Kochani!
Do świąt pozostało niewiele czasu, cieszę się, że czytacie, poznajecie się. Dzisiaj zapraszam Was na spotkanie z Anną Sakowicz, która przenosi nas w wyjątkowo klimatyczny i wspomnieniowy czas.
Prywatnie Ania to osoba bardzo sympatyczna, otwarta i z dużym poczuciem humoru. Czasami zakłada żółte okulary i pisze z dużym przymrużeniem oka krótkie historie przeplatane groteską, albo fantazją. Jednak najbardziej rozpoznawalnym elementem Jej twórczości jest trylogia kociewska oraz obyczajowe powieści pisane o życiu - prosto, lekko, ale bardzo sugestywnie i refleksyjnie, bo jak sama przyznaje, to właśnie życie podsuwa Jej najlepsze tematy do pisania.
![]() |
| Fot. do kolażu nadesłane W wykonaniu Sławomira Sakowicz Z prywatnego albumu autorki |
Życzę Wam miłej lektury!
W dzieciństwie święta obchodziliśmy różnie. Z tego względu, że mieliśmy jednych i drugich dziadków kilkaset kilometrów dalej, czasami spędzaliśmy je w najbliższej rodzinie, czyli byłam ja, mój brat, rodzice i pies Kropka.
Pamiętam, że my z bratem zawsze zajmowaliśmy się ubieraniem choinki, a potem kładliśmy się pod nią i obserwowaliśmy odbijające się lampki na suficie. Zawsze wtedy na głos wypowiadaliśmy swoje marzenia. Z reguły dotyczyły one prezentów, ale fantazja ponosiła nas w siną dal.
Najweselsze jednak były święta u mojej babci i dziadka w Jaworznie koło Wielunia. Zjeżdżała się tam cała rodzina od strony mojego taty. Byli ulubieni kuzyni i kuzynki, moje ciocie i wujkowie… To był cudowny czas.
Chyba najlepsze święta z tamtego okresu, to były te, kiedy przebrałam się za Mikołaja, a mój brat za śnieżynkę i zajechaliśmy przed dom dziadków tuż przed samą kolacją wigilijną. Nie pamiętam, czy oni wiedzieli o naszej wizycie. Tata wjechał na podwórko na wyłączonych światłach, żeby nas nikt nie widział. Rzucił chyba petardę, bo huk miał oznaczać, że wylądował Mikołaj. Razem z bratem stanęliśmy przed drzwiami domu. Pamiętam zdziwioną minę młodszej siostry mojego taty. Musiałam lekko opuścić sztuczną brodę i mrugnąć do niej, żeby poznała swoich bratanków. Nasi mali kuzyni oczywiście niczego się nie domyślili. Byli podekscytowani. Wręczyliśmy im prezenty, kazaliśmy powiedzieć wierszyki, a potem się pożegnaliśmy. Rodzice cały czas siedzieli w samochodzie i na nas czekali. Chcieliśmy, żeby maluchy miały radochę. Dopiero gdy zrzuciliśmy w aucie przebranie, stanęliśmy przed drzwiami domu dziadków i udawaliśmy, że dopiero przyjechaliśmy. To były naprawdę niezwykłe święta. Starania, by dać dzieciakom odrobinę magii, pozostały w pamięci.
![]() |
| Fot. nadesłana Z prywatnego albumu autorki |
Niestety krótko po tym babci i dziadka z nami nie było.
Teraz, kiedy jestem dorosła, cały obowiązek przygotowania świąt, spadł na mnie. Niestety moja mama jest chora, nie bardzo może mi pomóc. A mnie zależy na tym, żeby każde święta i każdą okazję spędzać z rodzicami. Na chorobę mamy nie ma lekarstwa i nie ma nadziei, że będzie poprawa, dlatego trzeba wykorzystać ten czas jak najlepiej. I choć to ogrom pracy, przyznam, że wszystkie potrawy przygotuję z wielką przyjemnością. Mam zresztą córkę, która pojawi się w domu, co prawda, dopiero 23.12, ale wiem, że pomoże w końcowych przygotowaniach.
Dla mnie święta to czas z rodziną. Tradycje, zwyczaje i rytuały są oczywiście ważne, bo łączą nas z przeszłością, ale chyba relacje rodzinne są najważniejsze. Z wiekiem doceniam je coraz bardziej.
![]() |
| Fot. nadesłana Z prywatnego albumu autorki |
Czytelnikom Twojego bloga życzę więc przede wszystkim rodzinnych Świąt. Niech ten czas przepełniony będzie miłością i życzliwością. Niech dom pachnie piernikiem, pomarańczą i bakaliami, a w sercach niech gości radość.
Anna Sakowicz
Dziękuję za kolejne inspirujące spotkanie świąteczne :)





Bardzo fajny pomysł z tym przebraniem za Mikołaja, dla dzieci to zawsze jest fajne przeżycie i pozostają miłe wspomnienia. ;)
OdpowiedzUsuńTak, radość dzieci i rodzinny krąg to najważniejsze wartości świąt.
OdpowiedzUsuńA przy okazji: Pamiętam, jak nasz kilkuletni wówczas syn dowiedział się od kumpli w przedszkolu, że prezenty pod choinkę podkładają rodzice. Jaki był wtedy rozczarowany, zły na cały świat. Bolesne było dla niego pożegnanie z wiarą w świętego Mikołaja i niewiele można było na to poradzić...
Hanna
Moja córka też była rozczarowana i od razu dodała: "Ale zajączek wielkanocny jest, prawda?" Nie pozostało nic innego jak tylko przytaknąć. :)
UsuńBardzo dziękuję za gościnę. :)
OdpowiedzUsuń