Wydawnictwo Initium
Ilość stron: 480
Nowość wydawnicza
Jonas Winner bardzo mnie zaskoczył i kompletnie zaintrygował. Powieść wbija dosłownie i w przenośni w fotel. Autor nie zastosował tutaj prostych rozwiązań, czy utartych schematów, ale dosadnymi wątkami dotyczącymi sposobów śmierci mrozi krew w żyłach. Winner dał mi się już poznać, przy okazji „Celi”, gdzie już wyjątkowo schludnie i zręcznie manewrował między narastającą ciekawością czytelniczą, a mroczniejszą stroną bohaterów. Podobnie jest też tutaj. Autor lubi chyba wyjątkowo uprzykrzać życie czytelnikom, bo ta nasza ciekawość jest w pewnym momencie tak napięta, że ma się jej po prostu dosyć.
Fabuła książki wystylizowana jest bardzo na scenariusz filmowy. Autor skupił się na emocjach bohaterów, ich psychice, sposobach reakcji oraz wyjątkowo mrocznej scenerii, która jeszcze bardziej napędza ich wyobraźnię, bo są świadomi tego, co dwadzieścia lat temu wydarzyło się w miejscu, w którym akurat oni się znaleźli. Dwanaście osób, dwanaście charakterów, wyspa, a wokół morze. Zodiak Island nie szczyci się dobrą sławą i przeszłością. Dwadzieścia lat temu doszło tam do makabrycznych morderstw, którymi ofiarami były kobiety. Na Wyspie Zodiaków mieścił się park rozrywki. Teraz po dwóch dekadach ma być na nowo otwarty.
Z czasem okaże się, że osoby, które pojawią się na wyspie – cmentarzysku zbrodni, są odpowiednio wybraną, wyselekcjonowaną grupą, która ma spędzić tam weekend, w ściśle określonym celu. Kiedy zrywa się sztorm i dochodzi do przerwania łączności ze światem zewnętrznym, następują seria dziwnych zdarzeń, które niejednemu zjeżą włosy na głowie. Już pierwszego dnia robi się nieswojo, a teoria o tym, że morderca sprzed dwudziestu lat nie został tak naprawdę ujęty, zaczyna przybierać realne kształty i jeszcze bardziej podkręcać nerwową atmosferę.
Narratorem powieści jest reporter pracujący dla stanowej policji Rupert Levin. Autor najwyraźniej supłał nasze dochodzenie do sedna sprawy, bo z czasem okaże się, że Rupert jest dzieckiem z tamtego czasu, kiedy ginęły kobiety mordowane z rąk seryjnego mordercy, a jedną z nich była właśnie jego matka. Kto wpadł na pomysł, by tchnąć życie na wyspie pełnej grozy, tajemnic, skrytych i nieujarzmionych sytuacji, które co i rusz pozostają nie do końca wyjaśnione i stawiają przed nami sporą liczbę pytań?
Przy książce „Murder Park” na pewno nie będziecie się nudzić. To emocjonujący, trzymający w napięciu thriller, w którym nic nie jest jednoznaczne, wątki się ze sobą ścierają, fabuła zieje chłodem i mrokiem, tajemnicze wywiady przeplatające fabułę tworzą jednocześnie portrety psychologiczne bohaterów, są skarbnicą informacji o nich samych. Autor podsuwa fałszywe ślady, zaskakuje i angażuje w to nas – czytelników. Gdyby treść powieści zamienić na scenariusz filmowy, to byłby z tego niezły film. Chociaż wcale nie brakuje mi tego specyficznego klimatu, jak z amerykańskich thrillerów, równie zaskakujących i emocjonalnych, co książka Winnera. Tę charakterystyczną aurę wyczuwa się niemal pod skórą, zachowując jednak odrobinę przytomności. Zręczne pióro autora tworzy dynamiczną akcję i intrygującą fabułę. Jeśli jesteście fanami thrillerów trzymających w napięciu do ostatniej strony, to pozycja idealna dla Was!
Szczerze polecam!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz