Wydawnictwo: MAGRAF S.C.
Ilość stron: 72
Skromny, niechętnie mówiący o sobie, poeta indywidualny, z którego wierszy szkicuje się obraz twórczy niezwykle samotnego, zamkniętego, wyalienowanego, dokonującego świadomego wyboru tej artystycznej samotności. Kuba jest niesamowicie zdolnym poetą, ale przez swoją bezpretensjonalność nigdy się nim nie określa. A ja z kolei zachwycam się każdym Jego wierszem, bo każdy ma swój niepowtarzalny kod, emocje zapisane językiem prostym, a jednocześnie wciągającym w zupełnie inny dyskurs, konwersację wolną od potoczności, drapieżności i krzykliwości.
Chciałabym przedstawić Wam dzisiaj poezję człowieka, którego znam. To nasz lokalny twórca, poeta żyjący na tucholskiej ziemi. Wyjątkowa osobowość i nietuzinkowe podejście do życia, światopogląd człowieka wolnego, który pisze wiersze dla siebie, zawsze to podkreśla. Namawiany kilkakrotnie przez przyjaciół i znajomych w końcu wydał, czego efektem jest trzymany przeze mnie w ręku „Autokryf”. To nie pierwszy, ani nie debiutancki tomik poety. I bardzo się cieszę, że Kuba dał się namówić na wydanie. To jest zupełnie inna poezja, którą odkrywałam stopniowo, bez pośpiechu. Bo poezja, w tak znakomitym i wysublimowanym guście wymaga spokoju, dystansu, ułożenia myśli w zupełnie inny ton.
Dlaczego akurat „Autokryf”? Przyznam szczerze, że sam tytuł bardzo mnie intryguje. Zastanawiam się co oznacza? Sprawdzałam w języku wyrazów obcych. Nie znalazłam niczego, żadnych odpowiedników, słów zamiennych, synonimów. A może źle szukałam? Tak, jakby autor bawił się słowem, zapisywał wszelkie możliwie najlepsze jego odmiany i wybrał coś co dobrze brzmi, intryguje, wzbudza ciekawość.
Wiersz otwierający tomik jest dowodem na to, że Jakub jest jak najbardziej świadomym poetą, doświadczonym, a poezja, którą tworzy jest szczera i przemawia do nas poruszając struny serca od pierwszych wersów. Uczta dla ducha mentalnego. Już nawet wyobrażam sobie poezję pachnącą lawendą:
***
Poezja jak milczenie.
Drugie dno samotności ukryte
w podróżnym kufrze. Listy
bez adresata. Poezja pachnie
lawendą, gdy zima, burzą w maju,
tobą wczoraj, mną teraz.
***
Z każdym wierszem utwierdzam się w przekonaniu, że Kuba jest wyjątkowym twórcą, który nawet nie próbuje kryć się ze swoimi emocjami, przemyśleniami, spostrzeżeniami. Dużo w Jego wierszach bólu samotności, indywiduum, odseparowania od społecznego nieporządku, wewnętrznego niepokoju: „Muszę uporządkować myśli./ Pozbierać obrazy./ Zmierzyć odległość między mną/ a światem i trafić do celu./ Mimo wszystko porządek jest/ niezmierzony, niezmienny nawet/ gdy ziarnko chaosu rośnie w nim/ jak przypływ.”
Dużo w nich sinusoidy emocjonalnej, rozmyślań, pustki, wewnętrznego zagubienia, poplątanych dróg, jakiegoś niepokoju, ale też nadziei, która przemawia do poety niczym powiew wiatru dmuchającego prosto w twarz i stawiającego do pionu: „Przez chwilę byłem zrezygnowany,/ ale dziś dotknęła mnie czyjaś ręka./ Odzyskałem wzrok. Wiem, gdzie iść./ Przez chwilę wszystko było pomieszane./ Śmiech za oknem brzmi fałszywie,/ przekleństwa mówiły prawdę/ i jakby od dawna było ciągle wczoraj./ Przez chwilę nie byłem sobą.”
Ale jest w tym tomiku też liryka delikatna, momentami frywolna, bardzo erotyczna i zmysłowa. O miłości trochę z pogranicza jawy i snu, trochę prawdziwej, lekkiej, ale takiej przeżywanej, palpacyjnej, którą czuć wszystkimi zmysłami: „Nie kochaj poety bo zamiast kwiatów/ przyniesie zgubne nadzieje. Nawet wiosną/ gdy rozkwitają wiśnie gruszki i jabłonie.”, „noc spływa w zakamarki twoich ud/ smakuję je długo na przemian złorzecząc/ i modląc się żeby ta noc trwała wiecznie/ biorę długi łyk z twoich słodkich bioder/ ustami dotykam rozpalonych skroni i widzę/ cały świat w rozszerzonych źrenicach...”
„Autokryf” to tomik w całej gamie barw i emocji. Tu są wiersze o samotności, pustce, śmierci, o przemijaniu, wierze, nadziei. To też rozmyślania człowieka niezwykle wrażliwego, odbierającego rzeczywistość inaczej niż inni. To poezja refleksyjna, wysublimowana, która przemawia zupełnie innym językiem od tego, którym posługujemy się na co dzień. Szczera, nie stawiająca pytań, tylko prowadząca z czytelnikiem bardzo merytoryczną, wyważoną, prawdziwą rozmowę. Bo o życiu pisze się najtrudniej. Jakub Bednarczyk pokazuje, że można i wprost, i zaskakująco. A tak jest od pierwszych wersów, które zostają w naszych myślach na dłużej.
Na uwagę zasługuje również niezwykle intrygująca okładka. Zdjęcie na froncie tomiku, jak i projekt całej okładki autorstwa Simona Kallasa.
Za tomik i niezwykłe chwile z poezją wysokich lotów dziękuję autorowi



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz