15 grudnia 2017

Świątecznie u Anny i Aleksandry Sikorskich :)






Ania, to mama. Olka, to córeczka Ani i jej męża. Anię poznałam w świecie blogerskim. Nigdy nie odmawia nikomu żadnej pomocy. Prowadzi blog http://annasikorska.blogspot.com/. Uważa, że w tej kwestii nie ma równych i równiejszych, dlatego do każdego podchodzi z sercem, optymizmem i otwartością. 

Na swoich profilach facebookowych opowiada o roli, jaką przyniosło Jej życie. Opieka nad autystyczną córeczką, to chleb powszedni i poniekąd temat do szerszych dyskusji. 


Zdj. do kolażu nadesłane przez A.S.


Ania, oprócz poświęcania się, jako matka i żona, to osoba mądra, wykształcona, również autorka publikacji wynikającej z Jej pasji do filmów Almodóvara „Hiszpania w filmach Pedra Almodóvara”, którą również miałam okazję przeczytać i zrecenzować. Zapraszam Was na stronę Ani http://annasikorska.blogspot.com/, gdzie znajdziecie mnóstwo inspirujących wpisów, nie tylko o książkach i życzę Wam jak zawsze, miłej lektury :) Pod tekstem świątecznym znajdziecie kilka słów od Olki :)











Świat roziskrzył milionem skrzypiących gwiazd świecących dzięki ulicznym latarniom. Radosne skoki w świeży śnieg były jednym z moich ulubionych zimowych zajęć w czasie marszu na roraty oraz pasterkę. Poszukiwania niezdeptanego puchu i odciskanie w nim śladu, a później sprawdzanie czy wyszło równo i jak pięknie prezentuje się odcisk buta. Wydawało by się, że z takiej rozrywki można wyrosnąć, ale kiedy w ubiegłym roku napadał śnieg przyłapałam się na tym, że robię dokładnie to samo, co dwadzieścia - trzydzieści lat temu: skaczę, badam i obserwuję, do tego cieszę się tym specyficznym skrzypnięciem, blaskiem kolorowych światełek z wystrojonych okiem oraz choinek, poszukiwaniem gwiazd w zasięgu ręki. Tym razem towarzyszy mi już moja pociecha ulegająca magii spadającego puchu i podekscytowany pies, dla którego śnieg jest nowym odkryciem. Harce, nurkowania, chichoty nie mają końca. Pogonie za migoczącymi iskrami i nocne wyprawy do lasu w czasie pełni księżyca. Ziemia świeci wtedy tak pięknie, że nie potrzebne są latarki. Wystarczy wytężyć wzrok, zachować ciszę i zobaczymy świat, którego nie dane nam widzieć w czasie dnia. W zimowym lesie pokrytym delikatnym puchem można usłyszeć skrzypnięcia 






Ze śniegiem kojarzy mi się świąteczny odcinek serialu animowanego „Przygody kota Filemona” pokazujący kota poszukującego gwiazdki. Dziecięca naiwność i niezwykłe zapachy – to wszystko ładnie połączone ze świątecznymi przygotowaniami sprawiającymi, że ten niezwykły dzień miał swój niepowtarzalny urok. Mimo tego, że przygotowania do Wielkanocy trwały dłużej to jednak Wigilia miała w sobie tę dawkę magii, jakiej towarzyszą niezwykłe zjawiska od wieków zmuszające ludzi do wyznaczania tego dnia jako niezwykłego i przełomowego. Kult Słońca, bóstw ziemi i chrześcijaństwo – to wszystko spotykało się jednego dnia i zaczarowywało świat.






Święta w moim domu zawsze pachniały choinką. I to długo przed tym nim ta choinka stanęła w kuchni, czyli centralnym miejscu domu. Pojedyncze gałęzie świerku trafiały do wazonu jeszcze w listopadzie. Czasami była i sosna otulająca domowników zapachem żywicy, lasu i czegoś zaklętego w igłach, dającego poczucie oczekiwania na coś niezwykłego i tajemniczego jak puchaty śnieg, który pod wpływem nacisku kroczącego człowieka skrzypiał, błyszczał i odkształcał się.








Święta zaczynały się długo przed świętami. To były wieczorne wyprawy na roraty, hasanie po śniegu, przygotowania lampionów roratowych, uczestnictwo w nabożeństwach, wykonywanie ozdób, oczekiwanie na mikołajki. Wszystko to przeplatało się, miało swoje tempo. Obrzędowość zaczarowywała to, co było zwykłe. Do domu w Wigilię trafiało drzewko, które dzieci ozdabiały. Wraz z „postępem” zastąpiono świerk metalowo-plastikowym badylem udającym choinkę. A mimo tego uczucie oczekiwania nie malało. Wzmagały je pachnące pierniczki przygotowywane przez babcię według przepisu jej mamy, babci, prababci. Były one twarde, ale na języku rozpuszczały się i pobudzały zmysły swoimi korzennymi aromatami. Przygotowywane przed mikołajkami doskonale rozpoczynały długi okres świątecznych przygotowań i budowania klimatu w czasach, kiedy tylko święta pachniały pomarańczami i miały smak wymarzonej czekolady.



A później któregoś ranka pojawiały się ryby w wannie, pachniał kilka godzin gotowany, a później ucierany mak, po którego sięgało się paluchami, aby poczuć ten kolejny magiczny smak pojawiający się raz do roku.

Kiedy już wszystko było gotowe rozbrzmiewała muzyka: proste kolędy graliśmy na flecie, te trudniejsze włączaliśmy w magnetofonie i dom cały zmieniał się w niezwykłe miejsce pełne słodkich zapachów i radosnych dźwięków przy świetle migoczących lampek kupionym na straganie u Ruskich.





Kilka słów od Olki :)

Historia każdego z nas zaczyna się tak samo: od narodzin. Urodziłam się ponad 5 lat temu, ważyłam ponad 4 kilogramy, miałam ponad 60 centymetrów długości i byłam okazem zdrowia. W sumie nadal jestem, ale… mój świat jest zaburzony. Autyzm utrudnia mi funkcjonowanie: nie potrafię mówić, wyrażać swoich potrzeb, wchodzić w relacje z dziećmi i dorosłymi, często boli mnie ciało, inaczej odbieram różne bodźce. Mam wrażenie, że świat znajduje się gdzieś za grubą szybą, przez którą trudno mi do niego dotrzeć. Na szczęście mam upartych i pracowitych rodziców, którzy każdego dnia uczą mnie otoczenia i pomagają wzbiciu szklanej ściany oddzielającej mnie od świata.

Może i stawiam małe kroczki, ale dzielnie walczę o samodzielność. Chodzę do przedszkola, gdzie mam swoją ukochaną panią i dzieci, które mnie akceptują, mam panie od terapii, własnego psa i dużo optymizmu. Kocham spacery do lasu, czytanie książek, mam świetną pamięć. Codziennie robię coś nowego, co przybliża mnie do poziomu funkcjonowania rówieśników. Kto mnie zna ten wie, że w tym roku osiągnęłam bardzo wiele. Wierzę, że razem z innymi dziećmi pójdę do szkoły, że będę samodzielną dorosłą kobietą, którą rodzice nie będą musieli opiekować się całą dobę, że będę mogła spełniać swoje marzenia.



Dzięki Waszemu wsparciu mogłam z rodzicami walczyć o samodzielność. Moje postępy to także Wasz sukces dzięki wkładowi, który bardzo doceniam i za który bardzo dziękuję.





Liczę na Wasze wsparcie również w tym roku, dlatego będę wdzięczna za Wasz 1% podatku przekazany na moją terapię oraz przekazanie prośby Waszym znajomym.

Przekaż 1% podatku

W formularzu PIT wpisz numer:

KRS 0000037904

W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” podaj:

25068 Sikorska Aleksandra

Szanowni Darczyńcy, prosimy o zaznaczenie w zeznaniu podatkowym pola „Wyrażam zgodę”.

Więcej o Oli na moim fb oraz stronie fundacji.




Wszystkie zdjęcia wykorzystane w materiale, są własnością Anny Sikorskiej, nadesłane w celach niniejszej publikacji!

1 komentarz:

  1. Z zainteresowaniem przeczytałam ten post. Życzę Pani Ani i Oli wszystkiego dobrego. ;)

    OdpowiedzUsuń