec nie przejawia żadnej uwagi i chęci, by dalej opiekować się córką. Tym zajmuje się babka dziewczynki, która jest obserwatorką upadku moralnego syna. Są tematy, w których matki nie zastąpi nawet najlepsza babka na świecie, stąd też Gabrysia pozbawiona rodzicielskiej opieki, wychowuje się na tym, co widzi dookoła – upadającą na zdrowiu babcię i ojca zaspokajającego seksualny popęd. Jego Dziewczyna dorasta, czując potrzebę bycia dostrzeganą. A kiedy staje się obiektem obserwacji jednego z chłopców, następuje ciąg wydarzeń, które nas zaskakują i wprowadzają w swój emocjonalny rollercoaster. Autorka skupiła się na intensywności psychologicznych aspektów każdego z bohaterów, bo towarzyszymy im w każdym niemal momencie życia, a plastyka języka narracji pozwala nam na odczuwaniu ich przeżyć.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona rozwojem sytuacji i, mimo trudnej tematyki, refleksyjnym tonem opowieści, który skłania nas do wielu przemyśleń. Autorka świetnie odwzorowała aurę wiejskiego grajdoła, stworzyła charakterystycznych bohaterów, ale też postawiła ich w niezwykle trudnych sytuacjach. Wiele tu emocji, często sprzecznych, takich drapiących nas od środka, rozrywających swą wymową, tęsknotą, prostotą życia i wciąż aktualną tematyką. Nawet dzisiaj często bywamy świadkami takich problemów i traum.

Na uwagę zasługuje równie mistrzowska interpretacja książki w wykonaniu Elżbiety Kijowskiej. Tu jest akcent w miejscu, w którym powinien być, tu jest balansowanie głosem, jego modulacja i barwa odpowiednio dobrana do bohaterów i opisów. Słuchałam losów bohaterki z zapartym tchem! W ogóle cały audiobook został nagrany niemal w klimacie mikrosłuchowiska, z efektami dźwiękowymi.

Bardzo Wam polecam!


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=170418273


08 listopada 2022

[O czym Ty, Człowieku, opowiadasz...] Sylwia Markiewicz

 


Nazywam się Sylwia Markiewicz, jestem autorką dwóch powieści obyczajowych: Czerwony kalendarz oraz wrześniowej premiery Tylko jedna chwila, nakładem wydawnictwa PASCAL. Z zawodu jestem inżynierem oraz technologiem żywienia, prywatnie żoną i mamą. Wolny czas spędzam najczęściej na łonie natury, w ogrodzie. Na wakacje najchętniej wyjeżdżam nad morze, plaża nigdy mi się nie nudzi. Od wielu lat piszę, to pasja, która powoli zagarnia dla siebie coraz to więcej i więcej, każdego dnia.

Słowo to myśli przelane na papier, emocje zlepione w wyraz, tak wiele mogą znaczyć lub przeciwnie. Tak wiele mogą sprawić dobrego lub złego, być opoką lub przygnieść do ziemi. Słowo potrafi być niebezpieczne, o czym zawsze staram się pamiętać. Nadużywam słowa „pięknie” i walczę z tym, szukając synonimów. Cóż ja poradzę, że tak wiele rzeczy mi się podoba 😊.

Kultura słowa to zdania wypowiadanie z szacunkiem. Mów tak, jakbyś mówił do własnego odbicia w lustrze, pisz tak, jakby to, co przelejesz na papier miało znaleźć się w twojej skrzynce, jako list do ciebie. Układaj słowa w zdania tylko w dobrej wierze, prawda nie musi oznaczać, że kogoś obrazisz, to właśnie odpowiednie słowa sprawią, że zostanie przyjęta ze zrozumieniem i spokojem.

Doceniam i zachwycam się, gdy publikację aż unosi piękny język literacki, wyrafinowany, spójny, wciągający w każde zdanie, dając ogromną satysfakcję z czytania. To się zamienia oczywiście, język staje się prostszy, potoczny do szerszego grona trafiający, bo i gatunki, które czytamy są inne, mieszają się wzajemnie. Grono czytelników jest szerokie i każdy znajdzie odpowiednią lekturę dla siebie. Bez problemu nadal odjadę książki, gdzie język literacki jest na najwyższym poziomie, jest wybór i to najważniejsze.

Dla mnie pisanie to możliwość przekazania czytelnikom pewnych wartości, możliwość wyczulenia na problem, trudny temat. To wspaniałe móc za pomocą bohaterów pokazać nurtujące mnie zagadnienia. Jednocześnie mogę dać nadzieję, motywację do działania, bodziec do rozwiązywania własnych problemów poprzez wachlarz emocji zmusić do refleksji. Lubię, jak historia niesie przesłanie, daje wiarę w lepsze jutro.

Robię plan, ale on zawsze ulega zmianie, bo to bohaterowie decydują, co będzie dalej. Poddaję się sugestiom i często pod ich wpływem zmieniam zakończenie. By lepiej wcielić się w ich położenie, przygotowuję materiały, szukam potrzebnych informacji, by to, co sobie wymyśliłam było poparte prawdziwymi faktami. Przy tym się dużo uczę, co bardzo lubię, a czytelnicy dostaną fikcyjną fabułę, ale z bardzo realnym tłem.


Pierwszą książkę pisałam z przerwami, przez co trwało to dość długo. Nie wiedziałam, czy w ogóle zostanie kiedyś wydana, ucieszyłam się bardzo na pozytywną wiadomość z wydawnictwa. Jednocześnie ten okres od momentu decyzji do wydania, przedłużał się i gdzieś ta radość z tym związana, rozmyła się po drodze.

Emocje przy pierwszej powieści to niedowierzanie, strach, niepewność, a obecnie, radość. Może dlatego, że już nabyłam trochę doświadczenia, wiem, jak wygląda cały proces od momenty napisania do chwili, gdy książkę trzymam w ręce i nauczyłam się czerpać przyjemność z każdego etapu jej powstawania.

Obecnie bardziej świadomie wybieram temat, problem, który chcę wpleść w fabułę. Z rozmysłem obarczam bohaterów wadami i zaletami, by pokazać ich prawdziwość, naturalność. Wolniej, dokładniej, z naciskiem na rozbudowane postacie oraz z większą satysfakcją samego tworzenia.

Nikt nie wiedział, że piszę książkę, dopiero gdy podpisałam umowę wydawniczą, poinformowałam najbliższych. Inne osoby poinformowałam dopiero po premierze w socjal mediach, a wsparcie i odzew był fantastyczny, pełen wparcia i serdeczności.

Głosy krytyczne zawsze chyba się pojawią, to naturalne. Krytyka jest potrzebna, ale ta prawdziwa, a nie hejt w stylu: książka jest beznadziejna i kropka. Nie biorę tego do siebie, a wyciągam wnioski z tego, co piszą czytelnicy. Zdaję sobie również sprawę, że wszystkich nie zadowolę, bo każdy szuka czegoś innego w historii. Na szczęście przy ostatniej powieści nie było zbyt wiele krytycznych uwag, a to, że książka została wyróżniona przez jury serwisu Granice.pl na „Najlepszą książkę na jesień”, dodało mi wiary we własne możliwości.

Najtrudniejsze było wejście w rolę bohaterki, której przeżycia były bardzo bolesne. Łzy się lały, nie przespałam nocy, ale te wydarzenia musiały być, mimo że dużo emocji mnie kosztowały. W każdej powieści będą takie momenty - jak w życiu - nie zawsze jest kolorowo.

Najczęściej sięgam po polskich autorów książek obyczajowych, ale i zagranicznych. Lubię też kryminały i książki sensacyjne, a najlepiej, gdy jest to połączenie dobrze rozwiniętej części obyczajowej z zagadką kryminalną, ale bez krwawych scen.

Dawniej pochłaniałam książki Katarzyny Grocholi, Roberta Ludluma czy Davida Morrella, obecnie są to przeważnie polskie pisarki - te mniej lub bardziej znane.

Zawsze umiałam doceniać zwykłą codzienność, a pandemia jeszcze bardziej mnie na to uczuliła. Wielu autorów miało więcej czasu, siedząc w zamknięciu w damach, tworzyli. U mnie było na odwrót. Do pisania potrzebuję ciszy, a zdalne nauczanie dziecka, rodzina w domu, nie sprzyja skupieniu. Pisanie szło mi wolno, bardzo wolno.

Jest tak wiele propozycji wydawniczych, że wybór jest ogromny i nie czuję, że czegoś mi brakuje. Natomiast nie zawsze rozumiem przypisywanie publikacji do danego gatunku, czy to proza obyczajowa, czy litera piękna, a może thriller psychologiczny. Nie zawsze zgadzam się z tymi szufladkami, mogą mylić czytelnika. Niektórzy mogliby wiele skorzystać, sięgając po inne gatunki, mogłoby się okazać, że wpisują się w ich gust, a lektura daje ogromną satysfakcję i jest miłym zaskoczeniem.

