Grażyna Kałowska debiutowała jakiś czas temu. Na swoim koncie ma zarówno powieści obyczajowe, jak i pozycje skierowane dla młodszych czytelników. Mam przyjemność dwóm z nim patronować medialnie, a już po nowym roku, spod skrzydeł Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro wyjdzie Jej najnowsza pozycja, którą również obejmę opieką medialną. Trochę fikcji, trochę wizji, trochę rzeczywistości. Już czekam :)
![]() |
| Zdj. nadesłane Z prywatnego albumu autorki |
Jest osobą otwartą, sympatyczną. Jej poniższy wpis, dobitnie daje nam do myślenia, że gdzieś współcześnie zatraciliśmy sens prawdziwości świąt i magii, jaką ze sobą niosą. No i... nie dla wszystkich są czasem radości...
Jak to jest u Grażynki Kałowskiej?
Hm…
W dzieciństwie „paliłam się” do pieczenia ciast. Ukręcałam je drewnianą ni to warzechą, ni wałkiem – takim drewnianym tłuczkiem, tylko z kulką drewnianą na końcu. Mama dawała mi składniki i mówiła, co trzeba robić.
A teraz?
Teraz mi się nie chce. Nie mam natchnienia do tego. Ostatnio nawet choinki nie kupiłam i mi jej nie brakowało. Może jestem zmęczona? Życie pozbawiło mnie złudzeń, że dzięki kolorowym błyskotkom, smacznym potrawom można być bardziej szczęśliwym.
Mimo wszystko życzę Czytelnikom szczęścia. Prawdziwego szczęścia. Sensu życia. Pogodzenia się z sobą i z rodziną, a także zresztą świata. Wtedy potrawy będą wyrazem naszego poweru, nadziei, optymizmu.
Grażyna Kałowska
Dziękuję :)


Tej autorki również jeszcze nie znam, ale chętnie sięgnę po jej książki. ;)
OdpowiedzUsuńTa kulka drewniana w słownictwie mojej poznańskiej mamy też nie miała nazwy; mówiła o niej gałka, kulka. A mój mąż z korzeniami rodziców "zza Buga" nazywa ją makohonem (nawet nie wiem, przez jakie h się to pisze; może przez 'ch' ;) ). Uciera nią mak w makutrze - na kutię.
OdpowiedzUsuńPani Grażyno, proszę ocalić choć odrobinę złudzeń.
Hanna