StoryBox.pl
Czas trwania: 10 godz. 20 min.
Czyta: Jacek Mikołajczak
Zaskakujące i intrygujące spotkanie dla mnie jako czytelniczki i słuchaczki zarazem, bo dopiero teraz odkryłam niesamowity talent Małeckiego, jak i Mikołajczaka. Pierwsze zetknięcie się z prozą autora oraz pierwsze z interpretacją lektora. Oba uważam za majstersztyk w swoim wydaniu. Jestem urzeczona pomysłem i intrygą Małeckiego, który akcję swojej powieści osadził w znanych mu stronach Torunia i okolic. Może się to wydawać łatwe do wykonania, ale szczerze przyznam, że dosyć trudna sztuka, wymagająca znajomości terenu, społeczności, a przy tym trzeba wykazać się delikatnością i zręcznością w przeplataniu ze sobą wątków, jednocześnie obsadzając je w miejscu znanym z autopsji.
Początkowo daje się odczuć, że lektor ma mały problem, żeby wejść w rolę, da się wychwycić brak podziału na role, ale im dalej, tym lepiej. Jacek Mikołajczak ma charakterystyczną barwę głosu i nadaje się do tego typu książek wyśmienicie. Kryminał przyodziany w drapieżny, tubalny ton głosu oraz interpretację na bardzo wysokim poziomie, to najlepsze, co może otrzymać słuchacz, a już w ogóle tak wymagający jak ja.
Robert Małecki wykazał się naprawdę wywołującą dreszcze intrygę. Nakreślił bardzo charakternych bohaterów, którym kompletnie niczego nie ułatwiał. Wręcz przeciwnie, miałam wrażenie, że główny bohater – Marek Bener ma wyjątkowy dar pakowania się w kłopoty, albo odwrotnie. Kłopoty go lubiły i jakby nasmarowane klejem, na każdym kroku się do niego samoistnie przyklejały. Bener pracuje w lokalnej, toruńskiej gazecie, jako dziennikarz śledczy. Facet ma poplątane życie prywatne, bo od dobrych kilku lat bezskutecznie szuka zaginionej żony. Dodatkowe problemy w pracy przysparzają mu tylko dodatkowych zmartwień, wszystko wskazuje bowiem, że za chwilę w ogóle nie będzie jej miał. Kiedy na obrzeżach miasta, blisko siedziby Caritasu dochodzi do tragicznego w skutkach pożaru, Bener dostaje temat na pierwszą stronę jakby na tacy. Tymczasem okaże się, że w domu, w którym wybuchł pożar zginął jego wieloletni znajomy. Mało tego, ów pożar aktywuje serię dziwnych, mrożących krew w żyłach wydarzeń w życiu dziennikarza. Dojdą do głosu nie tylko polityka wysokiego szczebla, ale i prywatne, sączące się rany z przeszłości. Z czasem okaże się też, że nie tylko dotyczą samego Benera, ale i bliskich, znajomych z jego kręgu.
Robert Małecki napina nie tylko nić ciekawości czytelniczej, ale daje do wiwatu piętrzącym się emocjom i pytaniom, wokół których autor rozsiewa ziarna niepewności. Nie koryguje żadnego zachowania bohatera, rozprasza naszą uwagę podrzucając fałszywe tropy, zaskakuje, reflektuje, ale też świetnie pokazuje, że nie ma rzeczy pewnych w naszym życiu, ani ludzi, których znamy od początku do końca. Dodatkowo mataczy w życiu Benera plącząc mu zawodowe plany z prywatnymi. Małecki supła kryminalną intrygę zostawiając niezrozumiałe ślady. W tej powieści krew przelewa się wyrównując porachunki, sprzątając niepotrzebnych świadków, korygując błędy, by na drodze do kariery nikt nie przeszkadzał.
„Najgorsze dopiero nadejdzie” Roberta Małeckiego to znakomity kryminał, z wieloma psychologicznymi wątkami, w którym akcja toczy się płynnie, co i rusz zbijając z tropu nasze podejrzenia w dochodzeniu do sedna sprawy. Jacek Mikołajczak stopniuje nasze oczekiwanie, sprawiając, że ma się ochotę w ogóle nie przerywać lektury, tylko czekać na kolejny rozdział. Obaj panowie spisali się na medal. Autor burzy powszechny schemat działalności lokalnych mediów, śmiało pokazuje funkcjonowanie chorego organizmu elit politycznych i wikła przeszłość w teraźniejszość, równym tonem przechodząc ze śmiałych scen, w których nie brak ciętej riposty, potocznego języka, w zrównoważony ton, którym nie brakuje wielu refleksji i pytań, czy tak naprawdę wiemy o sobie więcej niż inni o nas wiedzą? Interpretacja Jacka Mikołajczyka idealnie pasuje do tej książki. Lektor genialnie oddaje spektrum powieści.
Za audiobooka dziękuję:



Jestem bardzo ciekawa tego kryminału i z chęcią się z nim zapoznam. ;)
OdpowiedzUsuń