21 grudnia 2017

Świąteczne spotkanie z Anną Rozenberg :)







Anna Rozenberg jest dla mnie autorką odkrytą przy okazji antologii „Nikomu się nie śniło”, wydanej przez Wydawnictwo Czwarta Strona. Zaskakuje pomysłowością, intryguje poruszanym wątkiem. 

O autorce internet pisze tak:
Anna Rozenberg – rocznik ’82. Rozsmarowana cienką warstwą między Częstochową a Woking. Kryminalistka. Bywalczyni trzech uczelni i właścicielka jednego tytułu. Zadebiutowała terapeutyczną bajką na łamach gazety 7Dni, ale to ta kryminalna okazała się jej własną i najwłaściwszą. W mieszkaniu z widokiem na mokradła powstawały już takie twory wyobraźni jak: opowiadania, wiersze, rysunki oraz torty. Obawia się, że to nie koniec, bo zaczęła maczać palce w powieściach. Niewyobrażalny zmarzluch. Energię czerpie ze słońca, rocka i kociego mruczenia. Marzy o różdżce i sowie. Totalna ekstrawertyczka, czterokrotnie wyróżniona na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału i kilkudziesięciu pomniejszych konkursach. Opowiadanie „Wierność” znalazło się w antologii Czas Zbrodni na stronie 306. - Ze strony „Wykup Słowo”






Prywatnie otwarta i sympatyczna. Mam nadzieję, że da się lepiej poznać przy okazji dłuższej formy, czekam na powieść.


Miłej lektury!

Co pamiętam z dzieciństwa? Chyba najwyraźniej ubieranie choinki. Tata przynosił z targu pachnące drzewko, a następnie szliśmy razem do piwnicy po ozdoby – bombki, łańcuchy i moje ulubione pajacyki i aniołki. Pamiętam, że zawieszanie ich sprawiało mi ogromną radość. A także nakładanie na gałązkach waty i anielskiego włosia. To ostatnie zniknęło ze świątecznego repertuaru, kiedy kot uznał je za doskonały element menu. Możecie mi wierzyć, ale znalezienie w Boże Narodzenie weterynarza graniczyło wtedy z cudem. Cudem też kot się uratował i dożył sędziwego wieku. 

Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki

Prezenty w latach osiemdziesiątych były raczej skromne. Pamiętam jednak, że jednego roku mając siedem-osiem lat kupiłam tacie czekoladę. Nazywała się bodajże Africana, taka pomarańczowa z palmą. Schowałam ją głęboko na dnie szafy, żeby nie kusiło, ale ta czekolada tak na mnie patrzyła, że pomyślałam, że przecież z połowy czekolady tata też się ucieszy. Ale ta połówka też wymagała atencji, więc doszłam do wniosku, że cztery okienka to też jest coś! Ostatecznie tata dostał wyklejankę ze sreberka. I też był zadowolony!

Natomiast moje magiczne Święta mają krótką, bo ośmioletnią tradycję. Wtedy właśnie nasza córka z wielką pomocą taty pierwszy raz założyła na czubek choinki srebrną gwiazdkę. Od tamtej pory robimy to co rok i co rok nie wiedzieć czemu choinka nam się kurczy. 

Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki

Sama forma świąt zupełnie się nie zmieniła. Tata rozdaje każdemu opłatek i każdy z każdym się dzieli, składając płynące z serca życzenia. Potem zasiadamy do stołu, jemy, rozmawiamy. Na koniec najmłodszy członek rodziny rozdaje prezenty i gdy już wszyscy je odpakują śpiewamy kolędy. 

Jednak przygotowania do Świąt dziś wyglądają zupełnie inaczej. Pamiętam, że jako mała dziewczynka stałam za karpiem na częstochowskim ryneczku, a później biegałam do osiedlowego sklepu po różne rzeczy, których mama zapomniała kupić. A to rodzynki, a to mąka się skończyła. Dziś ludzie jadą do marketu i przywożą hurtem wszystko, łącznie z choinką, karpiem i sernikiem.

Pierwszy Dzień Świąt to obowiązkowo Jasnogórska szopka i odwiedziny rodziny męża. Drugi mamy zarezerwowany dla przyjaciół.

Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki

Moje ulubione potrawy? Barszcz z uszkami oraz krokiety z kapustą i grzybami w wykonaniu mojej mamy. Niestety nie mam okazji sama przygotowywać Wigilii, ponieważ zwykle przylatuję do Polski tuż przed Świętami. Co nie zmienia faktu, że uwielbiam piec. Jeśli jestem trochę wcześniej to piekę makowce. Zawsze trzy – na wigilijny stół teściów, rodziców, a ostatni na nasze świąteczne łasuchowanie. Natomiast tu, w Anglii przygotowuję ciasta na świąteczny kiermasz w szkole, gdzie pracuję. Na zdjęciu tegoroczny tort - śpiący Mikołaj.

Nie wyobrażam sobie jednak Świąt za granicą. Nie ma tu uroczystej wieczerzy, łamania opłatkiem, kolęd i tej wspaniałej atmosfery. Dlatego każdego roku, mimo dalekiej drogi staramy się zasiąść przy wigilijnym stole z naszą rodziną i przyjaciółmi.

Dziękuję! :)

2 komentarze:

  1. Przepiękny tort! Po prostu dzieło sztuki. Podziwiam i wręcz zazdroszczę, bo w słodkich wypiekach jestem cienka. Goście przywiozą... (resztę robię ja!). Wesołych świąt - o jakich "nikomu się nie śniło". ;-)
    Hanna

    OdpowiedzUsuń
  2. Krokiety z kapustą i grzybami też uwielbiam. ;) Bardzo fajny post. ;)

    OdpowiedzUsuń