24 września 2019

Czas na wywiad z... Anną Gratkowską







Kochani! 

Lada moment oficjalna premiera "Balu w kurniku" Anny Gratkowskiej. Niezwykle sympatycznej książeczki dla dzieci z rymowanymi wierszykami, której mam przyjemność patronować medialnie i rekomendować na okładce. Dzisiaj zapraszam Was na krótki wywiad nie tylko o kulisach powstawania owej pozycji. 

Życzę Wam dobrych wrażeń. 



Dzień dobry, Aniu. 

Debiutowałaś powieścią dla dorosłych. Dosłownie za chwilę premiera Twojej najnowszej, ale pierwszej książeczki dla dzieci "Bal w kurniku". Skąd pomysł na te historyjki, w dodatku w formie wierszyków? 

Pomysł na książkę dla dzieci chodził mi po głowie od dłuższego czasu. Chodził, chodził, jak zresztą wiele innych pomysłów, aż doszłam do wniosku, że trzeba coś w tym kierunku zrobić. Napisałam wiersz "Bal w kurniku", po czym… schowałam go na dnie szuflady w towarzystwie innych rymowanek. Po roku okazało się, że tylko on przeszedł próbę czasu. Zrobiłam lekki lifting literacki i wiersz ukazał się na stronie Wiersze dla dzieci. A potem dość szybko wkradł się do szkół i przedszkoli, pojawiając się na konkursach recytatorskich. To dodało mi skrzydeł. Wypłynęłam na szerokie wody poezji dziecięcej. 



To Twój debiut, jeśli chodzi o pozycję skierowaną do dzieci. Jakie towarzyszą Ci emocje? 

Cieszę się jak dziecko. Po raz pierwszy mam wpływ na tak wiele rzeczy. Nie tylko na treść, ale i na okładkę, datę premiery, promocję. Poza tym spotykam się z ogromną życzliwością osób zaangażowanych w proces wydawniczy. Od wielu osób słyszałam, że "bardzo fajne te twoje wiersze". Nie mogę się z tym nie zgodzić. 

Łatwo przychodziły Ci rymy? 



I tak, i nie. Tak, bo na poczekaniu mogę napisać rymowankę. Nie, bo dość często bywam wybredna i przebieram w rymach jak urodziwa panna w kandydatach. Szukam tego jedynego. 


Jak długo pisałaś te historie? 

Jak na moje możliwości, to dość krótko. Tym razem wena była łaskawa. 


Czy było coś, co sprawiło Ci jednak problem? 

Chyba nie. Nawet poprawki nie były tak straszne, choć zazwyczaj ten etap ciągnie się w nieskończoność. 




Rysunek z książki
Nadesłane przez autorkę
Kto był, bądź jest pierwszym recenzentem Twoich opowieści? 

Moje dzieci. Jeśli coś jest do kitu, to one mi to powiedzą. Bez mrugnięcia okiem. Na szczęście tym razem obyło się bez pisarskich dramatów. Dzieci znają wiersze lepiej ode mnie. 


Jakimi odbiorcami są w ogóle dzieci? 

Szczerymi i zaangażowanymi. Trochę też nieprzewidywalnymi, bo można głowić się i trudzić, a i tak nigdy nie wiadomo co przypadnie maluchowi do gustu. To dlatego tak często najbrzydsze misie są ukochanymi przytulankami. Z drugiej strony historie jakie potrafią wymyślać dzieci… To dopiero jest poezja. 


Jakie masz plany wydawnicze? 

Nie chcę niczego zdradzać, ale liczę, że i mali, i duzi będą usatysfakcjonowani. Na ten moment dzieci mają "Bal w kurniku", a starsi mogą zajrzeć do najnowszego numeru Post Scriptum. Tam znajdą mój tekst. O miłości nieoczywistej, która przytrafiła się zamiast śmierci. 


Coś od siebie dla czytelników: 

Drodzy Czytelnicy! Życzę Wam wielu przyjemnych chwil podczas lektury moich rymowanek. Czas spędzony z dzieciakami jest wyjątkowy i niepowtarzalny, więc wspólnie czytajcie, śmiejcie się, kolorujcie… To jest naprawdę bezcenne. Aha, i jeszcze jedno. Nigdy na sto procent nie dorastajcie. Załóżcie od czasu do czasu różowe okulary i pozwólcie, by świat Was cudownie zaskoczył ♥️ 


"... i nigdy na sto procent nie dorastajcie..."
Fot. nadesłana
Z prywatnego albumu autorki


Dziękuję za pytania i życzę Wam dobrego dnia ☺️ 

Dziękuję za rozmowę.


1 komentarz: