09 lutego 2018

„O czym Ty człowieku opowiadasz...” - odcinek 3 - Michał Matuszak :)






Kochani!

Cieszę się, że coraz większe grono autorów przekonuje się do sensowności mojego projektu, który już po dwóch pierwszych odcinkach jasno pokazuje wielopłaszczyznowość spojrzenia na współczesną polszczyznę, czy w ogóle formę współczesnego języka. Właśnie o to mi chodziło, każdy z nas ma jakieś wyobrażenie i zdanie na ten temat i dziękuję tym, którzy odesłali mi już komplet odpowiedzi za chęć udziału i swoje opinie.


Projekt „O czym Ty człowieku opowiadasz...” skierowany jest do autorów, którzy chętnie opowiedzą o swoich wrażeniach dotyczących nie tylko pisania, ale przede wszystkim o współczesnym znaczeniu słów. W dobie zatracenia kultury słowa, rozmów z fantomami komputerowymi, życiem na tzw. skróty - myślowe i słowne, słowa są tym, co coraz częściej wprawia nas w głębszą refleksję.

Na czym on polega? 

Chciałam, aby osoby piszące wypowiedziały się o kulturze słowa, o samych słowach, o sytuacji naszej współczesnej polszczyzny. Każdy, kto chciał, i kto jeszcze chce (propozycja cały czas aktualna) odpowiada na kilka pytań, które przygotowałam. 


Zdj. z prywatnego albumu autora

Odcinek trzeci przeznaczony osobie Michała Matuszaka, który debiutował kilka lat temu powieścią „Na marginesie”, dwóm kolejnym książkom autora mam przyjemność patronować medialnie. Autor wykazuje się ogromem wrażliwości i odwagi w kreowaniu wyrazistych bohaterów, obsadzając ich w trudnych tłach społecznych, poruszając drażliwe tematy, na które często nie zwracamy uwagi. Kreuje wizje przyszłości i walczy ze stereotypami, czy uprzedzeniami społecznymi.

Z zawodu architekt krajobrazu, z zamiłowania pisarz. Związany z Lesznem, gdzie pracuje, mieszka i kibicuje ukochanej drużynie żużlowej - Unii Leszno. Przygodę z literaturą poprzedzały liczne romanse z formą pisaną, tworzone "do szuflady". Począwszy od tekstów piosenek, po felietony i próby pisania wierszy zbierał doświadczenia i umiejętności. Pasjonat ubierania myśli w słowa. 


Jak zawsze, życzę miłej i intrygującej lektury :)




Co rozumiesz pod pojęciem „kultura słowa”?

Hmm… „kultura słowa” kojarzy mi się jednoznacznie pozytywnie, jest dostojna, zasługująca na poważanie. „Kultura słowa” to, moim zdaniem, szacunek do słowa, umiejętne korzystanie z bogactwa języka, poprawne artykułowanie myśli, zdolność do konstruktywnego bronienia swego zdania, poglądu. Za „kulturą słowa” może także się kryć szacunek do rozmówcy, kulturalna dyskusja, niekierowana przez złe emocje, a oparta na faktach, wiedzy, analizie i refleksji. Przede wszystkim, powinna być rozumiana jako niezatruwanie przestrzeni hasłami nienawiści i pogardy.


Czym dla Ciebie jest – słowo? Czy masz jakieś swoje ulubione?

Słowo to niewyczerpalne bogactwo, z którego lubię czerpać garściami. Słowa są nieskończone, inspirujące. Odgrywają ogromną rolę. Mogą być źródłem smutku i radości, mogą coś zakończyć, mogą dać czemuś początek, mogą nawoływać do wojny, lub przynieść pokój. Ważne, by zdać sobie sprawę z siły oddziaływania wypowiadanych słów. Osobiście, dzięki słowu mogę realizować pasję, jaką jest pisanie książek. Łaknę treści, chcę poszerzać swój zasób słów, poznawać nowe. Nie mam ulubionego, zbyt wiele jest pięknych. Decydując się na jedno, skrzywdziłbym pozostałe. 


Jak Twoim zdaniem zmienia się język literacki? Czy ta zmiana zmierza w dobrym kierunku?

Chyba przeczytałem za mało książek, żeby móc to ocenić. Czytuję dużo literatury faktu i jestem zadowolony z języka w nich użytego. O literaturze, tej bardziej popularnej, która chyba prędzej może być potraktowana jako wyznacznik zmian, niewiele wiem, stąd nie chcę zabierać głosu. 

Co myślisz o wulgaryzmach, potoczności słownej stosowanej coraz częściej w książkach?

Wulgaryzmy są w porządku, jeśli użyto ich do wzmocnienia przekazu, wyrażenia wściekłości, podkręcenia dynamiki, ale gdy pojawiają się zbyt często, są wpychane na siłę, bezcelowo, to prędzej zrażą czytelnika i spaskudzą treść. Słowa potoczne uznaję wyłącznie w dialogach. Nie przepadam, gdy są użyte przez narratora. Po prostu nie kleją się. 

Czy o współczesną polszczyznę można być spokojnym?

Raczej trzeba się obawiać. Język ubożeje, chociażby przez wulgaryzmy, skróty myślowe, język internetowy, emotikonki, adaptowanie obcych wyrażeń np. krejzol, słitaśnie. Znam kilka osób, z którymi ciężko się rozmawia. Najgorsze, gdy coś opowiadają i… im to nie wychodzi. Wtedy najczęściej pada „kur**, no jak to powiedzieć”. To jest dramat. Poprawnej polszczyzny jest coraz mniej w codziennej komunikacji. Mowa o poprawnej, czyli zwykłej, gramatycznie właściwej, nie jakiejś wybitnej, wyszukanej, poetyckiej. 





A teraz spróbuj „na prędce” wymyślić krótką historyjkę, która zaintryguje czytelników - w myśl tytułu projektu. O czym ona będzie, czy to zmyślona, czy autentyczna, to zależy od Ciebie.

Powodzenia!

Nie jest to historyjka wymyślona teraz. Napisałem ją już dawno, gdy bawiłem się w krótką formę do szuflady. Ale można uznać, że powstała „na prędce”. :)
Sypialnia średnia w pospolitym mieszkaniu.
Dorobek pierwszy w małżeńskim raju.
Firanka z koronką, śliczna, śnieżnobiała.
W pokoju snów w oknie eksponowana.
By przenieść barwę na tony objęć Morfeusza.
Odpędzać zmory, bez prawa bytu nocna katusza.
Prezent dla córki i zięcia na początek wspólnej trasy.
Z życzeniem miłości, szczęścia, zdrowia i kasy.
Firanka wisi, cząstka patronatu ojca i matki.
Śnieżnobiały, kolor fantastycznej, małżeńskiej bajki.
Brak zwady, brak sprzeczki, brak kłótni.
Era radości, bez dostrzegania plam brudnych.
Lecz, gdy pierwszą słów wymianę usłyszeli sąsiedzi.
Firana utraciła kolor nieskazitelnej, śnieżnej bieli.
Spoglądała na o potomka łóżkowe starania.
Mleczna firanka zmuszona do świadkowania.
Nocą dostawała towarzystwo rolety.
Za dnia samotna jak palec niestety.
Perłowym już stanem opłakiwała roboty stratę.
Przez żony męża, a trzeba opłacić kredytu ratę.
Szamotanie z czasem, bo w drodze potomek.
Cios jak pomiędzy żebrami wbijany kołek.
Paromiesięczne załamanie to obserwowane.
Nicią kremową, choć to nie słodki smaczek.
Kolejne spory pętały związek w arcytrudną próbę.
Gdyż przypuszczali o zbliżającej się zgubie.
Od przeciągów oczka koronki rozszarpane.
Czekały kiedy małżeństwo na nogi stanie.
Już nie reprezentatywną spełniała teraz funkcję.
Ze żabek zwisał pożółcony świadek życiowych potłuczeń.
Komunikacją w małżeństwie jedynie wyzwiska.
Winy, nagany, reprymendy, plugawienie nazwiska.
Piękno firanki od bluzgów usycha.
Z brudnymi szybami się ujednolica.
Patrzyła jeszcze trochę, miłość ta już nie była w objęciach.
Aż po rozwodzie poszarzała wylądowała na śmieciach.

Dziękuję za rozmowę :)








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz