Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Ilość stron: 503
„Gdy się ciągle żyje nad brzegiem przepaści,
już się jej nie dostrzega”
(Pola Negri)
Znakomita książka Izabeli Pietrzyk, dzięki której mogłam poznać twórczość autorki chociaż w jakimś maleńkim stopniu, odzwierciedla charakter współczesnej femme fatale i pod płaszczykiem lekkiego pióra, przemyca bardzo cenne portrety psychologiczne. Pozornie autorka stworzyła tragikomedię w dwóch aktach, bo życie Marty można tak właśnie zdefiniować. Lekkość pióra, cięty język, potoczność, bezpośredniość, a przy tym mądrość i przemawiająca do nas wielopłaszczyznowość. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to lekka komedia, jednak śmiem twierdzić, że wiele kobiet odnajdzie cząstkę siebie w postaci głównej bohaterki.
Izabela Pietrzyk i owszem, nie szczędzi nam dobrego humoru, bo merytorycznie tekst ma zabarwienie żartobliwe. Czytając miałam jednak wrażenie, jak wielki ciężar przytłacza Martę i zadawałam sobie jedno podstawowe pytanie, co takiego wydarzyło się w przeszłości kobiety, że przyjęła ona taką życiową pozę – styranej życiem matki, żony? Autorka serwuje nam opowieść o kobiecie, która stara się sprostać swojej roli – idealnej, zaspokajającej potrzeby żony i matki, będącej na każde zawołanie. Każdy rozdział opatrzony jest cytatem – bądź to o miłości, bądź o kobiecie.
Marta ma męża i stojącego u progu dorosłości syna. Niby nic w tym schemacie nie odbiega od normy, jednak Marta wychowywana w świadomości na model kobiety posłusznej swojemu mężczyźnie, przez trzydzieści lat wypracowała u swoich mężczyzn lenistwo, wygodnictwo, a nawet bezczelność. Robert z Dominikiem od zawsze trzymali ze sobą sztamę, traktując Martę jak prywatną gospodynię. Irytowały mnie ich odzywki do kobiety, która była ich żoną, matką. Nie dość, że pracowała zawodowo w ośrodku zajmując się ludźmi chorymi na Alzheimera, to jeszcze nikt w domu jej nie pomagał i wszelkie obowiązki spadały na nią. Nic dziwnego, że Marta przechodziła okres frustracji, irytacji, często podnosiła głos, rzucała frazesami, wyzwiskami na swoich facetów, doprowadzając siebie w pewnym momencie do obrzydzenia ich osobami. W dodatku obaj niczego też jej nie ułatwiali. Ciapowaci, wiecznie czegoś oczekujący, maruderzy, którym trzeba wszystko podstawić pod nos, zrobić, wypielęgnować. Marta ma jedną przyjaciółkę, której wypłakuje wszystkie swoje żale, Jolkę. Akcja rozkręci się, kiedy do domu Gawrońskich zawita dawny przyjaciel Roberta, Bartek. Wizyta ta okaże się wielką niespodzianką i początkiem rozpadu poukładanych od dawna równiutko puzzli.
Izabela Pietrzyk poprowadziła fabułę opowieści dwutorowo. Główną bohaterką jest Marta i wszelkie wydarzenia widzimy z jej perspektywy, ale autorka daje też szansę Robertowi i wstawki w postaci jego myśli mamy okazję poznać przy każdym starciu z żoną. Autorka w bardzo przemyślany, skrupulatny sposób dokonała również nakreślenia późniejszych scen z rozprawy sądowej i spotkania z psychologiem. Wcześniejsze sceny nabierają wówczas zupełnie innego kolorytu i kształtu, nawet innej perspektywy.
Ta powieść doskonale podkreśla i uzmysławia, że nie trzeba być w życiu zbyt nadgorliwym, bo dobro i chęć niesienia pomocy może później zburzyć pewien porządek i pewne przyzwyczajenia. Próbowałam w Marcie dostrzec cechy pozytywne. I ona je ma, ale za bardzo skupia się na tym, by wszystkim wkoło dogodzić. To osoba emocjonalnie zagubiona, która w pewnym momencie nie radzi sobie ze sobą, z tego emocjonalnego napięcia, ciągłego zamartwiania się, obawy, poczucia obowiązku wobec wszystkich i wszystkiego, zagubiła własne potrzeby i chęć wsłuchania się w siebie. Te ciągłe narzekania, wyzwiska zaczynają udzielać się wokół. Nie wiemy dokładnie, co zaszło w Paryżu, ale dzięki bohaterom pobocznym, tym obserwatorom subsydialnym możemy dokonać chłodnego, neutralnego oglądu i po swojemu zinterpretować wszelkie zaszłości z przeszłości.
„Lepsza połowa” Izabeli Pietrzyk to prawdziwa opowieść o życiu, w którym radości i smutki przeplatają się jak w kalejdoskopie. To powieść z psychologicznymi portretami bohaterów, z których każdy wnosi do powieści swoje perspektywy i światopoglądy. Napisana lekko, z dużym poczuciem humoru i dystansu. Daje do myślenia i pozwala na dłuższą chwilę refleksji. Powieść, którą napisało życie, bo takie sytuacje i wydarzenia mogą mieć przecież miejsce wszędzie. Świetna książka o prawdziwości relacji międzyludzkich, pełna mądrości życiowych.
Szczerze polecam!


Takie książki warto czytać!
OdpowiedzUsuń