14 czerwca 2019

[Przedpremierowo. Rekomendacja + fragment] W bałkańskim kociołku. Opowieść o Bułgarii - Bożenna Iliev (Skarlet)







Wydawnictwo Bernardinum

Ilość stron: 256, oprawa twarda

Premiera: 15 czerwca 2019



„W bałkańskim kociołku...” ...czas płynie wolniej, delektując się panoramą smaków, zapachów i ferią malowniczych obrazów. Tak można w jednym zdaniu określić moją niezapomnianą przygodę z pozycją, o której chcę Wam dzisiaj opowiedzieć. Autorki, którą już poznaliście, bo wcześniej wydawała pod pseudonimem Skarlet. Bułgaria mimo swej różnorodności wciąż przyciąga tabuny turystów, prawdziwych podróżniczych pasjonatów, poszukiwaczy przyrodniczych rarytasów, czy przygód, a Bułgaria znana ze swych dziewiczych, chronionych terenów ma się czym poszczycić.



Podczas kiedy My – Polacy tak bardzo uwiązaliśmy się do czasu, goniąc za nim, pędząc na oślep w chaosie i przestworzach wszelkich ograniczeń, Bułgarzy mają w ciągu dnia wydzieloną godzinę, by zjeść w spokoju posiłek, wspólnie z rodziną nigdzie się przy tym nie spiesząc. Dzisiaj maksyma „spiesz się powoli” najlepiej określa ich stosunek do życia i właśnie ten obraz najbardziej utkwił mi w pamięci, kiedy czytałam tę wspaniałą pod wieloma względami książkę.


Wiele nas dzieli, ale i znajdą się pewne elementy, które nas w jakiś sposób łączą. Dla Bułgarów dziwna, wręcz niezrozumiała jest nasza kawa sypana parzona, czy picie herbaty, które dla nich praktykowane jest przy okazji chorobowych dolegliwości. Ale... historia, ta z odległych czasów ma swój polski akcent w postaci legendy o prawdziwej śmierci Władysława Warneńczyka, który podobno miał zginąć pod Warną, gdzie przybył walczyć z Turkami. 

Zauroczyła mnie historia wnuczki brytyjskiej królowej Wiktorii, Marii Edinburgh, o której autorka nie mogła nie wspomnieć i uraczyła tym samym opowieścią o mądrej, silnej, ale niezwykle kochliwej kobiecie, która wyszła za mąż nieszczęśliwie. 


Ujęły mnie przepiękne, kolorowe zdjęcia dziewiczej, bułgarskiej przyrody, urzekającej swym niezwykłym artyzmem. Ogromne wrażenie robią zamarznięte wody w jaskiniach, osnute legendami góry, wąwozy, doliny, tereny przy twierdzach, okalające miasta, maleńkie wsie, klasztory itp. Wrażenie niemałe robią przekazywane z pokolenia na pokolenie tradycje oraz znaczenie niektórych słów, które dla nas będą trochę niezrozumiałe i dziwne.

Cieszę się, że nie zabrakło tu przepisów na kilkanaście bułgarskich dań, podsycane regionalnymi dodatkami, bogactwem ziół, zachwycające prostotą, zapachem i aromatem. Nie są to przepisy jakoś szczególnie skomplikowane. Może zrobić je niemal każdy. Ja na pewno skorzystam z kilku. Bułgarski kociołek wywołuje zdziwienie, że wino będące ich tradycyjnym, słynnym produktem służy im nawet w celach leczniczych. A wszystko zaczęło się dawno temu... Jak dawno? Odszukajcie i przeczytajcie.


A co wszelkimi świętami, które w świadomości Bułgarów utrwaliły i zakorzeniły się od pokoleń? Oprócz legend, wierzeń, etnicznego tygla jaki zamieszkuje różne regiony tego kraju, Bułgarzy swoją mentalnością nie przestają zadziwiać. Wiele elementów z obchodzonych przez nich świąt jest podobnych do naszych. 


„W bałkańskim kociołku” aż wrze, chciało by się napisać i myślę, że nie będzie to żaden z mojej strony nietakt. Książka ta stanie się dla wielu z Was inspiracją do podróży, odrywania miejsc wyjątkowych i malowniczych, do wyprawy po legendy, wciąż przez archeologów odgrzebywanych nowych historii. Bo pewnych miejsc, o których pisze autorka nie znajdziecie nawet w najlepszej ofercie turystycznej.


To pozycja, która zachwyca kolorem, formą, naturalnością, różnorodnością, zapachami kuchni, smakiem i wielowątkowością. To książka, która zainspiruje Was do tego, by żyć wolniej i degustować chwile. Polecam całym sercem i zachęcam do tej niesamowitej lektury.


Za książkę dziękuję Autorce!




Fragment.

(...) Zwyczajem jest przygotowywanie w ważne dni i święta zupy nazywanej "kurban" - dotyczy to wyznawców rożnych religii. Zupę je się w domu, w gronie zaproszonych gości lub podczas święta. Robi się ją, żeby podziękować bogu na przykład za wyzdrowienie, a czasem, żeby złożyć prośbę. Choć bywa i na odwrót. Najpierw spełnienie... Nierzadko słyszy się: "Jak mi się uda (tu wymienia się marzenie) - zrobię kurban". Czy nie brzmi to jak warunek? Będzie spełnienie panie Boże - będzie zupa. (...) 

(...) Polubiłam tę, na niektórych odcinkach, bardzo krętą drogę, położoną na różnych wysokościach, z miejscami, gdzie skały odsłaniają morze i piękne pejzaże. Jeden z nich ukazuje się gdzieś po drodze, wtedy, kiedy jesteśmy wyżej. Z daleka widać domy, otoczone półkolem przez góry. Wyglądają jakby zapadły się w dół pod ciężarem czerwonych dachówek i po łagodnym stoku zsunęły się w kierunku morza. (…) 


Atmosfera starego miasta otoczonego morzem jest niepowtarzalna. Może między innymi dlatego, że jest ono tak naturalnie oddzielone od współczesności. (...)

Wiedziałam, że będę chciała tu wracać. I tak się stało. Zadziwiające jest to, że zawsze kiedy jesteśmy w Nesebar, czuję się tak, jak za pierwszym razem. Po długim spacerze zaszywamy się w jakiejś knajpce blisko brzegu... jak w „Dniu Świstaka” wszystko powtarza się od początku.





Strona na facebooku: Napisałam – strona autorki książek (https://www.facebook.com/Napisałam-strona-autorki-książek-790033154694356/)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz