Hanka V. Mody to oczywiście pseudonim literacki autorki antologii „Autostopy”. Póki co, nie pokusiła się jeszcze o dłuższą formę. Debiutowała opowiadaniem „Niewinność” w zbiorze opowiadań „Lato moralnego niepokoju”. Nadzwyczaj skromna. Pisze bardzo wyraziście, sugestywnie. O Jej bohaterach długo się pamięta. Otwarta, szczera, a przy tym zdystansowana z odpowiednią dozą poczucia humoru.
Internet pisze o niej tak:
„Mieszka w pięknym miejscu na Mazurach, niedaleko miasta jedenastu jezior. Sentymentalnie związana z Warszawą, gdzie spędziła kawałek swojego życia. Uwielbia zwiedzać Polskę, zawsze ciekawa co czeka za zakrętem. Ukończyła resocjalizację i doradztwo zawodowe. Ma wiele zainteresowań. Wszędzie towarzyszą jej książki. Posiadaczka dwóch kotów. Mówi co myśli. Gdy nie ma ochoty mówić, milczy. Autorka opowiadania „Między stopami” w zbiorze dziesięciu opowiadań o wolności „Autostop(y)”. Jej opowiadania ukazywały się w „Nowej Gazecie Literackiej”, gdzie pełniła funkcję redaktora działu Proza. Wyróżniona w konkursie „Mocne uderzenie” za opowiadanie „Lustro”. Jej opowiadanie „Jan” zdobyło pierwsze miejsce w konkursie na opowiadanie erotyczne organizowanym przez Szuflada.net. Wypracowała swój oryginalny, rozpoznawalny styl. Teraz pracuje nad powieścią i własnym charakterem.”
Ze strony „Wykup słowo”
Czekam z niecierpliwością na tę powieść. A Wam, jak zawsze życzę miłej lektury.
Świątecznie u Hanki V. Mody
Gdy Aga poprosiła mnie o napisanie kilku słów na temat moich świąt kiedyś i teraz, pomyślałam sobie, że to prościzna. Przecież święta Bożego Narodzenia to taki radosny czas. Napiszę kilka podniosłych i natchnionych zdań, dorzucę parę zdjęć, przepis na śledzia i gotowe. Pomyślałam też, że opiszę to radosne oczekiwanie na potrawy wigilijne, na prezenty, wspólne ubieranie choinki i po robocie. Będzie sielsko, anielsko i ogólnie hohoho, jak zwykł mawiać Święty M.
![]() |
| Zdj. nadesłane Z prywatnego albumu autorki |
I rzeczywiście, gdy myślę o świętach mojego dzieciństwa, taki mniej więcej wyłania się ich obraz w mojej głowie. Natomiast gdy tylko przestałam wierzyć w szanownego M., niecierpliwe oczekiwanie na prezenty zmieniło się w entuzjastyczne poszukiwania. W momencie, gdy rodzice znikali z domu, pochłaniało mnie ciekawskie przeszukiwanie szaf, szafeczek i szuflad w nadziei na odnalezienie skarbu, jakim był prezent. Gorzej gdy tenże skarb był już skrupulatnie zapakowany. Wtedy jedynie można było westchnąć, potrząsnąć nim, jakby takie potrząsanie miało pomóc w odgadnięciu zawartości, i spróbować ponownie upchać go w szafie, tak by nikt się nie połapał. Teraz nie dość, że nie wierzę w Świętego M., to jeszcze nie wierzę, że się nie połapali. Choć dzielnie udawali, że nic nie zauważyli.
![]() |
| Zdj. nadesłane Z prywatnego albumu autorki |
Wtedy czekałam też na śledzie w śmietanie z ziemniakami, pierogi z kapustą i grzybami, postną kapustę i smażonego karpia. W sumie nic więcej mogło dla mnie na stole nie istnieć, w nosie miałam całą resztę. A przecież potraw musiało być dwanaście. I ta sprawa nie zmieniła się do teraz. Potraw jest dwanaście, czasem bardzo wymyślne, a dla mnie mogą być jedynie te wymienione. Taka kapusta postna z suszonymi grzybami w wykonaniu mojej mamy to wciąż dla mnie rarytas. Sama, choć gotować lubię i umiem, takiego smaku uzyskać nie potrafię. Nie i koniec, choć przepis ten sam. Widocznie mama daje tam kawałek swojego serca. I ta kapusta właśnie jest dla mnie ostatnim bastionem wyjątkowości świąt. Łącznikiem z dawnymi czasami. Nie ma już babci, która lepiła pierogi, i taty, który rozbawiał. Jest kapusta i jej niepowtarzalny smak.
![]() |
| Zdj. nadesłane Z prywatnego albumu autorki |
Teraz do tej całej szopki bożonarodzeniowej (dosłownie i w przenośni) podchodzę z nutą cynizmu. Bo kiedy już wiesz, że Święty M. nie istnieje, wiesz też, z dużym prawdopodobieństwem, jakie prezenty dostaniesz, nie ma części bliskich ci osób, więc znika gdzieś ta magiczna nuta. To nigdy nie był dla mnie podniosły, religijny czas, ale to zawsze była tradycja. I nadal jest, lecz już taka trochę inna. Teraz jest to chwila wytchnienia od codzienności. Bardziej niż na choinkę i prezenty czekam na schłodzoną wódkę zagryzaną śledziem i karpiem oraz na fajne pogaduchy. Każdego roku cieszę się, że wciąż jest z nami mój dziadek, tym bardziej, że mam świadomość przemijającego czasu. I nadal jest to fajny czas, ale fajny już inaczej. Z nutą nostalgii i tęsknoty. I byłby to już właściwie koniec, ale na początku obiecałam Wam przepis na śledzia, śledzia wyjątkowego jak świąteczny czas. Tradycyjnie ja nigdy go nie jadłam i nie jem nadal. Za to reszta mojej rodziny rzuca się na niego z niecierpliwością, bo przecież czekali cały rok. Jest to tak zwany „śledź w wodzie”. I już, taka prosta nazwa jak prosta jest ta potrawa. Bierzemy całego śledzia z mleczem. Mlecz rozcieramy ze śmietaną i przegotowaną wodą, następnie dolewamy więcej wody, dodajemy pokrojoną surową cebulę, liść laurowy, ziele angielskie, kilka ziaren pieprzu i tak przygotowaną wodę zostawiamy w lodówce. Następnego dnia wkładamy do wspomnianej zalewy pokrojonego w kawałki śledzia i potrawa gotowa. Do tego ugotowane ziemniaki i nic więcej nie trzeba.
![]() |
| Zdj. nadesłane Z prywatnego albumu autorki |
Życzę Wam spokoju w te nadchodzące święta, ulubionych smaków i dziecięcej radości. Spędzajcie je tak jak sobie marzycie, róbcie to co chcecie a nie to co musicie.
Hanka Mody
Dziękuję! :)






Chętnie zapoznam się z twórczością tej autorki. Wesołych świąt. ;)
OdpowiedzUsuńBardzo mu miło 😊
UsuńUwielbiam śledzie (choć one u mnie nie są potrawą wigilijną) i zrobiłabym te wg Twojego przepisu, ale SKĄD WZIĄĆ ŚLEDZIE Z MLECZEM? U nas dostępne są tylko filety. Za to do kapusty z grzybami dodaję dużo serca. Pozdrawiam poświątecznie. :)
OdpowiedzUsuńHanna
Z rybnego 😉
Usuń