27 stycznia 2018

„Kobieta w podróży” Roma Ligocka. Wspomnienia zapisane innym ładunkiem emocjonalnym...





Wydawnictwo Literackie

Ilość stron: 184

Rok wydania: 2002




„Nigdy nie poddaję się rezygnacji.
Napędza mnie chęć poznania, ciekawość życia.
Jest ono bowiem czymś niepowtarzalnym.
Nie dręczą mnie wyrzuty sumienia, że ocalałam,
czuję natomiast wyraźnie, iż czas,
który został mi dany, powinnam przeżyć pięknie”


Jak widzicie, nie zawsze sięgam po nowości książkowe, czy przedpremiery. Ta jest wyjątkowa. Długo czekała na swoją kolej. Kilka lat temu wraz z dwoma innymi, kupiłam w promocyjnej cenie, za symboliczne złotówki w jednym z internetowych antykwariatów, w pakiecie. Powód bardzo prosty. Uwielbiam prozę Romy Ligockiej. Każda bowiem książka, niesie inny ładunek emocjonalny. Tak, jak w przypadku tego zbiorku opowieści – felietonów, pisanych zrozumiałym, prostym językiem, jednak innym uczuciem i odczuciem. Kto zna przeszłość autorki, chociażby z „Dobrego dziecka”, nie wspominając „Dziewczynki w czerwonym płaszczyku”, wie, jak ogromnym wysiłkiem jest dla autorki mówienie i szczere wyznanie o sobie. Ligocka zabiera nas w świat wojennych i przedwojennych wspomnień.


Zwykła o sobie mówić, używając tytułowego określenia – kobieta w podróży. Ciągle zmieniająca miejsca swojej ostoi, nieustannie poszukująca skrawka swojej ziemi. Rzadko opowiada o swoich emocjach, ale znakomicie portretuje różne obrazy napotykanych na swojej drodze ludzi. Często nawiązująca do trudnej, chwiejnej przeszłości cudem uratowanej z holokaustu Żydówki, której życie na każdym stawiało bariery i mury niezrozumienia.

„Siedziałam w kawiarni z ogródkiem wychodzącym na Rynek, grzejąc się w łagodnym jesiennym słońcu, do nikogo nie przynależna i obca. Umierałam prawie z samotności. Była ona jak fizyczny ból, jakby tysiące zimnych igiełek przeszywały moje ciało. Niczym lodowata gorączka.”


Są takie teksty, fragmenty tych wspomnień, które porażają brutalnością, niczym wciąż tkwiąca drzazga będąca zagrożeniem wystąpienia zapalenia. Ligocka nie szczędzi niczego, nie umyka jej uwadze nawet drobny szczegół, gest, mimika twarzy napotkanych przypadkowo ludzi. Czasami ma się wrażenie, że gdyby mogła weszłaby w ich myśli i toczyła nieustanną polemikę. To doskonała obserwatorka, strzegąca niczym lwica honoru i wartości najbliższych, kobieta, która nie potrafi znieść kłębiących, przytłaczających określeń, że jest tylko emigrantką, człowiekiem tylko na chwilę, walcząca z chwilą słabości, dyskomfortu psychicznego, bólem głowy, nawracającymi lękami, czy poczuciem deprecjacji własnej wartości:

„Aby trenować poczucie pewności siebie, często rozpoczynam rozmowy z obcymi ludźmi. Terapeuci twierdzą, że to bardzo dobre ćwiczenie.”





Każda z tych opowieści to odrębny nośnik głębi przekazu i refleksji, oddzielny zapis grymasu przewrotności losu. Pojawia się nawet nanosekunda humoru, by zakończenie powalało na kolana. Ligocka jest mistrzynią sinusoidy napięć. Niby prosto i lekko, a zapada w pamięć. Delikatnie i nostalgicznie. Autorka wspomina bliskich, którzy odeszli, przedwojenne sytuacje i wydarzenia z życia rodziny, wspomina wojnę, wykupowaną dziurę w murach gettach, przez którą ratowano dzieci. Wspomina wzruszająco swoją matkę w roli babci, wielokrotne sytuacje stereotypowego traktowania Żydów. Porusza i momentami szokuje.


„Kobieta w podróży” Romy Ligockiej, to książka, która zostanie z Wami na bardzo długo. To nie cukierkowe opowiastki o radościach codzienności, ale zapiski kobiety, która całe życie walczyła o coś i kogoś. Poraża szczerością i wnikliwością przytaczanych wspomnień. Trudna, ale intrygująca, wzbogacona rysunkami autorki, która wciąż podziwia otaczającą ją rzeczywistość. Wypływa z niej obraz kobiety silnej, nieustępliwej, żarliwie broniącej siebie i bliskich. Książki autorki warto mieć u siebie i wracać do nich co jakiś czas, żeby nie zapomnieć i wciąż pamiętać.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz