Marika Krajniewska obok pisania i tłumaczenia wydaje też książki. Jest autorką wielu pozycji, których cechą rozpoznawczą jest przede wszystkim epickość i sugestywność. Jej bohaterowie, podobni do nas nie mają w życiu łatwo. Autorka tworzy plastyczne opisy, autentyczne relacje i bardzo wyraziste wątki, które nie mają nic wspólnego z przeciętnością. Obecnie związana z Warszawą, w której żyje, pracuje, tworzy. Otwarta i utalentowana, laureatka wielu nagród pisarskich.
Jak zwykle, życzę Wam inspirującej lektury!
![]() |
| Zdj. nadesłane Z prywatnego albumu autorki |
Świątecznie u Mariki Krajniewskiej
Swoją przygodę ze świętami rozpoczęłam dość późno, bo dopiero w wieku lat dwunastu. Wiązało się to z tym, że wcześniejsze lata spędziłam w przecudnym Petersburgu, w którym w tamtych czasach obrządki religijne nie były popularne, wręcz przeciwnie. Tam największym świętem był Sylwester i związane z nim huczne imprezy rodzinne koniecznie z sałatką jarzynową na stole i z licznymi wypiekami z ciasta drożdżowego. Zresztą w tym zimowym czasie często chodziło się do znajomych w gości. I z tymi wędrówkami przez zaśnieżone miasto wiąże się moje ulubione wspomnienie – mój tato w płaszczu i w wielkiej futrzanej czapie trzymający przewiązane szarym sznurkiem pudełko ze świeżym tortem. Tak się właśnie odwiedzaliśmy nawzajem z tymi tortami, których smaku dawno nie czułam. Najbardziej popularne były dwa – jeden „Bajka” w czekoladzie, a drugi wielki, cały posypany orzeszkami, zresztą o takiej właśnie nazwie „Orzechowy”. Były wtedy też wyprawy na łyżwy i biegówki, skrzykiwaliśmy się z kolegami ze szkoły i wspólnie wariowaliśmy w ogromnym leśnym parku na obrzeżach miasta. Zapominało się o wszystkim, co okazywało się w tym czasie nieistotne. Najważniejsza była radość, dzielona z tymi, którzy akurat byli obok nas.
Tradycję świąt Bożego Narodzenia poznałam i zaczęłam odkrywać już mieszkając w Polsce. Z początku, może ze względu na buńczuczność nastoletnią, a może przez tęsknotę do kraju dzieciństwa, nie przywiązywałam do świątecznych tradycji żadnej wagi. I choć rodzice starali się – a dla nich to też było novum – sprostać wszelkim przygotowaniom, pichceniu, kolędowaniu, ja jednak nie bardzo się do świąt przywiązywałam. Do czasu.
![]() |
| Zdj. nadesłane Z prywatnego albumu autorki |
Wchodząc w dorosłość zaczynałam smakować święta i wreszcie poczułam ich magię, której dotąd nie znałam. Zaskoczyła mnie i zmusiła do świeżego spojrzenia na czas, który nadchodzi wraz ze świętami. Później rozrosło się to na magię codzienności, być może ten świąteczny blask, który odkryłam, rozpanoszył się na dobre i przez jego pryzmat patrzę dzień za dniem na to, co i kogo spotykam na swojej drodze każdego dnia.
Chociaż w tej całej tradycji świątecznej mam też swój jeden maleńki ulubiony rytuał. Uwielbiam święta w mieści i wychodzenie na tak zwane „łazikowanie” po warszawskich ulicach. Lubię być wtedy sama albo z osobą, która potrafi – a to sztuka – wspólnie przebywać w ciszy, nasłuchując świątecznych odgłosów mijanych kamienic i łapiąc urywki wypowiedzi rozentuzjazmowanych przechodniów, gro z których to w tym czasie oczywiście cudzoziemcy, odwiedzający nasz kraj. Te spacery są poniekąd moim świątecznym dialogiem z miastem, a jego duchem, z przeszłością.
![]() |
| Zdj. nadesłane Z prywatnego albumu autorki |
Świąteczny smak to dosyć przewrotny temat. Dlatego, że delektując się potrawami, które są na wigilijnym stole, wspominam smaki z czasów dzieciństwa, których teraz mi brakuje, jak np. słynnych petersburskich pyszek, które z wyglądu przypominają donaty, ale ich smak jest zupełnie nieprawdopodobny. Nie da się ich przyrównać do pączków, ale gdyby miała określić różnicę w ich smakach, miałabym z tym wielką trudność. Pyszki, czyli właśnie takie pączki z dziurką są znane w całym Petersburgu i tylko w nim. Tęsknię za nimi ogromnie.
Pamiętajmy, że magia to tak naprawdę my sami. A skoro tak, to czemuż by nie mieć świątecznego czasu codziennie? Czytelnikom i sobie samej życzę przede wszystkim radości, która ma niesamowitą moc, nawet nie trzeba w to wierzyć, wystarczy odważyć się ją wypróbować. To zadziwiające jak często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Radości kochani! Na święta i na co dzień.
Dziękuję! :)




Na pewno przyjrzę się bliżej książkom autorki. Kolejny bardzo fajny wpis. ;)
OdpowiedzUsuńPiękny zwyczaj świątecznego dialogu z miastem.
OdpowiedzUsuńŻyczę Autorce dużo śniegu na święta, niech choć on przypomina jej czasy petersburskiego dzieciństwa...
Hanna