A.K. Czego Ci życzyć?

Kolejnych publikacji.

To wspaniałe móc robić to, co się lubi. Praca połączona z pasją, cóż można chcieć więcej.



Fragment powieści „Tylko jedna chwila”:

– Aleś się odstroiła, nie za krótka ta spódnica do twojej figury? – Joanna usłyszała karcący głos Danuty, a razem z nim padło na nią krytyczne spojrzenie.

Sama włożyła granatowe spodnie i czarną bluzkę z koronkowym haftem na piersiach. Podkreślała aż nadto, że jest w żałobie. W ten słoneczny, wakacyjny dzień w tym mrocznym ubraniu wyróżniała się niczym mucha na białej firance.

Joanna zacisnęła rękę na balustradzie. Przystanęła, zastanawiając się, czy się nie przebrać, czy matka czasem nie ma racji. Zawsze mówiła, że nosi za długie spódnice, a teraz się czepiała, że ma za krótką. Joanna miała nieodparte wrażenie, że bez względu na to, jak się ubierze, matka za każdym razem znajdzie jakiś feler. Albo to ona jest po prostu tym felerem, który uwiera Danutę od dnia swojego urodzenia. Joanna poczuła chwilowy ścisk w mostku i dławienie w gardle. Na jej twarzy nie było widać ani grama zadowolenia, a smutek i niepewność.

– Witajcie wszyscy, czy mili goście już przyjechali? – W tej chwili rozległ się donośny głos Franciszki, wchodzącej defiladowym krokiem wprost do holu.

– Kochanieńka, jak ty pięknie wyglądasz, no, wreszcie pozbyłaś się tej długiej kiecki, pięknie, nawet te włosy w eleganckim nieładzie pasują idealnie. Ja też się pokusiłam o spódnicę, tylko muszę brzuch wciągać, by mi zamek nie strzelił. Jak się jest dobrą gospodynią, to i wałeczki się robią od pysznego jedzenia, no nie, Danuta? – Wchodząc do kuchni, Franciszka wymownie spojrzała na wychudzoną siostrę, która w tym ciemnym stroju wydawała jej się jeszcze bardziej koścista niż zawsze.


– Wałki się robią od obżarstwa, a nie od tego, czy ktoś umie gotować, czy nie – odcięła się z wrodzonym sarkazmem, ostentacyjnie odwracając głowę w kierunku okna.

– No, ja się papierosami i kawą nie będę żywić, chcę dożyć sędziwego wieku z moim Staszkiem i sprawdzić, jak smakuje seks po siedemdziesiątce, a ty na słońce lepiej nie wychodź, bo w tym czarnym ubraniu spocisz się cała i wypłoszysz wszystkie owady z ogrodu.

– Skoro mowa o latających stworzeniach, to ja przynajmniej mam talię osy, a ty w tej spódnicy uważaj, bo nasi goście pomylą cię z bąkiem i uciekną.

– Lepiej być sympatycznym bączkiem niż kłującą osą – odgryzła się szybko Franciszka.

Uprzejmościom między siostrami pewnie nie byłoby końca, gdyby nie samochód wjeżdżający przez bramę, którą to Joanna przytomnie zdążyła otworzyć, unikając włączania się do tej niezmiernie ciekawej rozmowy.


02 listopada 2022

[Patronat medialny] „Nauczycielka z getta. Wciąż pod wiatr” – Aneta Krasińska

 


Wydawnictwo JAGUAR

Niepewność, która narodziła się podczas lektury pierwszej części, i która towarzyszy nam w trakcie drugiej, jest równoznaczna z zakończeniem, bo jeśli myślicie, że to historia jednoznaczna i przewidywalna, to jesteście w wielkim błędzie.

Laura podejmując decyzję o wejściu do getta nie wiedziała co ją tam czeka. Wojna wyzwalała w ludziach wiele zaskakujących emocji, reakcji. Budziła instynkty, których działanie nie zawsze doprowadzało w miejsca oczywiste. Ale miłość do męża była silniejsza. Kiedy Laura z dorastającymi szwagrami została praktycznie sama, podejmuje kolejną trudną decyzję. Zmiana mieszkania przyniosła za sobą pewne możliwości. Młodzi Lewiatanowie podejmują pracę, Laura zacieśnia przyjaźń z sąsiadką z pokoju obok, która w dramatycznych okolicznościach straciła najpierw dzieci, potem męża. W Laurze nigdy jednak nie zgasła iskierka nadziei na to, że odnajdzie męża i teściową. Okrutny los postawi na jej drodze wysoko postawionego oficera niemieckiego, a co za tym idzie – strach.

Getto łódzkie nie jest częstym, a nawet w ogóle tłem opowieści. Aneta Krasińska podjęła się niełatwego tematu, ale zrobiła to bardzo zgrabnie, autentycznie, bez zbędnego patosu. Pokazała, jak getto łódzkie przeobrażało się na przestrzeni czasu. Młodzi Lewiatanowie pracowali na budowie obozu prewencyjnego dla dzieci, których rodzice zostali uznani za szpiegów, czy kolaborantów. Daje swojej bohaterce szansę na to, by mogła wyjść z getta i żyć z dala od tragizmu i dramatu getta. Nakreśliła ścieżki swojej bohaterce w taki sposób, że współodczuwamy jej ból – ten fizyczny i psychiczny.

To bardzo emocjonalna i zaskakująca historia. Bohaterka walczy nie tylko z przeciwnościami losu, ale i sama ze sobą, by nie ogarnęły jej negatywne myśli. Niejednokrotnie też jest oparciem dla swoich współlokatorów. Tę opowieść chłoniemy wszystkimi zmysłami, a po lekturze zostajemy z mnóstwem nieokreślonych do końca refleksji i myślami kłębiącymi się w pytaniach. Jaka jest cena poświęcenia się?

Bardzo Wam polecam tę historię, która, śmiem twierdzić, posiada otwarte zakończenie. Czy możemy spodziewać się ciągu dalszego? Ja bardzo bym chciała.


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=179731489

30 października 2022

Wizytówka autorska. Agnieszka Rautman-Szczepańska

 



Jestem lekarką, specjalistką medycyny rodzinnej, a moją odskocznią od pracy jest literatura, a także sztuka. Lubię rysować. Ozdabiać przestrzeń wokół siebie. Gotować, zwłaszcza testując nowe smaki i przepisy. Generalnie - tworzyć. Kreatywnie spędzać czas z moją córką.

Od lat zamiast czytać, słucham książek. Po pierwsze - z powodu łatwego dostępu do ogromnej ilości pozycji. Po drugie - z braku czasu na siedzenie z książką (a podczas spaceru do i z pracy przesłuchałam już masę audiobooków). Poza tym został mi nawyk z czasów uczenia się języków i nadal słucham dzieł w oryginale, jak tylko się da.

Namiętnie pochłaniam publikacje o rozwoju osobistym, psychologii i duchowości wschodu, ale lubię i cięższe klimaty naukowe, jak fizyka kwantowa czy astronomia.

Jeśli chodzi o literaturę piękną, to właściwie nie ma dla mnie znaczenia gatunek - uwielbiam fajnie zbudowane postacie i ciekawą akcję oraz zaskakujące zakończenia. Najważniejsze jednak jest dla mnie, żeby książka była „o czymś”, niosła coś więcej niż akcję: przesłanie, silne emocje czy zarzewie do refleksji.

Jestem autorką książek z dwóch dosyć oddalonych od siebie gatunków literackich. Po pierwsze moją domeną od zawsze była poezja. Zadebiutowałam tomikiem wierszy pt. Szelest astralnych jaskółek, gdy miałam 17 lat. Wydanie tej książki było nagrodą w konkursie. Kolejne książki poetyckie, zawierające wiersze nagradzane w wielu konkursach, to: Święta Helisa od Neuronów, Atlas wędrownych tęsknot i najnowsza Wypożyczalnia słów.



Po drugie od pewnego czasu wydaję także baśnie dla dzieci i dla dorosłych.

Dolna granica wiekowa tych tekstów to ok. dziewięć lat, a górnej nie ma, bo staram się pisać tak, by każdy znalazł w tekście to, czego akurat mu potrzeba w życiu.

Uważam, tak jak Jan Brzechwa, że: „utwory dla dzieci tylko wtedy są dobre, jeśli dorośli też mają chęć je czytać”.

Jak to w baśniach dzieją się w moich opowieściach rzeczy fantastyczne i magiczne, ale czy wierzycie w magię czy nie, przekonacie się o jednym - to w Waszych myślach tkwi cała moc.

W Drużynie Szeptunek znajdziecie na przykład najsilniejsze z czarownych zaklęć, które mówi: „To, co wybiera głowa, świat spełnia co do słowa”. A o tym jak łatwo zgubić się we własnym umyśle, zwłaszcza kiedy słucha się złych bajek, opowiada Niezwykła podróż Aurory. Z kolei o odwadze odkrywania swojej drogi i wytyczania własnej mapy życia traktuje Królowa wróżek.

Trzecie oko to baśń dla nieco starszych czytelników (12 - 14 lat). O pokonywaniu lęku, drodze przez labirynt własnego umysłu, o dojrzewaniu do bycia Mądrą. Opowieść o dorastaniu, stawianiu czoła przeciwnościom, mierzeniu się ze słabościami. O odkrywaniu własnych skrzydeł.

Jest jeden tekst dla młodszych dzieci, napisany tak, by już 6-letnie dziecko zrozumiało przenośnie dotyczące zbierania życiowych doświadczeń, a jednocześnie dobrze się bawiło fabułą i zostało zaskoczone bardzo przewrotnym zakończeniem. To Wyprawa po magiczny lek.

Najnowsza moja książka to coś, czego jeszcze nie było. Baśnie zamknięte w większej opowieści jak w szkatułce, z której możecie czerpać do woli. Historia pełna fantastycznych przygód i nieograniczonych możliwości. O sile wyobraźni i magii słów. I o tym, jak dbać o dziecięce umysły, aby nasz przyszły świat był lepszy.


27 października 2022

[Audiobook] „Łąka umarłych” Marcin Pilis

 



Czyta: Jacek Dragun

Kiedy słuchałam audiobooka „Łąki umarłych” i napisałam post na Facebooku, pod jak wielkim wrażeniem jestem tej historii, w komentarzach pojawiły się głosy: sięgnij po „Ciszę w Pogrance”. A jakże! Sięgnęłam, też odsłuchałam i faktycznie, „Cisza...” wbija w fotel. Ale dzisiaj o „Łące umarłych”.

Autor porusza ważny, trudny temat – skomplikowanych relacji polsko – żydowskich w czasach drugiej wojny światowej. To też prawdziwa, szczera, pozbawiona fałszu lekcja historii, bo właśnie dzięki tej fabularyzowanej opowieści dowiedziałam się o tych jakże trudnych i dramatycznych wydarzeniach, które rozegrały się w Wielkich Lipach. Dodatkowo autor historię tego miejsca ujmuje za pomocą trzech ram czasowych, z perspektywy trójki bohaterów. W tej całej opowieści zarówno przestrzeń czasu, jak i miejsca stanowią istotę tragizmu i dramatu mieszkańców niewielkiej miejscowości. W chwili zagrożenia ludzie są zdolni do potwornych zbrodni. By ratować siebie i swoich najbliższych potrafią wydać najlepszego przyjaciela, najbliższych sąsiadów. Wydawałoby się, że po wojnie, kiedy nastał względny spokój, wyrzuty sumienia są tymi, które nie drążą poczucie winy, jak woda, która drąży skałę.

Niesamowicie autentycznie nakreślone wydarzenia, jakie miały miejsce w czasie wojny, tajemniczy pamiętnik ojca głównego bohatera, próby odkrycia prawdy, próby zrozumienia tego, co się stało, bezwzględny system funkcjonujący także w podświadomości tych, którzy przetrwali oraz emocje – gęste, rozedrgane, które stawiają przed nami jeszcze mnóstwo pytań i refleksji. Jestem pod wielkim wyobrażeniem stylu i płynności narracji, kreacji bohaterów, ale też wnikliwości i tytanicznej pracy, jaką autor wykonał, byśmy otrzymali tak realistycznie oddaną historię, z której raczej dumni nie jesteśmy. Jednak i tu należy sobie postawić pytanie – czy mamy prawo kogokolwiek osądzać?

Na uwagę zasługuje również wspaniała, iście mistrzowska interpretacja Jacka Draguna. Słucha się z nieukrywanym zainteresowaniem. Akcenty, plastyka barwy głosu – wszystko tak, jak się należy!

Bardzo Wam polecam!


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=2705965

26 października 2022

Wizytówka autorska. Sylwia Markiewicz

 


Nazywam się Sylwia Markiewicz, mieszkam w Częstochowie Z wykształcenia jestem inżynierem i technologiem żywienia, prywatnie żona i mama 9- letniej córki. Cieszą mnie drobne przyjemności, kwitnący kwiat, ciepły promień słońca w pochmurny dzień czy kawa wypita w spokoju gorąca, a nie zimna, bo czasu brak. Te małe rzeczy są dla mnie ogromnie ważne, by nawet najgorszy dzień minął z uśmiechem.

Gdy nie piszę, to czytam, gdzieś w szafkach są też pochowane robótki ręczne, do których w wolnej chwili powracam. Uwielbiam spędzać czas na łonie natury, a weekendowe prace w ogrodzie dodają mi energii na cały tydzień. Lubię żużel, Częstochowa ma świetną drużynę, a emocje, które towarzyszą mi na stadionie w niedzielne popołudnie, są niezapomniane.

Co czytam?

Czytałam wiele publikacji, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie, a sposób pisania autorów po prostu wprawiał mnie w zachwyt.

Uwielbiam książki Davida Morrella, Roberta Ludluma, bo ekscytujący świat dobrze wyszkolonych agentów bardzo mi odpowiada. Wychowałam się na powieściach Katarzyny Grocholi, której poczucie humoru daje mi uśmiech na cały dzień, a lekkość pisania sprawia, że doskonale odpoczywam i delektuję się każdą stroną. A ostatnio odkryta przeze mnie Carla Montero skradła moje serce, bo jej opisy przyrody i otoczenia są tak rzeczywiste, że czułam zapach kwiatów i smak podawanych potraw.

Obecnie omijam tylko krwawe morderstwa i drastyczne sceny, bo muszę oczy zamykać, by nie śniły mi się po nocach. Nie bronię się przed żadnym gatunkiem literackim, bo może się okazać dla mnie przyjemnym zaskoczeniem. Uważam, że każda książka jest wartościowa, tylko musi trafić do odpowiedniego czytelnika.

Jestem autorką dwóch powieści obyczajowych „Czerwony kalendarz” oraz wrześniowej premiery „Tylko jedna chwila”.



Bardzo różne publikacje poruszają odmienne tematy. Pierwszą książkę pisałam lekko bez żadnych oczekiwań, bo przecież miała być tylko do szuflady. Drugą, już z rozmysłem wybrałam temat, wyszukałam potrzebne informacje, szczegółowo, z przyjemnością tworzyłam bohaterki. Starłam się, by były dopracowane, a ich cechy naturalne. Nieprzypadkowo obarczyłam je problemami, takimi, by każdy wyniósł z nich coś dla siebie. Lubię, gdy historia wciąga, a fabuła niesie niespodzianki dla czytelnika.

Wiele trudnych tematów poruszyłam w „Tylko jednej chwili” - alkoholizm, depresja, niełatwa miłość siostrzana, niespełnione marzenia, samotność osób starszych. Dylemat młodych, jak pogodzić opiekę nad rodzicami z własnym życiem oraz jak ogromny wpływ mają na nas bliscy, czy nie jest on przypadkiem toksyczny? Książka została wyróżniona decyzją jury w plebiscycie serwisu Garnice.pl na „Najlepszą książkę na jesień” w kategorii powieść obyczajowa.

Moim marzeniem było, by oddać ją w ręce czytelników, kobiet, by choć jednej osobie dała nadzieję, bodziec do zmiany, zrozumienia odmienności bliskich lub odwagi, by zmierzyć się z własnymi zmartwieniami.

Dlaczego piszę?

Pragnę poprzez fabułę nieść przesłanie, jakąś prawdę życiową, wiarę w lepsze jutro. Nie oceniam a pokazuję, nie krytykuję a próbuję zrozumieć podłoże problemu. Nasze postępowanie nie bierze się znikąd, wpływa na nie dzieciństwo, przeszłość, teraźniejszość i otoczenie. Mamy prawo żyć po swojemu i nie ulegać wpływom tak zwanych „życzliwych” ludzi, którzy zawsze wiedzą lepiej, co jest dla nas dobre.

Moim marzeniem jest, by choć jedna osoba po przeczytaniu, zmieniła swoje nastawienie do problemu, znalazła w sobie pasję lub radość z dnia codziennego, co ciągle będę chciała pokazywać w moich powieściach. Wierzę, że książki mają moc, że poprzez bohaterów mogę pomóc czytelnikowi wyciągnąć wnioski z własnego życia i uczynić, by rozterki i problemy łatwej było rozwiązać.

Moje socjal media:

FB - https://www.facebook.com/SylwiaM.autorka

Instagram - https://www.instagram.com/sylwiamarkiewicz.autorka/?hl=pl