30 kwietnia 2019

Kalecznicy - Karolina Wiaczewska





Wydawnictwo MaMiKo 

Ilość stron: 56 


Zapewniam, że każdy czytelnik będzie tę prozę odczytywał inaczej, na swój sposób, bo każdy znajdzie w niej co innego. Dla jednych będzie to historia tragicznej miłości, dla innych historia o ludziach, których życiowe ścieżki w pewnym momencie się ze sobą splotą. Jedno jest pewne, bohaterowie mikro opowiadań Karoliny Wiaczewskiej traktują człowieka z wielu aspektów. Autorka przygląda mu się z każdej strony, zagląda w serce, duszę, myśli i słowa. Wymiar moralistyczny prozy jest ściśle powiązany z zachowaniem i psychiką człowieka, które tworzą jedną całość – pewnego szczebla studium psychologicznego człowieka. 


Karolina Wiaczewska jest absolwentką Wydziału Filozofii. Śpiewaczka operowa, kształciła swój głos w Polsce i Szwajcarii. Pasjonatka historii. Debiut „Kalecznicy” uważam za absolutnie fenomenalny. Na tych zaledwie kilkudziesięciu stronach autorka pokazuje nam formę zupełnie niecodzienną, z głębokim wywodem i puentą, zahaczającą o wymiar nieustannej nauki o człowieku – jego słabościach, skłonnościach, ułomnościach, czy uleganiu wpływom innych. 



Mamy tutaj kilku bohaterów, których życiowe losy w pewnym momencie przetną się niczym puste ścieżki nienazwanych emocji. Postać pedantycznego, ulegającego nałożonym sobie schematom Edmunda Corshaya – prawnika, który po godzinach uczy się szwedzkiego, Camdena i Melwyn – dwójki nauczycieli skrywających swoją miłość przed całą resztą świata, czy bohaterkę zupełnie anonimową, która wykrzykuje do nieznanej nam osoby swoje dywagacje. Co ich łączy? Zbrodnie, liczne niedopowiedzenia, tragedie, cierpienia, zdrady, oszustwa. W swoich kłamstwach i fałszu, w maskach, jakie przywdziewają wiją się, nakładają je niczym balsam. Zależnie od okazji, czasu, czy ludzi, których spotykają na swoich drogach. 


Autorka zręcznie manewruje tutaj czasem i przestrzenią, stawia przed swoimi bohaterami różne przeszkody, by zobaczyć jak będą się zachowywać. Czytelnik ma wrażenie, że momentami brodzą w fabule i osobliwym światem przedstawionym, obrazach znikomych, jakby za chwilę wszystko miało zniknąć, bo nie ma tu konkretnych opisów miejsc, ogranicza dialogi do niezbędnego minimum, podsycając naszą ciekawość i zmotywować nas do zadawania elementarnych pytań o sens człowieczeństwa, o jego granice wytrzymałości psychicznej. 


Co zatem tak fascynuje autorkę, że pozwoliła sobie na napisanie prozy z lekka filozoficznej? Człowiek, odmieniany przez wszystkie przypadki i różne znaczenia. Wiaczewska pokazuje nam swoich bohaterów uwikłanych w wymyśloną przez siebie układankę słów, z których każde ma swoje miejsce i określony cel. Identyfikacja elementów poznawczych skłania do głębszych przemyśleń i refleksji. Narrator trzecioosobowy toczy z czytelnikiem osobliwy, wysublimowany, a zarazem dyskretny dyskurs, konwersację opartą na poufałości, wyszeptanych zwierzeń i prawd. 



„Kalecznicy” Karoliny Wiaczewskiej odsłaniają kluczenie człowieka przez sfery pozostawiające głębokie ślady w psychice, człowieka zagubionego w swych fiksacjach, człowieka złego, szpecącego się własnym fałszem i zakłamaniem. Autorka jednocześnie pokazuje nam, jak daleko, do jakich granic jesteśmy w stanie się posunąć, by zyskać coś tylko dla własnego interesu. To proza, która budzi skrajne emocje, chęć przeciwstawienia się utartym schematom, ciekawi nieszablonową i niesztampową formą, buduje napięcie i emocje, wytycza pytania o sens poznawalności człowieka. Autorka wytycza swoje ścieżki i linie papilarne w literaturze, dając nam historie ludzi nie nieomylnych, popełniających błędy, rozbitych, zafascynowanych własnym ego. Szczerze polecam! 


Za egzemplarz dziękuję autorce :)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz