20 listopada 2019

[Patronat medialny] Zdecydowanie udany debiut poetycki Kamila Borkowskiego w tomiku "Zdążyć"





Wydawnictwo Autorskie Magdaleny Kapuścińskiej 

Ilość stron: 80 

Nowość wydawnicza 




PRZYJMOWANIE

jesień zastaje mnie z rodzinnym zdjęciem w dłoni
na nim kasztanowe włosy siostry
stare meble i złuszczona farba na ścianie

dotykam twarzy matki
jej uśmiech jak rozsypana jarzębina
rozgrzana słońcem
za oknem miękkie pióro drozdów
wkrótce wydziobią owoce z gałęzi
pofruną
ułożą młode do snu

odwracam zdjęcie
widzę jak matka całuje czoło
gnębionego nowotworem ojca 


Przede wszystkim zacznę od słów ogromnego podziwu dla talentu w doborze słów i łączeniu fraz wręcz naszpikowanych emocjami i refleksjami dla samego autora. Oszczędność form literackich zdecydowanie łączy w sobie poetycki minimalizm z nutą lirycznych sentymentalnych zestawień, w których odbija się nieopisana tęsknota i walka o zdrowie i życie. Odbiorca, sięgając po ów tomik musi nastawić się na silny ładunek emocjonalny z bohaterami i przestrzeniami wierszy. Każdy z nich dotyka wyjątkowo delikatnej linii życia, a sam Poeta mówi wprost i bezpośrednio, świadomie artykułując każde słowo, czytelnie, wręcz wbijając nam w podświadomość lawinę znaczeń. 


Jest w tych wierszach mowa o bólu, ogromnym poczuciu odpowiedzialności za drugiego człowieka, ale też utracie w wyniku choroby pierwiastka człowieczeństwa. Cała poezja skondensowana w tomiku budzi ogrom pytań, ale też można ją potraktować jednostkowo, tworzące indywiduum trawiony przez raka organizm. I pisze Poeta nie tylko o swoim chorym ojcu, czy sąsiedzie, ale też o chorych dzieciach, pojedynczych 



SKRAWKI 
moim sąsiadem nie jest anioł
nie ma skrzydeł tylko spracowane ręce
słucha starych winylowych płyt
a za cienką ścianą
po ludzku umiera na raka
starannie przestrzegając ciszy nocnej
bierze tabletki i wciska głowę w poduszkę prosząc
święte obrazy o sen


mijany w drzwiach uśmiecha się zmęczonymi
oczyma
skrywając ubywające ciało pod warstwami
ubrań
wymawiając prośby o miłość pomimo
coraz kruchszych nadgarstków
w cichym dzień dobry



*Odpowiedź do wiersza H. Poświatowskiej.





*** 
miłość tato
to nauka chodzenia po bólu
rana w ranę
i przykładanie policzka
do jednej łzy
co jak spojrzenie wyrasta
ponad niestałość źrenic

zostań

śmierć rysuje mapę naszych dłoni
ale gubi się w dotyku 



Nie można obok tej wyjątkowo palpacyjnej liryki przejść obojętnie. Chwyta za serce, skłania do głębokich refleksji, ale przede wszystkim zadaje pytanie o granice człowieczeństwa. Zadaje pytanie o granice bólu, tęsknoty za utraconym życiem. To ważny i odważny głos młodego Poety, który pokazuje, jak wygląda prawdziwość życia. Z dala od poklasku, w zaciszu domowego kąta. To poezja wyjątkowo wbijająca się w pamięć, ujmuje za serce. Ja uroniłam niejedną łzę. 

Wam, serdecznie polecam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz