02 stycznia 2018

„Nieperfekcyjna mama” Anna Dydzik. Jak zdać egzamin z macierzyństwa z wyróżnieniem :)






Wydawnictwo MUZA

Ilość stron: 238




„Dystans przyda ci się zawsze i wszędzie. Najgorzej jest zacząć. Nie jesteśmy robotami, naszych emocji nie da się po prostu wyłączyć albo zaprogramować. Jesteśmy ludźmi i mamy uczucia. Nawet jeśli tego nie chcemy. Zupełnie normalne jest więc, że czasem kierujemy się tylko sercem, mimo że rozum podpowiada całkiem coś innego.”

Jak sama autorka pisze, ta książka to nie skarbnica złotych rad, czy wskazówek, jak być mamą na medal, perfekcyjną w każdym calu. Czytając ją miałam ochotę podpisać się pod każdym zdaniem, myślą autorki, bo nie ma chodzących doskonałości, każdy z nas jest tylko człowiekiem, który ma prawo do słabości, chwili załamania, emocjonalnej huśtawki. Obraz mamy nakreślony przez Annę Dydzik odbiega od pastelowego portretu matki doskonałej, pokazanej w reklamie: zadbanej, uśmiechniętej, której dziecko jest grzeczne, czyste, pachnące, wesołe. Autorka pokazuje, że macierzyństwo to nie tylko walka ze swoimi przyzwyczajeniami, ale też świadomość zmian i nieustanne przezwyciężanie swoich słabości, chwiejnych emocji.

Lukrowany obrazek modnej mamusi, jaki przekazują nam media, zdecydowanie różni się od tego, jaki redukuje rzeczywistość. Owszem, to nie oznacza, że nie chcemy być dobrymi matkami, że nie mamy chęci. Chcemy, oczywiście, szybko jednak weryfikuje codzienność zmęczenie i balansowanie emocjami. Książka ta ma przypominać wszystkim mamom, że nikt nie jest doskonały, że wpajane przez pokolenia stereotypy, iż kobieta ma być perfekcyjna w każdym calu, dowodzi, iż dla swoich dzieci i tak będzie mamą najlepszą na świecie, że niepotrzebne są żadne dylematy związane z wychowaniem i poświęceniem się rodzinie.

Wędrówkę po opisanym przez autorkę świecie niedoskonałym rozpoczynamy od ciąży i zmianach, jakie zachodzą w ciele kobiety, kiedy pod sercem zaczyna rozwijać się dziecko. O naszych słabościach, niepokojach, o porodzie, połogu, o nie perfekcyjności tuż po porodzie, o wątpliwościach wychowawczych, o stereotypowym podejściu do roli matki preferowanym przez nasze matki, babki, ciocie dobre rady. Bardzo ciekawy jest rozdział poświęcony blogom parentingowym, o mamuśkach na pokaz, w którym Anna Dydzik przytacza kilka znaczących przykładów mamusiek prowadzących blogi ze słodkim obrazem śpiącego dziecka na rękach, o fałszowaniu przez nie rzeczywistości. Autorka odpowiada też na wiele nurtujących młode, świeżo upieczone mamusie pytań, czego nie uczy macierzyństwo oraz czy istnieje instrukcja obsługi dziecka? 




W drugim rozdziale autorka odpowiada na wiele wątpliwości na tematy związane z karmieniem dziecka, na kwestie związane ze szczepieniami, a wszystko to dzięki doświadczeniu w byciu mamą trójki dzieci. Więc nie wierzcie w żadne stereotypowe opowiastki, że lepiej rodzić siłami natury, że nie wolno za dużo nosić dziecka na rękach, że lepiej przygotować pierwsze posiłki dziecku z owoców i warzyw ze swojego ogródka. Owszem, to wszystko jest ważne, ale nie najważniejsze. Najważniejsze, to bycie szczęśliwą, zadowoloną mamą, a nie mamą, która odhacza złoty środek z planu ułożonego przez mądry poradnik, a potem stresować się, że się czegoś nie zrobiło. Każda z nas prawo do chwili słabości, emocjonalnej huśtawki, do chwili dla siebie, nawet, gdyby miała ona trwać między stertą brudnych ubrań, które wreszcie należałoby wrzucić do pralki i załączyć, a stertą naczyń, które trzeba umyć. Bądźmy szczęśliwymi mamami, a nie mamami zestresowanymi. Każda z nas wie najlepiej, co jest dobre dla naszego dziecka. A życie z poradnikiem w ręce nie jest najlepszym rozwiązaniem.

„To, co zaczniesz robić dziś, zaprocentuje w przyszłości. Nawet jeśli szydełkowanie, pisanie albo fitness znudzą ci się po miesiącu. Nauczysz się, że warto skupić swoją uwagę także na sobie. Docenisz to, kim jesteś i przestaniesz być maszyną do przewijania i karmienia. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Dni mijają radośniej, bo wiesz, że wieczorem czeka cię nie tylko mycie podłóg, ale również twoje hobby, twój czas, chwila wytchnienia.”

Ten antyporadnik idealnie sprawdzi się jako prezent dla przyszłej mamy. Znajdziecie w nim nie tylko przemyślenia, ale przede wszystkim opowieści o prawdziwych lekcjach z macierzyństwa. Autorka pisze lekko, zrozumiale, czasami się uśmiechałam, czasami reflektowałam. Znakomita książka, jako chwila relaksu po ciężkim dniu. Chociaż pewne etapy w byciu mamą mam za sobą, to z całą szczerością mogę podpisać się pod wszystkimi rozdziałami książki. Bez spinania się, bez cioć i wujków google, Wy wiecie najlepiej, czego potrzebuje Wasze dziecko. Nie potrzeba do tego naprawdę skomplikowanych, filozoficznych definicji, ale emocjonalną potrzebę bliskości matki i dziecka. My matki, kobiety też mamy swoje potrzeby, marzenia, uczucia i czasami warto nam o tym przypomnieć.


Szczerze polecam!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz