11 grudnia 2017

Świąteczne spotkanie z Elżbietą Ceglarek :)



Kochani!

Dzisiejsze spotkanie świąteczne przejęła Ela Ceglarek. 

Od wielu lat mieszka w Bełchatowie. Z wykształcenia nauczycielka, a obecnie dyrektor jednego z bełchatowskich przedszkoli. Ma dorosłą córkę, która od początku uwierzyła w jej talent. Książka "Drugie życie Leny" powstała w latach 2011–2015. Podczas pracy nad publikacją autorce towarzyszyły zarówno twórczość Anny German i Wojciecha Kilara, jak i wielka radość z pisania. Dziwne sploty wydarzeń w życiu autorki, bardzo dobre opinie na temat książki, namowy przyjaciół sprawiły, że książka ujrzała światło dziennie. 

Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki


Obok "Drugiego życia Leny" Ela ma na koncie "Moją asteroidę". Obie książki ciepło przyjęte przez czytelniczki,  jeszcze przede mną, ale wszystko wskazuje na to, że już niebawem zabieram się za ich lekturę. Prywatnie to osoba bardzo sympatyczna, otwarta, która zaraża optymizmem.


Miłej lektury podczas czytania wspomnień Eli!



Kiedy sięgam pamięcią do lat dzieciństwa, to zapewne nigdy nie jestem oryginalna. Bynajmniej nie wtedy, gdy stwierdzam, że ten okres jawi mi się jako czas najwspanialszy, najlepszy, magiczny i przyjemny. Już jako mała dziewczynka pamiętam, że uwielbiałam lalki i książki. Więc siłą rzeczy wierzyłam, że Mikołaj kolejnego roku przyniesie mi następną lalkę i następną książkę do kolekcji. I przynosił zostawiając pod choinką. Co prawda nie były to lalki Barbie, ale tamte przemiłe szmacianki, też miały swój urok, a o cudowności książek nie wspomnę. Pamiętam tytuły niektórych książek z tamtego okresu np: „Psotki i śmieszki”, „Świerszczykowe wiersze”, „Kot w butach”, „Wiersze dla dzieci”, „Baśnie domowe”. Mam do nich nieustający sentyment. I to właśnie one jakimś cudem jeszcze się zachowały w moim domu. Nie niszczyłam zabawek i książek, a raczej bardzo je pielęgnowałam. Więc, czy byłam grzeczna, czy nie byłam, kolekcja z roku na rok jednak wciąż rosła. Po latach moimi lalkami bawiła się moja córka. I ona przejęła wszystkie moje książki.

Nie ulega wątpliwości, że najważniejsza w moim domu rodzinnym była Wigilia, ale zanim do niej doszło, czekało nas małych domowników sporo przygotowań. Najpierw wielkie sprzątanie w pokojach, potem robienie łańcuchów, gwiazdek, pawich oczek, koszyczków, jeżyków, sopli. Potem ubieranie choinki, przeważnie żywej, w te cuda i bombki. Co sprawiało nam niebywałą frajdę i dopiero wtedy „pomoc” w cudzysłowie podczas przygotowywanych potraw. Do dziś pamiętam jak mama ucierała ciasta a zapach wanilii roznosił się po całym domu. Zakradaliśmy się wtedy z bratem do kuchni i trochę psociliśmy. Lubiliśmy próbować smaków ucieranej masy i gdy tylko mama nie widziała, ukradkiem zlizywaliśmy te przysmaki z miski. 

Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki


Pamiętam też zapach pomarańczy z tamtego okresu. Ponieważ w sklepach trudno było dostać cytrusy i podobne przysmaki na co dzień, więc doceniało się ich zapach i smak w czasie świąt. Pamiętam też kolejki przedświąteczne w sklepach. Ale nie wspominam tamtego okresu jakoś źle. Wszystko wtedy miało swoje znaczenie i swój sens. Wszystko bardziej się doceniało i dzieci ze wszystkiego bardziej się cieszyły. Przed rozpoczęciem uroczystej kolacji wspólnie z bratem wypatrywaliśmy pierwszej gwiazdki na niebie. Nigdy nie mogliśmy się doczekać kolacji wigilijnej, a w zasadzie bardziej prezentów gwiazdkowych. Po kolacji śpiewaliśmy z rodzicami kolędy i szykowaliśmy się na pasterkę. Uwielbiałam tę magiczną noc, kiedy nie trzeba było wcześnie iść spać i móc podziwiać srebrzące się gwiazdy na czarnym niebie i białym śniegu. To była prawdziwa magia świąt. Kochałam ten klimat od dziecka, kiedy rodzice mieli dla nas o wiele więcej czasu niż zwykle. 

Potem wydoroślałam i wszystko się zmieniło, lecz stosunek do świąt i tradycji, którą przekazali nam rodzice pozostał. Teraz też bardzo lubię Wigilię i święta. Dzisiaj nie trzeba stać w kilometrowych kolejkach, nie trzeba niczego załatwiać wcześniej. Znam wiele takich osób i sama robię wszystko prawie w ostatniej chwili. Poza tym chyba nic nie uległo zmianie. Bowiem tradycje obchodzenia świąt bożonarodzeniowych w moim domu pozostały. W adwencie w miarę możliwości bierzemy udział w roratach z lampionami. Niezależnie jak daleko bylibyśmy od siebie na co dzień. Wszyscy się zjeżdżamy na święta, by wspólnie spędzić czas. Przyjeżdżają: moja córka ze swoim mężem, moi rodzice, brat z rodziną, teściowie mojej córki i wspólnie spędzamy jakiś wybrany świąteczny dzień. Ostatnio była to Wigilia u mojej córki i jej męża w ich domu. Spędzam więc święta rodzinnie.

Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki


Tobie Agnieszko oraz wszystkim czytelnikom życzę zdrowych, spokojnych i niezapomnianych świąt Bożego Narodzenia. By wigilijny wieczór upłynął w szczęściu i radości przy kolędach i zapachu choinki.


Dziękuję Elu za piękne, inspirujące spotkanie :) 

1 komentarz:

  1. Ciekawy post. ;) ''Moja asteroida'' czeka na mojej półce na swoją kolej, niedługo się z nią zapoznam. ;)

    OdpowiedzUsuń