Anna Kasiuk debiutowała kilka lat temu. Na swoim koncie ma między innymi klimatyczną i ciepło przyjętą przez czytelników trylogię o mazurskich Łowiskach. Mam przyjemność kilku tytułom patronować medialnie. Ania pisze o życiu w charakterystyczny sposób poświęcając czas nie tylko na szczegóły, ale z dbałością o najważniejsze dla treści niuanse. Prywatnie miałam okazję poznać Anię osobiście. Ciepła, sympatyczna, otwarta, ale też bacznie przyglądająca się wszystkiemu wokół. W planach pisarskich przyszły rok zapowiada się bardzo ciekawie i intrygująco, autorka zaskoczy nas niejednokrotnie. I cieszę się, że znam tak wspaniałą kobietę, jak Ania.
Oczywiście tradycyjnie, życzę Wam cudownej lektury!
Świątecznie u Anny Kasiuk
Z wielkim sentymentem wspominam Święta Bożego Narodzenia, jakie odbywały się w moim rodzinnym domu. I wcale nie trwały one tylko tych kilka dni, podczas których celebrujemy narodziny Jezusa. Magię Świąt rozpoczynały w moim rodzinnym domu moje babcie, które przyjeżdżały do domu moich rodziców i obie zabierały się za pomaganie w kuchni. Kiedy byłyśmy z siostrą małe raczej nie pomagałyśmy, z reguły delegowano nas do mniej ambitnych zajęć typu przynieś i wynieś. W najlepszym wypadku, podaj. Ale to nie było istotne. Mama mojego taty przyjeżdżała z Podkarpacia, z mojego ukochanego Przemyśla, a mama mojej mamy, przyjeżdżała z oddalonego od nas o jakieś 100 km na północ miasteczka. Na naszym świątecznym stole zatem, nie tylko gościło 12 potraw, to były zawsze potrawy zróżnicowane regionalnie i bajecznie pyszne….
Tak wyglądały Święta w moim rodzinnym domu. Kojarzę je z świeżym zapachem jeszcze mokrych firanek, które prała mama, lśniącymi podłogami, bo mój tata był perfekcjonistą i to on sprzątał dom. A my z Ewą, moją siostrą odpowiadałyśmy za porządek w swoich pokojach. Kiedy teraz przypominam sobie te pojedyncze czynności, czyli zapach świeżości, stolnicę, na której babcia lepiła pierogi, to wiem, że nasze Święta były wydarzeniem, do którego moi rodzice przygotowywali się bardzo solidnie. I choćbym bardzo chciała, nigdy nie odbuduję panującego wtedy nastroju. Bo tamten czas już przeminął. Nie wrócę tamtych dni, ale im bliżej Świąt, z tym większym sentymentem myślę o panującym wtedy nastoju i tym samym ogarnia mnie magiczny klimat tego okresu. W moim domu jest jednak zupełnie inaczej. Jest wesoło, ale inaczej. Dzieciaki śpiewają kolędy odkąd temat nadchodzących świąt zaczyna przewijać się wokół. Mąż z coraz większym zainteresowaniem podpytuje czy zdążymy z zakupami a my z mamą, spokojnie nawiązujemy do konieczności zajęcia się przygotowaniami już od początku grudnia. I jest dobrze. Po co się spieszyć, przecież to czas, który ma cieszyć. Tryb pośpiechu w tym okresie zostaje przełączony na minimalny. My ze wszystkim zdążymy. W końcu ustalamy we trzy- moja mama, siostra i ja, plan zajęć i zabieramy się do działania. Po cichu, każda w zaciszu swojego domu, pośród hałasu codzienności, pielęgnując wspomnienia i pamięć tych, których już z nami nie ma. Bo ta pamięć odgrywa w moim domu i domu moich najbliższych największe znaczenie. Bo kochamy, wciąż kochamy tych, których droga po tym świecie dobiegła już końca. A najlepiej jest wspominać w ciszy. To taki okruch, który nam pozostał i który ogrzewamy w sercach.
![]() |
| Zdj. nadesłane Z prywatnego albumu autorki |
Moje dzieci, cóż, mogłabym napisać, że cechuje je nad wyraz wysublimowane podniebienie, ale one po prostu nie lubią dań wigilijnych, stąd ograniczam się nie tylko w ilości, ale i w jakości serwowanych dań. Staram się, by było ich dokładnie tyle ile nakazuje tradycja, ale nie są już tak wykwintne, jak potrawy mojej mamy i babć. I muszę przyznać, że nawet nie próbuję dorównać starszym pokoleniom kobiet w mojej rodzinie, jeśli chodzi o gotowanie i kulinarne ekscesy. Dlatego ten czas poświęcam moim bliskim.
W okresie okołoświątecznym dużą wagę przywiązuje się w moim domu do budowania nastroju. Staramy się okazywać sobie zdecydowanie więcej ciepła, na pewno spędzamy ze sobą więcej czasu. Moje dzieci bardzo lubią ten okres, bo wtedy mają rodziców na wyłączność a żadne z nas nawet nie próbuje siadać do komputera i pracować. To głównie czas przytulania i rozmów. Najbliższa mojemu sercu jest kolacja. Zanim zasiądziemy do niej bowiem, zawsze jedziemy na cmentarz, gdzie spoczywa mój tato, i tam spędzamy kilka chwil wyobrażając sobie, że on wciąż jest z nami. Myślę, że dzięki temu łatwiej znosimy te piękne Święta bez niego. Bo wciąż kochamy i tęsknimy za nim.
![]() |
| Zdj. nadesłane Z prywatnego albumu autorki |
Najbardziej świąteczne wydają mi się nastrój i bliskość tych, którzy są dla nas najważniejsi. Mając obok siebie rodzinę i przyjaciół, odpoczywamy od zgiełku codzienności, przypominamy sobie o tym, co najcenniejsze i najbardziej kruche. I to są dla mnie Święta. I za to je uwielbiam. Za czas przygotowań, za zapach cynamonu, ciepłej herbaty z pomarańczą. Nawet nie przeszkadzają mi panujący w tym czasie w domu rozgardiasz i porozkładane ozdoby. W tym wyjątkowym okresie, wszystko, co zazwyczaj przeszkadza mi, dostaje dyspensę na znajdowanie się w nieodpowiednich miejscach. To właśnie podczas Świąt Bożego Narodzenia czuję, że odpoczywam z moją rodziną.
I tego chciałabym życzyć moim i nie tylko moim Czytelniczkom i Czytelnikom. Czasu, który biegł będzie odrobinę wolniej, spokoju i wytchnienia od rozpędzonej codzienności. Życzę, by nadchodzący okres Świąt był dla Was czasem wyjątkowym, refleksyjnym i radosnym. Spędźcie go w gronie tych, którzy są Wam bliscy. Wesołych Świąt!
Anna Kasiuk
Dziękuję! :)




Dla mnie również ważny jest nastrój. :) Przyjemnie czytało się ten post i mam nadzieję, że niedługo poznam twórczość autorki. :)
OdpowiedzUsuńJa też uważam, że BN to nie tylko te dwa dni plus Wigilia. Świętem w moim domu jest również czas przygotowań, planowania, bliskości. Nawet sprzątania, za którym nie przepadam. :)
OdpowiedzUsuńHanna