Wydawnictwo Marginesy
Ilość stron: 288
Książka zdecydowanie zasługuje na swój tytuł „światowego bestsellera”. Autor daje czytelnikom wspaniale sugestywne i emocjonalne dzieło w każdym calu. O refleksyjnym wydźwięku lecz dzieło, które ukazuje tragizm i dramat niewinnych ludzi. Dogłębna analiza ludzkiego strachu,
Książki o wojnie i życiu zwykłych ludzi zawsze budziły moją ciekawość, darzę je szczególną sympatią. To jednak książki odkrywające realia wojen światowych. Tutaj zaś przedstawione zostały wydarzenia, które rozgrywały się w jednym miejscu-mieście. Nie wiem, czy w owym czasie jakiekolwiek informacje z oblężenia Sarajewa docierały do szerszej grupy odbiorców, czy wychodziły poza granice Bośni i Hercegowiny. Zapewne niewielu o tym słyszało, nie mówiąc już o tym, że niewielka liczba ludzi w ogóle się tym interesowała. Tymczasem książka absorbuje czytelnika niezwykłą precyzją i autentycznym odwzorowaniem tamtego czasu.
„Geografia oblężenia Sarajewa jest prosta. Miasto zajmuje długi, równinny pas otoczony zewsząd wzgórzami. Żołnierze wojsk oblężniczych kontrolują wszystkie wzgórza oraz kawałek płaskiego terenu pośrodku miasta, w dzielnicy Grbavica. Z moździerzy, czołgów i granatników ostrzeliwują resztę miasta, która broni się przy użyciu karabinów i jednego czołgu. Sarajewo jest niszczone.” - str. 14
Autor książki podkreśla w posłowiu, iż usłyszana gdzieś informacja o geście sarajewskiego wiolonczelisty, który przez dwadzieścia dwa dni odgrywał w miejscu tragedii „Adagio g-mol” czcząc w ten sposób pamięć dwudziestu dwóch ofiar ataku moździerzowego, którzy zginęli w kolejce po chleb, zainspirowała go napisania powieści i oddania choćby cząstki obrazu tragedii, jaka miała wtedy miejsce. To przykre wydarzenia, które uświadamiają nam, jak niewiele potrzeba do tego, by bunt przerodził się w szalejącą i siejącą spustoszenie śmierć, wojnę. Wystarczy „zapalnik”, by eksplodowała w ludziach nienawiść, złość, a ci których kiedyś określaliśmy mianem bliskich znajomych stanęli naprzeciwko nas, zjednoczyli się obozie przeciwników i ruszyli, jak na najgorszego, pierwszorzędnego wroga. Historia potrafi odkryć wiele nieznanych dotąd kart. Powieść Galloway'a to właśnie robi. I chociaż to tylko opis życia wymyślonych bohaterów, powstały one na bazie historycznych wydarzeń, które miały miejsce prawie ćwierć wieku temu.
Mamy tutaj cztery obrazy. Wiolonczelisty odgrywającego codziennie „Adagio”, Dragana, Kenana i Strzały. Cztery obrazy zwykłych ludzi, których wojna zaskoczyła w różnych momentach i sytuacjach życiowych. Dzięki ich wspomnieniom i opisom codzienności mamy możliwość znalezienia się w wojennej zawierusze, gdzie snajperzy strzelają do ludzi jak do kaczek na strzelnicy, gdzie ataki moździerzowe powtarzają się cyklicznie, gdzie żywność i inne towary można kupić po horrendalnych cenach, gdzie w domach nie ma wody ani prądu, i w końcu, gdzie nie wiadomo już w końcu, kto przyjacielem kto wrogiem.
Trzy rozdziały książki pokazują bohaterów najpierw w życiu sprzed wojny, potem w jej czasie, następnie gdy ich ścieżki skupiają się wokół ostatniego odgrywania przez wiolonczelistę „Adagio”. Zaś symbol tytułowego wiolonczelisty jest jak symbol umierającego miasta. Najbardziej wstrząsnęła mną scena, gdy Strzała opisuje pogrzeb przyjaciela Slavka, chowanego na sarajewskim stadionie.
„Wiolonczelista z Sarajewa” Steven'a Galloway'a to powieść sugestywna, refleksyjna, emocjonalna, przywołująca chwilę refleksji. Tutaj w większej ilości przeważają plastyczne opisy pozwalające czytelnikowi wczuć się w sytuację bohaterów i wręcz namacalnie wszystko z nimi przeżywać. To powieść o bólu, cierpieniu, tragicznej sytuacji umierającego, okupowanego przez żołnierzy miasta, które umiera razem z tysiącami jego mieszkańców. Wiolonczelista jest tego symbolem, a bohaterowie wykreowani przez autora są niezwykle autentyczni.
Książkę polecam! Bardzo! Jedna z najlepszych, jakie miałam przyjemność czytać!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz