16 grudnia 2017

Świąteczne spotkanie z Dominiką van Eijkelenborg :)







Autorka kilku poczytnych pozycji obyczajowych ze zdecydowanym wątkiem psychologicznym. Debiutowała powieścią „Czuły punkt”, w którym zręcznie umieściła syndrom sztokholmski. Autorka przejawia w swych książkach niebywałą czujność, wrażliwość, ale i nieprzekoloryzowanych bohaterów, których pamięta się dosyć długo, a plastyczne opisy i lekkie pióro sprawiają, że z łatwością zdobywa się ich sympatię, próbuje się ich zrozumieć, czy po prostu znaleźć w ich życiu punkty odniesień, podobne do naszych. 





Dominika van Eijkelenborg mieszka z rodziną w Holandii i dzisiaj opowie nam o kontrastach świątecznych, między polskim a holenderskim obrządkiem świątecznym. 

Miłej lektury i intrygujących wrażeń!




Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki

Świątecznie u Dominiki van Eijkelenborg

Boże Narodzenie to ten czas w roku, kiedy wszystko uderza w nas mocniej, dotyka głębiej. Ciemność wydaje się ciemniejsza, ale każdy nawet najmniejszy błysk Światła jest jaśniejszy niż kiedykolwiek. Chłód jest mroźny i ostry, ale nawet odrobina Ciepła potrafi rozpalić ogień. Smutek i samotność wydają się obezwładniające, ale nawet jeden mały uśmiech potrafi je przełamać. W czasie Bożego Narodzenia widzimy wyraźniej tę odwieczną walkę Światła, Ciepła i Miłości przeciw ciemności, zimnu i izolacji. Ta walka toczy się w nas samych. 


Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki

Dla mnie osobiście zbliżające się święta to czas mieszanych uczuć. Z jednej strony ogarnia mnie tęsknota za Polską i przeszłością, choć wiem, że w ramach mechanizmów obronnych koloryzujemy wspomnienia i to, co pamiętam jest tym, co chcę zachować w pamięci. Z drugiej strony przepełnia mnie wielka wdzięczność za ciepłą, bezpieczną przystań, do której dobiłam. 

Co roku podejmuję trud rozpalenia w naszym polsko- holenderskim domu niezwykłej świątecznej atmosfery. 

Dla Holendrów Boże Narodzenie to zwykłe święto rodzinne, z którym nie wiążą się tak szczególne tradycje jak w Polsce. Nie obchodzi się tutaj wieczoru wigilijnego, który dla nas, Polaków, ma tak ogromne znaczenie. 
Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki

W naszym domu jednak, jak na maleńkiej wysepce we fryzyjskim miasteczku, w wieczór wigilijny na stole leży opłatek, stoi barszcz z pierogami, wszyscy zakładają odświętne stroje, rozbrzmiewają polskie kolędy. Obok naszych talerzy pojawia się również ten symboliczny, pusty, w który wpatruję się zawsze, powstrzymując łzy. To nie tylko miejsce dla niespodziewanego zbłąkanego gościa. To również miejsce, dla tych którzy są daleko i nie mogą być z nami. To talerz pełen wspomnień, tych lepszych i tych gorszych, talerz wypełniony tęsknotami, talerz, w którym jak w lustrze odbija się moja własna twarz, tylko jakaś młodsza i daleka. Ten talerz stawiam zawsze ze ściśniętym żołądkiem. Ostrożnie i z szacunkiem, żeby się z niego nie wylało to, co nagromadził. Nauczyłam męża łamać się opłatkiem, córki śpiewać polskie kolędy. 
Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki

Na moim świątecznym stole zawsze stoi sernik, pasztet z soczewicy, warzyw i słonecznika ( ponieważ nie jadam mięsa, dopieszczam się w taki sposób ) i warzywna sałatka, która w moich regionach nosi pełne gracji miano kaczego żeru. Co roku moja teściowa narzeka, że ta sałatka to tyle pracy i po co się tak wysilam. Może nie rozumie, że dla niej to jedynie kilogramy pokrojonych warzyw, ale dla mnie to smak Bożego Narodzenia zapamiętany jeszcze z dzieciństwa. 

Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki


I choć mam zawsze poczucie, że tu w Holandii ludzie nie są w stanie zrozumieć, czym dla mnie, Polki, są te święta, to również tutaj, dzięki ich podejściu nauczyłam się tonować wyniesione z przeszłości zachowania. Więc nie popadam już w paranoję sprzątania, kupowania i gotowania. Za to co roku staram się z córkami przygotować jakieś ręcznie robione prezenty ( choćby aniołki z masy solnej, czy ozdobiony samodzielnie słoiczek z czekoladowym mlekiem w proszku ). Staram się szukać chwil na odprężenie i bycie razem, bez presji i pośpiechu. 










Wszystkie zdjęcia nadesłane
Z prywatnego albumu autorki


Drogi Czytelniku, Czytelniczko, rozpal w sobie ciepłe światełko. Tylko tyle potrzeba, by rozjaśnić ciemność, zmienić ten świat, roztopić lód. Boże Narodzenie to nie tylko święto dla wierzących. Bowiem narodziny dziecka- i tego prawdziwego i tego symbolicznego w betlejemskim żłóbku – to narodziny nadziei, to przypomnienie, że wszyscy przyszliśmy na ten świat nadzy, nic nieposiadający i ufni. Przebacz. Innym i sobie. Podziel się czymkolwiek, co masz. Zaufaj. Wesołych Świąt! 
Dominika van Eijkelenborg


Dziękuję! :)

2 komentarze: