Dzisiaj w świat swoich pachnących wspomnień zabiera nas Małgorzata Laska, która swoją przygodę z pisaniem zaczynała jako ilustratorka i autorka książeczek dla dzieci. Dzisiaj, Małgosia ma na swoim koncie także powieść dla dorosłych czytelników „Dziewcak. Dziewczyna z Puszczy”. Kilku tytułom, mam przyjemność patronować medialnie. Prywatnie, Małgosia, to osoba o gołębim sercu, wieczna optymistka, bez uśmiechu nikt Jej nie zobaczy. Ciągle powtarza, że tylko pozytywne myślenie, otwartość na świat i ludzi jest znakomitym lekarstwem na młody wygląd i pogodę ducha.
![]() |
| Zdj. nadesłane Z prywatnego albumu autorki |
Życzę Wam miłej, niezapomnianej lektury!
Jako dziecko, czekałam z niecierpliwością na nadejście Świąt Bożego Narodzenia. Najbardziej interesował mnie Święty Mikołaj i zawartość jego worka. Co roku rodzice zapewniali, że tym razem przyjdzie biedny, co najwyżej przyniesie rózgę. Na szczęście przynosił zawsze prezenty, sprawiając nam dzieciom, ogromną radość. Nie pamiętam świąt bez prawdziwej choinki, zapachu ciasta i tego, za czym nie przepadałam, przedświątecznych porządków. Był to wyjątkowy czas i w tych dniach stół uginał się od różnych przysmaków. Wigilia nie odbyła się bez opłatka, karpia, czy kapusty z grzybami. Nawet w latach kryzysu, nie mogło zabraknąć potraw wigilijnych. W domu rodzinnym nie kultywowano typowych tradycji, jak wkładanie siana pod obrus, czy zostawianie wolnego miejsca dla nieoczekiwanego gościa. Ogromnym komplementem było stwierdzenie mojego rodzeństwa, że to właśnie ja przywiązuję ogromną wagę do tradycji i dzięki mnie, mile wspominają Wigilię (jestem najstarsza). Rzeczywiście było to dla mnie bardzo ważne, aby w tym czasie wszyscy razem zasiedli do kolacji wigilijnej. Czas jednak pędzi nieubłaganie, rodzeństwo pozakładało własne rodziny, moja praca i odległość nie pozwala na wspólne święta. Nie jest tak, jak dawniej.
![]() |
| Zdjęcia do kolażu nadesłane Z prywatnego albumu autorki |
We Frankfurcie kupuję choinkę do samego sufitu, stawiam 12 potraw w "Heiligen Abend", z ogródka przynoszę garść suchej trawy pod obrus, zostawiam puste miejsce i czekam... Przychodzą bliscy. Po kolacji przebieram się za Św. Mikołaja, dzwonię dzwoneczkiem (takim ze szwajcarskiej wycieczki), grożę i kijem, ale ostatecznie obdarowuje wszystkich prezentami. Późnym wieczorem jedziemy na Pasterkę. Nigdy nie zostałam sama w tym wyjątkowym dniu i nie takiego dnia doczekać.
Cieszę się z polskich sklepów w Niemczech, gdyby nie one, mój stół wigilijny świeciłby pustkami. Pierogi, śledzie, czy makowiec w moim wykonaniu, zniechęciłby wszystkich gości. Talentu kulinarnego los mi poskąpił, teraz tylko "gotowce" mnie ratują. O! Przepraszam. Potrafię ugotować kapustę z grzybami i barszcz czerwony z proszku. Zawsze przy kolacji włączam polskie kolędy i tęsknię za Polską, za rodziną...
Właśnie pracuję nad nową książką, tytułu jeszcze nie wymyśliłam, ale coś pomiędzy Narwią, a Menem. Nie będzie tak jak w "Dziewcaku. Dziewczynie z puszczy" przesiąknięte folklorem, ale mam ogromny sentyment do Puszczy Kurpiowskiej i poniższy fragment napisałam w gwarze kurpiowskiej. Nie mogłam się oprzeć, musiałam go wstawić, ponieważ tak bardzo związany jest z tradycją.
![]() |
| Zdjęcia do kolażu nadesłane Z prywatnego albumu autorki |
(...)
Zrobiło się cicho przy stole, więc babcia, aby trochę rozweselić, zmieniła temat i opowiedziała o Wigilii:
–Łoj, a niech tam, co ja tu banda ło tech Niemcach łopoziedać. Toć ziadomo, jek w kazdem narodzie, dobrego cłozieka spotkas i niedobrego tez. Lepsiej wom łopoziem, jek to na Zilije dawniej bywało. Dzieciakiem wtedy byłam, ale panientom, ze nie było łu nas choinki, tylo snopek zboza, ktory stroilim ksiatkani z bzibuły. Chałupa bzieliło sia wapnem, a łod listopada to roboty w polu nie było, to trza było o łobejście i chałupa zadbać, no nie stary? –zapytała swojego męża, ale dziadek skinął tylko potakująco głową, dokładając sobie śledzia na talerz.
–Chłopaki to w Adwencie, ligawki robzili, takie trąby drewniane, co przypominać niały niby o Sądzie Ostatecnem, na których z rana i o pomroku trąbzili. W casie Adwentu nie godziło sia wesel, ani innych potańcowek urządzać. Trza było w powadze i dostoju ten śwenty cas przezywać. Psiekło sia wtedy na śwenta takie byśki, albo nowe latka.W łokna to wycinalim z papsieru siranki, na pułapsie to takie pająki z kolorowej bziboły sia robziło, tylo kolory musiały być fest, najlepsiej cerwony, fijoletowy, zołty, albo zielony. Moje łojce nieli takie norzyce do strzyżenia łoziec, to my z matko wycinalim kurpsioskie wycinanki, leluje, dudki i inne cudeńka. Najlepse na cało zieś. Nikt takiego pomyślunku do tego wycinania niniał, jek moja matka, a i ja nieskromnie poziem, ze ni Pan Bog w tech ręcach sprytu nie poskąpsiuł. W dzień Ziliji nie wolno było prząść, tkać, ani syć, gadali ze nitki sia poplonco, a bez nie i nase zycie. Nie wolno było nicego pozycać, a dzieciaki musiały być grzecne, a przy ziecerzy łojcow w ręce całować, na znak szacunku. Panny tego dnia przychodzili do nas, co by warkoce jem podciąć, a siurki psotowali i wynosili po cichu snopki ze stodoły. Pozniej podpalali je gdzie w polu, ze to niby jek ci pastuszkowie. Łoj, pełno było tech przesądow i wrożbow. Łociec wyciągał kłos ze snopka, jek pełny ziarna to znacyło ze i plony bogate bendo. Dziewcaki po ziecerzy nadsłuchiwały, z ktorej strony psies zascieka, bo to znacyło ze stamtąd kawaler przydzie, a ja to nawet w samej kosuli trzy razy naokoło chałupy latałam, bo podobno mozna było swojego przysłego chłopa zobaceć.
–No i ześ mnie zobacyła –potwierdził dziadek.
Przy stole wszyscy zaczęli się zaśmiewać do łez, na co babcia ze złością odpowiedziała, że skoro przez płot po sąsiedzku mieszkał, to i nic dziwnego. Ciekawski był to ją podglądał, po czym kontynuowała dalej:
– Droga mlecna oznacała obfitość mleka, dlatego wazne było tego dnia pogodne niebo. Przy stole zostaziano zawse puste niejsce dla niespodziewanego gościa. Niektorzy gadali, ze to dla zmarłech. Ludziska patrzali tez na to, cy psiersy chłop do nich zajdzie w gości, cy kobzieta. Jek chłop to dobrze, bo to znacyło pomyślność, ale kobzieta to zsiastowała tylo kłopoty i niedostatek.
–To i tera ludzie gadajo, ze jek sia dwie baby kłoco, to desc bandzie padał –odezwał dziadek.
Wszyscy głośno znowu się zaśmiali, a ojciec wstał, ubrał się i z opłatkiem poszedł do obory.
–Babciu, a ten zwyczaj dzielenia się opłatkiem z bydłem, to właściwie co oznacza? –zapytała Hanka.
–A, to tylko z bydlątkani, co to przy narodzeniu Pana Jezusa były, cyli: krowy, osiołki i łowce. Konioziu i śwyniom już sia nie godzi. Podobno o połnocy gadajo te co zjadły opłatka, ludzkiem głosem, ale lepsiej tego nie sprawdzać.(...)
Kochani
Życzę Wam wszystkim, zdrowych, magicznych Świąt Bożego Narodzenia, aby szczęście i spokój zagościł w Waszych sercach. Świąt białych, spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze. Świąt pachnących choinką, pod którą znajdziecie mnóstwo prezentów. Świąt dających radość i nadzieję na przyszły Nowy Rok 2018!
Małgorzata U. Laska
Dziękuję za to wspaniałe spotkanie :)





Przeczytałam z przyjemnością, dziękuję. To piękne - nawet z dala od Polski kultywować polskie tradycje. I pielęgnować korzenie i język przodków. (kaszubski, o ile się nie mylę -?).
OdpowiedzUsuńHanna
Kolejny świetny posty, dzięki któremu poznałam nieznaną mi dotąd autorkę. ;)
OdpowiedzUsuń