Pokazywanie postów oznaczonych etykietą medialny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą medialny. Pokaż wszystkie posty

23 stycznia 2023

"Kiedyś dawno temu postanowiłam w jakiś sposób uhonorować mojego Anioła. Wielokrotnie doświadczyłam sytuacji, z których wychodziłam, w jakiś cudowny sposób, bez szkody. Innym razem na czymś bardzo mi zależało, a się nie udało. Po czasie okazywało się, że uniknęłam złych zdarzeń. Na początku były to wiersze, potem zrodził się pomysł na opowiadanie, które z czasem rozrosło się do powieści". Wywiad z Elżbietą Stępień

 

Kochani!

Jakiś czas temu mogliście zapoznać się z moją opinią książki Zaułek Spełnionych Marzeń, autorstwa Elżbiety Stępień, który jest trzecią częścią cyklu "Czego nie wiesz o Aniołach". Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro, patronuję jej medialnie. Dzisiaj zapraszam Was do lektury wywiadu, jaki przeprowadziłam z autorką.



A.K. Dzień dobry, Elu. W nowym roku życzę Ci spełnienia marzeń i planów. Z jakim nastawieniem weszłaś w ten rok?

E.S. Staram się widzieć piękniejszą stronę świata, dlatego cieszę się nowym rokiem, nowymi planami, możliwościami, towarzystwem dobrych ludzi.


A.K. Twoja seria Czego nie wiesz o Aniołach liczy już trzy tomy. A mnie podczas lektury towarzyszyło pytanie, skąd w ogóle pomysł na taką właśnie serię, w której bohaterem drugoplanowym jest Anioł? To bardzo intrygujące. Pokazujesz Anioła jako postać, która współodczuwa, myśli, jest przewidujący, zna naszą przyszłość. Dlaczego właśnie seria o Aniołach i czy będą kolejne części?

E.S. Kiedyś dawno temu postanowiłam w jakiś sposób uhonorować mojego Anioła. Wielokrotnie doświadczyłam sytuacji, z których wychodziłam, w jakiś cudowny sposób, bez szkody. Innym razem na czymś bardzo mi zależało, a się nie udało. Po czasie okazywało się, że uniknęłam złych zdarzeń. Na początku były to wiersze, potem zrodził się pomysł na opowiadanie, które z czasem rozrosło się do powieści. Założyłam, że cykl będzie składał się z czterech powieści przedstawiających losy zupełnie różnych bohaterów, którymi opiekuje się Anioł do zadań specjalnych. Czasami też bym chciała, aby nad moją głową pojawiło się takie serduszko, jakie widzi Anioł…


A.K. Jako głównego bohatera obsadziłaś mężczyznę, Szymona. Doświadczyłaś go bardzo głęboko. Na naszych oczach, Szymon, przechodzi niezwykłą metamorfozę. Od grzecznego chłopca po wyrachowanego biznesmena, który nie żałuje sobie i nikogo. Czy miałaś jakieś trudności w kreowaniu tej postaci?

E.S. Widzę w ludziach dobro i dlatego stworzenie tak negatywnej postaci nie było łatwe, ale wydaje mi się, że zrobiłam to dość dobrze. Starałam się, aby jego postać była wiarygodna. Odzwierciedlała ludzkie słabości, rozterki, i wreszcie autentyczny żal i chęć zmiany.


A.K. A jak ze światem przedstawionym. Czy było coś, co sprawiło Ci jakąś trudność, w końcu jest bardzo intensywnie – są szemrane interesy, światek typów „spod ciemnej gwiazdy”, ale i morderstwa, niebezpieczeństwa, które często czają się za rogiem. Jednym słowem i obyczaj, i kryminał – połączyłaś gatunki, wniknęłaś psychologicznie w swoich bohaterów.

E.S. Tworząc taką wizję świata moich bohaterów musiałam zdobyć wiele informacji, upewnić się co do pewnych aspektów prawnych, ale też czasami myśleć jak negatywne postacie, jak choćby Gabi. Pełna zła postać, która, o dziwo, bardzo się podoba czytelniczkom. Nie jej postępowanie, ale to jak jest wykreowana.



A.K. Twój bohater otworzył Zaułek Spełnionych Marzeń – klimatyczne miejsce - restaurację, które było swoistym azylem dla tych, którzy się w życiu zagubili, a jednocześnie dla samego Szymona stanowiło odcięcie od dawnego życia, miejsce, o którym zawsze marzył – takie jego. Gdzie znajdziemy taki Zaułek Spełnionych Marzeń?

E.S. Wydaje mi się, że gdy się dobrze rozejrzymy, możemy takie miejsce pełne dobra znaleźć zupełnie blisko siebie. Natomiast ja tytułowy Zaułek Spełnionych Marzeń umieściłam w Częstochowie.


A.K. „...na świecie istnieje i dobro, i zło. Otacza nas, kusi. Tylko od nas samych zależy, czy damy mu sobą zawładnąć. Jest wszędzie, nie uciekniemy od tego. Tylko nasze wybory wpływają na to , jak żyjemy. Jeśli skupimy się na tym, co dobre i wartościowe, takie będzie nasze życie, co nie oznacza, że zło nagle zniknie” – to cytat z Twojej książki. Wiele w jej treści takich uniwersalnych przesłań i refleksji. Jakie Tobie towarzyszyły emocje podczas pisania?

E.S. Każda z powieści składających się na cykl „Czego nie wiesz o Aniołach” sprawiała, że bardzo się wyciszyłam. Przez moment głębiej zastanawiałam się nad życiem i rożnymi jego aspektami. Zwłaszcza rozważania Anioła sprawiały, że inaczej spoglądałam na otaczającą mnie rzeczywistość. Czasami sama się sobie dziwiłam, że ja to napisałam. Ale może ktoś szeptał mi te sentencje do ucha? Kto wie?


A.K. Jakie masz pisarskie plany na najbliższy czas?

E.S. Bardzo chciałabym dokończyć czwartą część cyklu, ale gdy myślę, że pożegnam Anioła, że już nie będę opisywała jego działań, to odwlekam moment ukończenia serii. Wiosną mam zamiar wydać kolejny tomik. Mam sporo wierszy, które zebrałam w tomik pt. Silva rerum. Moim marzeniem jest wydanie powieści, która na pewno wywoła uśmiech na twarzach czytelniczek, jej bohaterka, niczym Kopciuszek, wkracza do świata reklamy. W poszukiwaniu miłości udaje kogoś kim nie jest. A wszystko zaczyna się od noworocznego postanowienia… Oj, będzie się tam działo!

Roboczy tytuł to 55, czyli Pamiętnik Wariatki.


A.K. Coś od siebie:

E.S. Wierzę w Anioły i to, że stawiają na mojej drodze wspaniałe osoby. Dzięki jednej z takich osób trawa akcja #rokzaniołem, inna założyła i administruje grupą „Anioły są wśród nas - fani twórczości Elżbiety Stępień”. Odwiedźcie grupę, zapraszam. Jestem wdzięczna Czytelniczkom i Czytelnikom za każdą wzmiankę, odzew i dzielenie się swoimi opiniami na temat powieści. Życzę, aby dobry Anioł otulał nas wszystkich skrzydłami miłości i szczęścia. Mam nadzieję, że dane nam będzie spotkać się w bibliotekach czy ośrodkach kultury. Bardzo lubię takie spotkania.

A.K. Dziękuję za rozmowę, życzę Ci, aby wszystkie Twoje marzenia i plany w pełni się ziściły. 




13 stycznia 2023

[Patronat medialny] Czego nie wiesz o Aniołach. Cz. 3 „Zaułek Spełnionych marzeń” Elżbieta Stępień

 




Wydawnictwo Literackie Białe Pióro


Większość z nas marzy o takim miejscu, w którym można realizować się, a przy tym stworzyć swoisty azyl dla trochę zagubionych w życiu duszyczek. Takim miejscem jest bez wątpienia tytułowy Zaułek Spełnionych Marzeń, który po wielu perypetiach i życiowych zakrętach otworzył Szymon. A bohatera tej historii poznajemy, kiedy rozwozi pizzę i niefortunnie trafia do willi znanego biznesmena. Celowo użyłam określenia – niefortunnie – bo dalszy splot wydarzeń sprawi, że Szymon trafi pod dach tej wypasionej willi, ale już jako asystent i prawa ręka biznesmena. Sytuacja, w której Szymon da się wkręcić w intrygę córki właściciela, Szymon pozna empatyczną i piękną Gosię, która jako jedyna okaże mu wsparcie i zrozumienie. Jednak droga do jej serca będzie długa, wyboista, kręta. Kiedy tych dwoje zacznie snuć i realizować wspólne plany, nienawiść poprzedniej kochanki dosięgnie oboje. A wszystko w klimacie przestępstw, pozoranctwa, fałszu, brutalnego półświatka, dla którego lojalność wobec zwierzchników jest sprawą priorytetową.

Jestem zaskoczona, jak autorka poprowadziła zgrabnie, ale z użyciem wielu zwrotów akcji, fabułę, w której nie brak przemocy, tajemnic. Sugestywnie rozbudowała każdą sylwetkę bohatera, bazuje na ich emocjach i refleksjach, ale i impulsywnych reakcjach, co sprawia, że możemy ich poznać też od tej ludzkiej strony. Zaułek Spełnionych Marzeń okaże się miejscem, które ma stanowić symboliczne odcięcie się od niechlubnej przeszłości głównego bohatera, jego spełnienie marzeń, ale i „azyl” dla osób, którym życie nieźle dało w kość. To tutaj znajdują pracę i zrozumienie, a nawet pomoc. Ta historia ma mroczną, ale i optymistyczną stronę, a jej bohaterem pośrednim – takim trzecioplanowym - jest Anioł, który spogląda na bohaterów i nawet jeśli chce, to za bardzo nie może im pomóc, bo rzeczą ludzką jest błądzić - zrozumieć, ale przede wszystkim poznać inną stronę – zwycięską, gdy można naprawić co złe.

Bardzo Wam tę powieść POLECAM! Mnóstwo w niej emocji, miłości, trudnych wyborów, smutku, ale i samotności, której też trochę nam potrzeba. A autorka zaskakuje płynnością narracji, kreacją bohaterów, wielowymiarową budową świata przedstawionego.



https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=185164975


04 stycznia 2023

[Patronat medialny] „Odmrożona nadzieja” Mira Białkowska

 


Wydawnictwo Literackie Białe Pióro


Cieszę się za każdym razem, kiedy mam okazję, ale i przyjemność, patronować medialnie i tym samym opowiadać Wam o książkach Miry, które cechuje zarówno dystans, dobry humor, ale i refleksje w poruszaniu ważnych kwestii tematów trudnych, ale potrzebnych przypomnienia. Nie inaczej jest i tym razem. Główna bohaterka powieści – Cecylia, jest nauczycielką. Niedawno wykryto u niej raka piersi, czym dzieli się w swojej książce, w której nie tylko opisuje emocje, jakie towarzyszyły jej w trakcie leczenia, ale też wątpliwości, pytania, chwile, o których nie chce się pamiętać. W trakcie Poznańskich Targów Książki zostaje określona autorką lekkiej i niosącej nadzieję książki. Taka jest właśnie Cecylia. Bohaterka niezwykle autentyczna, bliska nam, która idealnie wpisuje się w portret kobiety – sąsiadki.

W mieszkaniu obok mieszkania Cecylii trwa głośny remont. Jak się okaże, remont ten uruchomi lawinę niespodziewanych zdarzeń. Na drodze Cecylii pojawi się Iwo, a co za tym idzie – przeszłość, którą odkrywać po kawałeczku będzie sympatyczna pani Halinka, odwiedzana przez Cecylię. Ech… Świetnie scharakteryzowana postać starszej, mądrej, przyjaznej sercu i ludziom, pani. Mieć taką babcię – marzenie. Gdzieś w trakcie płynącej fabuły, z racji zawodu głównej bohaterki, zostajemy niemal naocznymi świadkami patologii rodziny Popiołków.

Po raz kolejny autorka zadbała, byśmy otrzymali lekturę wcale nie taką oczywistą, a wielowymiarową. Mira nie boi się trudnych tematów, co więcej, udowadnia, że można je znakomicie połączyć z lekkim językiem narracji, świetnie scharakteryzowanymi postaciami, psychologicznymi portretami każdego z nich, ich życiorysami pełnymi zawirowań.

I jak to u Miry – są fraszki, emocje, refleksje – wciąga, porusza serca. Jest też dodatkowy ukłon w stronę czytelników – duża czcionka.

Bardzo Wam POLECAM!



https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=185400886


21 grudnia 2022

"Spotkałam się z opinią, że w życiu nie zawsze jest „cacy” i tak powinno być w powieściach, łącznie ze smutnymi zakończeniami. Racja, ale… W życiu po dniach lepszych następują gorsze, po gorszych lepsze". Wywiad z Mirą Białkowską

 

Kochani!

Jestem po lekturze niezwykle interesującej, ale przede wszystkim ważnej książki Odmrożona nadzieja Miry Białkowskiej, Wydawnictwo Literackie Białe Pióro, której mam przyjemność patronować medialnie. Zanim przedstawię Wam moją opinię o książce, zapraszam Was na wywiad z autorką.

Przyjemnej lektury! 🤗



A.K. Dzień dobry, Miro. Spotykamy się przy okazji premiery kolejnej Twojej książki Odmrożona nadzieja, której z przyjemnością patronuję medialnie. Skąd pomysł na to, by swoją bohaterkę obciążyć takim bagażem doświadczeń, przeżyć, jakim jest choroba? Skąd też pomysł na to, by stała się autorką książki?

M.B. Dlaczego w najnowszej poruszam problem choroby, tej choroby? Bo choroba ta dotyka bardzo dużo kobiet, czasem mężczyzn. Każdy z nas zna kogoś, kto z rakiem piersi walczy, znamy kobiety, które tę walkę przegrały, a co więcej, żadna z nas nie może mieć pewności, czy nie będzie następną. Odmrożoną nadzieję zadedykowałam wszystkim kobietom, wspominając o tym. Chciałam też dodać sił i dać nadzieję tym, które walczą. Znasz moje powieści i wiesz, że wszystkie są optymistyczne, dające nadzieję, ale tak naprawdę tylko pierwsza, od początku do końca, jest pełna humoru. Wprawdzie „przyozdobiona” codziennymi problemami, niedomówieniami, ale żadnej większej tragedii w niej nie ma. W każdej kolejnej los pokazuje, jaki potrafi być okrutny, ale obok zdarzeń tragicznych są humorystyczne i dobre zakończenie. Nawet w Mojej przyjaciółce Perypetii (szczególnie ją wszystkim polecam), w której zły los i źli ludzie pozbawiają bohaterkę dosłownie wszystkiego, jest miejsce na humor i jest dobre zakończenie. Czy można napisać optymistycznie o młodej kobiecie, która straciła pierś, męża i nadzieję? Czy mi się to udało?

Każdy z nas ma swój sposób na przeżywanie i odreagowywanie wszelkich napięć. Jedni zamykają się i uciekają od ludzi, inni wolą się wygadać… różnie to bywa. Dawno temu prowadziłam terapię z dziewczynką, która się nie odzywała. Nie można było nawiązać z nią kontaktu werbalnego. Nauczyciele mieli nie lada problem, ja także. Wpadłam na pomysł pisania listów. Napisałam do niej, wręczyłam swój list i poprosiłam, by mi odpisała. Zadziałało. Najpierw była korespondencja, później zaczęła się odzywać. Papier to taka dość bezpieczna (w pewnym sensie) forma wypowiedzi i tę formę terapii „zaproponowałam” Cecylii.


A.K. Cecylia stanie się bliska wielu kobietom/czytelniczkom. Pisząc swoją książkę, Cecylia niesie nadzieję kobietom z podobnymi przeżyciami. Jej książka, która dla niej samej jest rodzajem autoterapii, to sygnał dla innych kobiet, że powinny się dzielić swoimi obawami, odczuciami, przeżyciami, doświadczeniami z innymi?

M.B. Niekoniecznie. Wspomniałam wcześniej, że takie dzielenie się nie każdemu odpowiada. Trzeba to uszanować. Na premierze Odmrożonej nadziei była przewodnicząca lokalnego Koła Amazonek, która w pierwszym momencie na wiadomość, że Cecylia „uciekła” od Amazonek zawołała: „Ale dlaczego? Dziewczyny nawzajem się wspierają etc.”. Po naświetleniu stanowiska bohaterki zgodziła się, podsumowując: „No tak. Każdy przeżywa inaczej”.


A.K. Cecylia jest nauczycielką m.in. muzyki. Dałaś jej też trochę swojego doświadczenia zawodowego, pasji, jaką jest muzyka. Musiało to być dla Ciebie przyjemne, pisać o tym, co się kocha. Muzyka w Twoim życiu zajmuje wyjątkowe miejsce?

M.B. Cecylia jest nauczycielką muzyki i plastyki. Więcej napisałam o muzyce, niż o plastyce, bo to było dla mnie łatwiejsze. Mówiąc wprost – poszłam na łatwiznę. Czy z tego powodu powinnam się zarumienić? Muzyka jest dla mnie ważna, ale dzisiaj już inaczej. Przyszedł czas, gdy z ogromną radością śledzę i podziwiam osiągnięcia i kariery (tak, tak) moich uczniów.




A.K. Obok choroby (już wyleczonej) poruszasz ważne kwestie rodzin patologicznych, jak rodzina Popiołków. Skąd pomysł na ten wątek?

M.B. To także moje doświadczenia zawodowe. Pracowałam nie tylko jako nauczyciel muzyki, ale i pedagog (jestem po studiach pedagogicznych). Bywałam w różnych domach, takich, do których jeździło się z policją także. Naprawdę wiele widziałam. Dzisiaj podobne rodziny też się zdarzają. Niedawno moja koleżanka zaangażowała się w pomaganie starszej kobiecie na wózku inwalidzkim, mieszkającej z synem alkoholikiem. Poznałyśmy się niedawno i nie znając moich wcześniejszych doświadczeń zawodowych myślała, że mnie zaskoczy.

- Wiesz, chyba zrobię zdjęcia – powiedziała – bo ty takich warunków na pewno nie widziałaś.


A.K. Nie da się nie zauważyć innej postaci, która w Twojej opowieści wnosi do życia Cecylii mnóstwo pozytywnej energii, osobliwej radości, takiego spokoju i ciepła. To starsza pani Halinka. Wprost skradła moje serce, pokochałam ją jak swoją babcię. Istnieje taka pani Halinka?

M.B. Nie. Pani Halinka nie istnieje i nie znam nawet nikogo podobnego. Ja też polubiłam tę starszą panią. Wymyśliłam ją, bo była mi potrzebna, by scalić pewien wątek. I dziwna sprawa, tak się zagnieździła w powieści, że pozostała do końca. Czasem pisarze mówią, że ich bohaterowie żyją własnym życiem i to jest właśnie taka sytuacja.


A.K. Jaka jest Twoja osobista interpretacja tytułu Odmrożona nadzieja? Dlaczego taki a nie inny?

M.B. Moja interpretacja tytułu? Wyjaśniłam to w książce, a dlaczego taki? Z tytułem tej powieści było nieco prób i błędów. Zupełnie inaczej niż w Mojej przyjaciółce Perypetii. Był pomysł na książkę, powstał tytuł, od razu trafiony, i trzeba było dopisać powieść. Odmrożona nadzieja pierwotnie miała inny tytuł, ale coś mi w nim nie pasowało. Wreszcie pojawił się ten i uznałam, że jest dobry – intrygujący, nawiązuje do treści i jest pozytywny, bo daje (a może oddaje, bo odmraża) nadzieję.


A.K. Coś od siebie:

M.B. Spotkałam się z opinią, że w życiu nie zawsze jest „cacy” i tak powinno być w powieściach, łącznie ze smutnymi zakończeniami. Racja, ale… W życiu po dniach lepszych następują gorsze, po gorszych lepsze. Sztaudynger powiedział: „Daruj minutom, dniom, godzinom – miną…”. Dlaczego miałabym kończyć powieść na tych gorszych dniach? Czy życie nie wystarczająco daje nam w kość? Ja, pisząc o trudnych życiowych problemach, nawet o raku, chcę dawać czytelnikowi powód do śmiechu (są sceny, które bawią, są fraszki, nie zawsze wesołe, przyznaję) i nadzieję. Z opinii pierwszych czytelników mogę wnioskować, że chyba mi się udało.

A.K. Dziękuję za rozmowę.



https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=185400886


21 listopada 2022

[Zapowiedź patronatu medialnego] "O Matko, czyli (nie zawsze poważna) instrukcja obsługi ciąży dla Przyszłych Rodziców" Renata Suchodolska

 


Kochani!

Już za tydzień, w poniedziałek, 28 listopada, przypada premiera książki Renaty Suchodolskiej O Matko, czyli (nie zawsze poważna) instrukcja obsługi ciąży dla Przyszłych Rodziców, której mam przyjemność patronować medialnie 🙂

Dzisiaj przedstawiam Wam fragment książki 🙂


*Fragment rozdziału 16 

O (nie)skutecznym zapobieganiu niewidzialnym, złośliwym, elektromagnetycznym influencjom, czyli wisior Matki


Pewnego dnia Przyszły Ojciec, naciskając klamkę drzwi wejściowych, ku swemu zaskoczeniu natrafił w nich na Przyszłą Matkę. 

– Gdzieś wychodzisz? 

– Nie. Czekam na ciebie. 

– Czekasz na mnie?! 

– Ja zawsze na ciebie czekam – oświadczyła Przyszła Matka cała w skowronkach. 

– Ale nigdy w drzwiach. To musi być jakaś specjalna okazja. Czyżby były dzisiaj moje urodziny? – Przez umysł Przyszłego Ojca przemknął obraz ogromnego czekoladowego tortu. 

– Nie. 

Tort zdezintegrował się doszczętnie. 

– Niczego nie zauważyłeś? 

Przyszły Ojciec popatrzył na szczerzącą się w uśmiechu Przyszłą Matkę. Oczy były, usta były, włosy były, ręce były, szyja, tułów, nogi… 

– Eee… Byłaś u dentysty? – zaryzykował. 

– Nie! – Uniosła brwi zachęcająco. 

– Eee… Wydepilowałaś brwi! 

– Nie. 

– Nowa sukienka? 

– Nie. No, dalej. Nie mów, że nie widzisz! 

– Jakieś pytanie pomocnicze? 

– Co ma hm-hm, nie utonie! 

– Hm-hm? 

– No! Co ma HM-HM, nie utonie. Co to jest? 

– Eee… łódź ratunkowa? 

– O, matko! Kapuściana głowa. 

– Kapuściana głowa nie utonie?! 

– To ty jesteś kapuściana głowa. Koziołek matołek. 

– Ja naprawdę nie rozumiem, co ma wspólnego Koziołek Matołek z tonięciem. Chyba że przegapiłem jakiś odcinek… 

– Co ma WISIEĆ, nie utonie, pacanie! 

– To czemu od razu nie mówisz, tylko zapętlasz? 

– Chciałam dać ci szansę na samodzielne odgadnięcie. 

– Aha. 

– To teraz zauważyłeś? 

– Co? 

– To, co miałeś zauważyć! 

– Zauważyłem, że się wystroiłaś, że szczerzysz zęby w uśmiechu, nawet jeśli nie byłaś u dentysty, że nie masz nowej sukienki, że… – Przyszły Ojciec podrapał się w głowę. – To dla mnie za trudne – przyznał wreszcie. 

– Ech wy, mężczyźni – Przyszła Matka machnęła ręką pogardliwie. – Wisior. Wisior miałeś zauważyć.

 – Rzeczywiście! – przyznał Przyszły Ojciec. – Pokaż. – Wziął w dłoń naszyjnik w formie kwadratu. – To jakiś technokratyczny wisior – zauważył. – Układy scalone wtopione w drewno… Nie wiedziałem, że lubujesz się w takich rzeczach. Byłem przekonany, że jesteś tradycjonalistką. 

– Bo jestem. Ten założyłam, bo to nie jest zwyczajny, ozdobny wisior. 

– Nie? A co? 

– To jest wisior odpromieniowujący! 

– Odpromieniowujący? Co odpromieniowujący? 

– Fale pól elektromagnetycznych. 

– Fale pól…? 

– Już właściwie bezspornie dowiedziono, że częste używanie telefonów komórkowych może doprowadzić do raka. To wiesz, prawda? – zaczęła Przyszła Matka tonem, który wskazywał na niekrótki wywód.

***

 











Zdj. Nadesłane przez autorkę. Renata Suchodolska ze swoją książką.

02 listopada 2022

[Patronat medialny] „Nauczycielka z getta. Wciąż pod wiatr” – Aneta Krasińska

 


Wydawnictwo JAGUAR

Niepewność, która narodziła się podczas lektury pierwszej części, i która towarzyszy nam w trakcie drugiej, jest równoznaczna z zakończeniem, bo jeśli myślicie, że to historia jednoznaczna i przewidywalna, to jesteście w wielkim błędzie.

Laura podejmując decyzję o wejściu do getta nie wiedziała co ją tam czeka. Wojna wyzwalała w ludziach wiele zaskakujących emocji, reakcji. Budziła instynkty, których działanie nie zawsze doprowadzało w miejsca oczywiste. Ale miłość do męża była silniejsza. Kiedy Laura z dorastającymi szwagrami została praktycznie sama, podejmuje kolejną trudną decyzję. Zmiana mieszkania przyniosła za sobą pewne możliwości. Młodzi Lewiatanowie podejmują pracę, Laura zacieśnia przyjaźń z sąsiadką z pokoju obok, która w dramatycznych okolicznościach straciła najpierw dzieci, potem męża. W Laurze nigdy jednak nie zgasła iskierka nadziei na to, że odnajdzie męża i teściową. Okrutny los postawi na jej drodze wysoko postawionego oficera niemieckiego, a co za tym idzie – strach.

Getto łódzkie nie jest częstym, a nawet w ogóle tłem opowieści. Aneta Krasińska podjęła się niełatwego tematu, ale zrobiła to bardzo zgrabnie, autentycznie, bez zbędnego patosu. Pokazała, jak getto łódzkie przeobrażało się na przestrzeni czasu. Młodzi Lewiatanowie pracowali na budowie obozu prewencyjnego dla dzieci, których rodzice zostali uznani za szpiegów, czy kolaborantów. Daje swojej bohaterce szansę na to, by mogła wyjść z getta i żyć z dala od tragizmu i dramatu getta. Nakreśliła ścieżki swojej bohaterce w taki sposób, że współodczuwamy jej ból – ten fizyczny i psychiczny.

To bardzo emocjonalna i zaskakująca historia. Bohaterka walczy nie tylko z przeciwnościami losu, ale i sama ze sobą, by nie ogarnęły jej negatywne myśli. Niejednokrotnie też jest oparciem dla swoich współlokatorów. Tę opowieść chłoniemy wszystkimi zmysłami, a po lekturze zostajemy z mnóstwem nieokreślonych do końca refleksji i myślami kłębiącymi się w pytaniach. Jaka jest cena poświęcenia się?

Bardzo Wam polecam tę historię, która, śmiem twierdzić, posiada otwarte zakończenie. Czy możemy spodziewać się ciągu dalszego? Ja bardzo bym chciała.


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=179731489

24 października 2022

[Patronat medialny] „Puder i stal” Elżbieta Ceglarek

 




Wydawnictwo Literackie Białe Pióro


„...bywa, że gdy urwie się tylko jedna nitka z sieci życia, natychmiast zmienia się cały świat”.


Szósta książka Eli Ceglarek i kompletne zaskoczenie. Zazwyczaj bohaterkami książek autorki były kobiety w średnim wieku, a tym razem bohaterką jest młodziutka Daria. Niemniej autorka nakreśliła bardzo ciekawą opowieść, w której otrzymujemy zarówno warstwę fabuły, której akcja dzieje się współcześnie, jak i retrospekcyjne pocztówki wspomnień, osadzone w czasie drugiej wojny światowej. Daria wychowywała się w zastępczej rodzinie w Ameryce, gdzie wiodła życie utalentowanej akrobatki. Zdolną Darię los jednak na powrót przywiedzie do ojczyzny. Tutaj wreszcie odzyska wewnętrzny spokój i zabierze się za to, co najbardziej kochała – architekturę.

Bardzo ciekawa i równie zagadkowa jest warstwa narracyjna retrospekcji czasowej, gdzie dowiadujemy się o tajemnicach rodzinnych Darii, które dotyczą jej przodków. Daria w Ameryce trochę z przymusu trenowała akrobatykę cyrkową, bez przyjemności, by nie robić przykrości swoim opiekunom. Miała dom, bogactwo, ale kiedy została sama, musiała podjąć ważne decyzje, na niepewną przyszłość. Siła charakteru jednak zawiodła ją w miejsca, które nosiła przez te wszystkie lata w sercu, a które stanowiły jedną niewiadomą. Mimo wszystko wiedziona intuicją podjęła ryzyko. Postawiła na spełnianie marzeń.

Opowieść, w której autorka stawia na emocje, spełnianie marzeń, wiele kłębiących się wątpliwości, ale też prawdziwą, szczerą miłość oraz podróż nie tylko w miejsca odległe, znane, ale przede wszystkim na ścieżki, które wiodą w głąb siebie. Charakterystycznie nakreślone sylwetki bohaterów, kontrastowo – metaforyczny tytuł powieści oraz płynna narracja, która pozwala nam towarzyszyć wszystkim w każdej sytuacji. Bardzo Wam polecam!


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=179947111

10 września 2022

Z cyklu "O czym Ty, Człowieku, opowiadasz..." Olga Bartnik: "Słowo jest dla mnie początkiem i końcem, Alfą i Omegą. Od Słowa wszystko się zaczęło".

 



Kolejna odsłona mojego autorskiego cyklu "O czym Ty, Człowieku, opowiadasz...", w którym autorzy odsłaniają przed nami swoje widzenie świata literackiego. Dzisiaj Olga Bartnik, która niedawno, nakładem Wydawnictwa OFICYNKA, wydała zbiór opowiadań Ceremoniał pustyni, któremu mam przyjemność patronować medialnie.





***
Słowo jest dla mnie początkiem i końcem, Alfą i Omegą. Od Słowa wszystko się zaczęło. W naszej kulturze sam Bóg nazwał siebie Słowem – Logosem. Często zapominamy o tym jak potężne ono jest. Że jesteśmy za nie odpowiedzialni. Jako jedyne stworzenia na ziemi mamy moc używania słów, nimi władać, kreować je. Pisarz, jeszcze więcej – używa słowa pisanego po to, by drugi człowiek mógł coś usłyszeć, poczuć, zobaczyć, przeżyć.
To samo w sobie jest tajemnicą.

"Kultura słowa" to dla mnie rozumne używanie go zgodnie z kulturą, z której wyrośliśmy, którą współtworzymy. I szacunkiem dla ludzi innych kręgów kulturowych.

Język to system kodów, który człowiek wykształcił w celu przetrwania. Choć i zwierzęta mają swoje sposoby porozumiewania się, szczególne z nich jak delfiny, małpy – całkiem precyzyjne, to jednak nie piszą literatury.
Język jest nie tylko narzędziem komunikacji ludzkiej, ale sposobem, w który człowiek zaznacza swoje istnienie we wszechświecie.
Język naturalnie zmienia się - ulega uproszczeniom, zapożycza elementy z innych języków, kurczy się, by później rozprężać, biegnie w wielu kierunkach, nagle zawraca, sięga do swoich korzeni, potem znów się specjalizuje. Język ma moc jednoczyć i dzielić. Dla nas, Polaków, był zwornikiem tożsamości, utrzymał polskość przy życiu, gdy nie było struktur państwowych.
Język ma swoją formę, treść, melodię. Podlega zasadom, które należy znać, zanim się je złamie. Ma moc, by rodzić pisarzy i poetów.

Od zawsze pisałam w głowie. Pierwszą książkę napisałam, tak realnie, w wieku 25 lat. To była słaba książka. Uznałam, że nie ma co pomnażać braków w świecie, tylko robić coś dobrze. A praca mnie lubi. Pracowałam dla prywatnego biznesu. Język i komunikacja były moimi narzędziami pracy. Później założyliśmy rodzinę.
Jednak myśl o pisaniu – pisaniu, nie byciu pisarzem czy pisarką, tylko o pisaniu – nigdy nie odpuściła. Dlatego moim mottem pisarskim są słowa amerykańskiego pisarza Williama Faulknera: „Nie bądź pisarzem, bądź pianiem”.
Postanowiłam podejść do sprawy metodycznie i postawiłam na maraton bardziej, niż bieg na setkę. Wzięłam się za czytanie dobrej literatury i swój warsztat pisarski.
Długo myślę, chodzę z pomysłem na fabułę. Tworzę zarys planu, który jest dla mnie drogowskazem. Oczytuję się w temacie i pokrewnych. Lubię boczne uliczki, nieoczywiste skojarzenia, motywy nawiązujące do kultury. Piszę. Moje teksty długo leżakują, a gdy dojrzeją, po autoredakcji, pokazuję je redaktorowi, z którym współpracuję.

Pierwsze teksty publikowałam na swoim fanpejdżu i blogu. Współpracuję z czasopismem „Bezkres”, publikowałam w ich almanachach i antologii oraz na kilku literackich portalach internetowych, m.in. w Biuletynie Literackim Wydawnictwa Anagram.
Pierwszy tomik wierszy jest po redakcji i zamierzam go niebawem wydać.
Debiut prozatorski - zbiór opowiadań pt. Ceremoniał pustyni ukazał się niedawno nakładem Wydawnictwa Oficynka.
Wróciłam do tych tekstów ostatnio, przy okazji redakcji wydawniczej. To ciekawe doświadczenie czytać tekst odleżakowany, odpępowiony od autora, gotowy na spotkanie z czytelnikiem.

Mam niezachwiane oparcie w najbliższych – mężu i Czterech Porach Roku – jak mówię o córkach. Jesteśmy zgranym zespołem. Budujemy i wzmacniamy nasze więzi rodzinne na co dzień i podczas wspólnych wyjazdów. To na emigracji szczególnie ważne dla nas i dzieci, by wiedziały skąd się wywodzą, mówiły i pisały po polsku, miały kontakt z polską kulturą. Szanujemy też naszą indywidualność, potrzebę autonomii, pasje.

Moja mama jest wspaniałym mecenasem kultury w swoim środowisku lokalnym. Siostra – malarka - idzie dawno wybraną przez siebie drogą artystyczną, a także wspiera innych twórców jako animator kultury. Siostrzenica gra w teatrze amatorskim.
Jestem szczęściarą – spotykam się ze zrozumieniem i wsparciem mojej rodziny.

Moje teksty publikowane na fanpejdżu i blogu przysparzają mi więcej czytelników i przyjaciół, niż wrogów. Czasem wzbudzały refleksje, pytania, innym razem opór. Dla autora najtrudniejsze jest jednak milczenie odbiorcy.
Z pierwszym merytorycznym spojrzeniem krytycznym spotkałam się na warsztatach pisarskich marki WarsztatPisarza.pl, w których brałam udział. I to mi dobrze zrobiło. Właściwie przybliżyło mnie do rozumienia procesu pisania, docenienia wiedzy i warsztatu pisarza. Poszerzyłam swoje kompetencje jako czytelnik. Zderzyłam się z wieloma, czasem skrajnymi, spojrzeniami na pisanie literatury.
Autor udostępniający swój tekst jest w jakimś sensie bezbronny, odsłonięty ze swoim rozumieniem świata, wrażliwością, skazany na spotkanie z nieznanym – odbiorem tekstu przez innych ludzi. Musi mieć na to w sobie zgodę. Dlatego powinien zrobić wszystko, co umie dla dobra tekstu.
Z drugiej strony – odkrycie prawdy, że nie ma jednej drogi, a jest moja ścieżka – okazała się dla mnie wyzwalająca.
Ciągle też mnie coś zatrzymuje w pisaniu – życie, praca, fakt, że długo chodzę z pomysłem, zanim siądę do pisania. Piszę powoli, niechronologicznie, czasem zaczynam kilka opowiadań w jednym przedziale czasowym. Zostawiam je niedokończone – często żeby uzyskać pewność, co chcę w danym tekście powiedzieć. Wracam i przerwy zawsze dobrze robią wydobyciu tego zamysłu. Jeśli do tego nie dojdę, zanim puszczę tekst w świat, doświadczam czegoś w rodzaju niepokoju.

Czytam najchętniej klasyków powieści, jak również autorów iberoamerykańskich oraz pochodzących z azjatyckiego kręgu kulturowego. Bliska jest mi literatura filozoficzna i historyczna, biografie.
Odkrywam literaturę współczesną – polską, skandynawską, francuską. Ostatnio powieści Michela Houellebecqa.

W poezji mam swój kanon ulubionych twórców, do których należą nieśmiertelni: Bolesław Leśmian, Halina Poświatowska, Zbigniew Herbert, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Josif Brodski, Rainer Maria Rilke i in.

Swoją pierwszą książkę napisałam podczas Covidu, nie doświadczywszy jej skutków w takim stopniu, jak na przykład Wy w Polsce. Norwegów i mieszkańców krajów skandynawskich charakteryzuje indywidualizm i potrzeba przestrzeni wokół siebie. Tu ludzie mieszkają głównie na wsiach, w małych miastach, za wyjątkiem kilkunastu dużych miast. Dystans jest naturalny, więc nie był takim szokiem. Maseczki nosiło się właściwie tylko w dużych miastach, w szczytowym okresie zakażeń. Przedsiębiorcy odczuwający konsekwencje Covidu, mogą liczyć na wsparcie państwa. Ograniczenia dotyczyły głównie życia społecznego i tu odczuwalne są konsekwencje. Norwegowie żyją w bliskim kontakcie z naturą od najmłodszych lat. Przez cały czas można było iść na spacer, a tak klarują się pomysły.

Czego Ci życzyć?
Zdrowego kręgosłupa i wiernych czytelników.
Dziękuję pięknie za rozmowę, Agnieszko.

Ja również, Olga, dziękuję za Twój udział w moim cyklu.



07 lipca 2022

[Patronat medialny] Miś i Czarodziejka - Aneta Lejwoda-Zielińska i Anna Mituła

 




Wydawnictwo OMNIBUS

Wcale się nie dziwię, że tytułowy bohater - miś Porzucek, zdobywa serca najmłodszych czytelników, bo moje zdobył już od pierwszych wersów, a młoda nie jestem.

Pierwsza część przygód porzuconego misia, który znalazł się w garderobie pani Ani i przez nią Anię zaadoptowany - "Z pamiętnika misia Porzucka" - zaciekawia nie tylko formą literacką, ale i przygodami tytułowego bohatera, dzięki którym opowieść ta zdecydowanie nabiera wymiaru edukacyjnego. Dzieci kochają Porzucka, Porzucek kocha dzieci i swoją nową opiekunkę, którą w kontynuacji opowieści określa Czarodziejką.

Porzucek zapragnie zostać pisarzem, co z kolei stanie się powodem do odbycia niezapomnianych przygód. I tak jak w części pierwszej, nie zabraknie tu wymiaru edukacyjnego, mnóstwa tematów i wątków, o których warto rozmawiać, wręcz dyskutować z dziećmi, i nieustannie przypominać o tym co w życiu ważne. Autorki poruszają tematy związane z naturą - ochroną i szacunkiem do jej przestrzeni. I gdzieś pomiędzy tematami typowo społecznymi, autorki uwrażliwiają czytelników, że każdy z nas jest inny, inaczej przeżywa, inaczej odczuwa emocje.

Opowieści Porzucka napisane z pasją, wielkim zaangażowaniem, erudycją w taki sposób, że czyta się je niezwykle płynnie i z zaciekawieniem. Pięknie i momentami wzruszająco. Od pierwszych wersów bowiem otrzymujemy opowieść angażującą młodszych czytelników nie tylko w wir intensywnych przygód, ale dzięki pierwszoosobowej narracji i przy użyciu słów, języka i pojmowania świata takiego samego, jakiego używają dzieci, otrzymujemy historie pełne emocji, oczekiwania w napięciu na to, co za chwilę się wydarzy, w jakim kierunku i co odkryje przed nami bohater. A ten, jak wiadomo, jest najlepszym przyjacielem wszystkich dzieci i Czarodziejki - pani Ani. Od tych istotnych relacji, dzięki myślom bohatera, jego barwnych i ekspresyjnych opisów doświadczeń i przeżyć, przechodzimy do refleksji, bo życie też takie bywa.

Bardzo polecam, zarówno młodszym, jak i starszym Czytelnikom!


SPRAWDŹ:

https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17096&oid=174264815

06 lipca 2022

[Patronat medialny] Nauczycielka z getta - Aneta Krasińska

 





Wydawnictwo JAGUAR


Znacie mój gust czytelniczy i nieco także mnie, wiecie zatem doskonale, że do literatury obozowej, wojennej podchodzę z dużą dozą zachowawczości i pewnymi wymaganiami. Cóż, przez lata wyostrzył mi się bardzo gust czytelniczy i umiejętnie dobieram lektury. Co wyróżnia książkę Anety na tle innych o podobnej tematyce? Autentyczność. Tutaj nie ma nic przerysowanego, emocje napinają się nam się do granic, a oczekiwanie na kolejne poruszane przez autorkę wątki fabuły stają się esencją, kwintesencją historii skonstruowanej w sposób jak najbardziej należyty. Uważam też, że o getcie łódzkim pisze się niewiele, a jego mroczna historia nie została w pełni ukazana jeszcze ani na katach opowieści obyczajowych z historią w tle, ani w filmie. No właśnie. Obok wysnutej opowieści o młodziutkiej, pełnej życia, marzeń i planów Laurze, której losy autorka wysnuła wokół głębokiego uczucia do Dawida, przemyka życie łódzkiego getta. Autorka niezwykle obrazowo, wręcz namacalnie ukazuje, jak ono funkcjonuje, jaką w ogóle pełniło ono funkcję.

Lura jest katoliczką, a jej wybranek Żydem, który dla ukochanej chce przyjąć chrzest. W chwili, kiedy młodzi snują wspólną przyszłość, wybucha wojna i napinają się nastroje społeczne. Kiedy narzeczony wraz z rodziną trafia za mury getta, dziewczyna podejmuje nie tylko ryzykowną, ale dramatyczną decyzję, by pojawić się u boku ukochanego. Przekreślając tym samym przeszłość, narażając najbliższych. Jest nauczycielką i pragnie w getcie kontynuować nauczanie. A obok tego codzienne troski, problemy, pragnienia, momenty zwątpienia i osobiste, intymne dramaty.

Jestem zdania, że nie przystoi nam rozliczać kogokolwiek za jego decyzje, szczególnie jeśli chodzi o bohatera fabularyzowanej opowieści. Gratuluję autorce pomysłu i wnikliwego, czujnego oka, które pozwoliło jej na stworzenie tej nieszablonowej historii. Płynnej narracji, wyrazistych bohaterów. Porywająca, intrygująca, nieoczywista, pełna wstrząsających scen. Z niecierpliwością czekam na kontynuację, mam też cichą nadzieję, że odpowiednie osoby docenią potencjał tej opowieści i zobaczymy ją na szklanych ekranach.

Bardzo Wam polecam!



https://gdziekupic.to/buybox.html?id=1811&oid=170553233

04 lipca 2022

[Patronat medialny] Ceremoniał pustyni - Olga Bartnik




Wydawnictwo Oficynka

Bardzo, a nawet niezwykle udany debiut Olgi Bartnik. Dwanaście opowiadań, dwanaście odmiennych spojrzeń bohaterów, problemów, tematów. Każda z tych opowieści porusza inną sferę relacji międzyludzkich, każdą też, autorka napisała intrygującą narracją - zapadają w pamięć, wnikają w skórę, długo nie pozwalają o sobie zapomnieć. Podobnie, jak bohaterowie, z których każdy jest niezwykle skonstruowanym indywiduum, jednostką wyrazistą, kontrastową. Należy także wspomnieć o klimacie. Mimo iż są to zaledwie krótkie formy wypowiedzi, autorce niesamowicie udało się uchwycić atmosferę nieoczywistości, niejednoznaczności, niedopowiedzeń, kumulujących się w postaciach emocji i refleksji. I gdzieś pomiędzy wersami wysuwają się pytania, które autorka zadaje nam, przykładając uwagę na nasze reakcje.

Ceremoniał pustyni Olgi Bartnik to kwintesencja dobrego stylu i języka literackiego. Każda z tych opowieści dotyka wciąż aktualnych problemów. Bartnik nie szuka jednak prostych rozwiązań czy skrótów w ich konceptach. Kreuje wyrazistych bohaterów, intymne światy przedstawione z użyciem chwytliwej narracji, która uczepia się nas niczym przypadkowo usłyszana melodia i towarzyszy nam w myślach długi czas. To z kolei pozwala nam na dogłębne współodczuwanie poszczególnych emocji i ważenie wątków. Polecam! Moje czytelnicze serce przyciągnęło je od pierwszych wersów!


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=1811&oid=175438540


29 czerwca 2022

[Patronat medialny] Ambitna Emilka - Zuzanna Arczyńska

 


Wydawnictwo Dlaczemu


Muszę przyznać, że dawno się tak nie ubawiłam. Emilka wymiata w całej okazałości. Komedia pomyłek, tragikomedia, kabaret, farsa? Trudno jednoznacznie określić gatunek powieści, ale to wcale nie jest ważne. Autorka dała niebywały popis pomysłowości, kreacji bardzo charakterystycznych postaci, no i mimo wszystko, uchwyciła bardzo autentycznie otaczającą nas za opłotkami rzeczywistość - taką swojską, znaną nam z codzienności, często zza ściany. Emilka to dziewczyna z ambicjami, traci pracę na dzień przed możliwością urzędowego przejścia na zasiłek. Od tego momentu rozpoczyna się bardzo, ale to bardzo ciekawa akcja, intensywnie się rozkręcając przy każdym rzuconym dialogu czy pomysłowości bohaterów. Postaci nakreślone przez autorkę nadają całego smaczku opowieści, bo owszem, główną bohaterką jest Emilka marząca o karierze youtuberki i gwiazdy disco polo w jednym, ale też poboczne postaci, jak jej ojciec, siostra, która porzuca dzieci i męża i pędzi za granicę, by wreszcie ułożyć swoje życie u boku młodego, przystojnego faceta, tworzą mozaikę świetnej opowieści. Lekka, z aktywną akcją, zapadającymi nam w pamięć postaciami, ale i wyjątkowo charakterystycznymi miejscami fabuły. Arczyńska bardzo ciekawie połączyła zawód Emilki z jej zdolnościami i marzeniami, daje też szansę swojej bohaterce, która ma szansę zmienić siebie, kiedy pozna pewnego Jerzego.

Bardzo Wam polecam! 


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=1811&oid=168612359

11 października 2017

[Przedpremierowo] „Przypadki Agaty W.” Sandra Borowiecka. Intrygująca, emocjonalna, różnobarwna, sugestywnie rozprawiająca się z traumami





Wydawnictwo Szpalta

Ilość stron: 235

Premiera niebawem


O twórczości autorki mogliście już poczytać na moim blogu. To osoba odważnie podejmująca nietypowe tematy, które nie da się jednoznacznie sklasyfikować. W książkach Sandry Borowieckiej akcja nadaje niezwykle aktywne tempo wszelkim poruszanym wątkom, nie dając odpoczynku bohaterom. A i ci odznaczają się dużą charyzmą, silną osobowością i charakterystyczną indywidualnością, jednym słowem – nie dają o sobie zapomnieć.


Nie inaczej jest w przypadku najnowszej pozycji autorki, która niebawem ujrzy światło księgarskich półek „Przypadki Agaty W.”. Jak nietrudno się domyśleć, bohaterką powieści jest młoda, silna i charakterystyczna wyglądem Agata, której los napisał trudny scenariusz. Poznajemy ją, kiedy bohaterka próbuje podjąć próbę samobójczą, ulegając ciężkiemu wypadkowi. Trafia do doktora Perdiaux. Podczas terapeutycznych rozmów, Agata otwiera się, wyznając drzemiące w jej sercu traumy z przeszłości. Wypadek miał ją uwolnić od wszelkich cieni z dawnych czasów, od powracających, odbijających się od ścian psychicznych i fizycznych urazów. Tymczasem, kiedy Agata za wszelką cenę chce odebrać sobie życie pojawia się tajemniczy mężczyzna z równie tajemniczą zagadką.


Autorka posłużyła się postacią Agaty, by bardziej unaocznić problem i zwrócić uwagę współczesnego czytelnika na wciąż trudny, zamiatany pod dywan temat molestowania seksualnego, gwałtu, czy przemocy. To tematy niechlubne, o których nie mówi się nawet w towarzystwie, nie podejmowane przez bliskich, tymczasem osoby ulegające takim procederom nie mają tak naprawdę do kogo się zwrócić po pierwszą pomoc. Przed kim się otworzyć, kiedy rzeczywistość jest naszpikowana fałszem i nie wiadomo komu zaufać? 


Bardzo autentycznie nakreślona Agata dzielnie broniąca się przed tym, co powraca do niej jak echo jeszcze bardziej uwiarygodnia problem i głównym temat powieści. Charyzma Agaty, jej cięty język, agresja słowna stają się wewnętrzną tarczą, ale nie na długo. Wszystko musi mieć przecież jakieś mądre wytłumaczenie. Borowiecka znakomicie oddała stan psychiczny swojej bohaterki, dodatkowo podsycany tłem i otoczeniem ludzi, którzy w pewnym momencie staną się jej obcy. Ona sama zaś im głębiej zacznie brnąć w ciemne zakamarki swojej świadomości, tym bardziej czuje się zagubiona. Narastające w kobiecie pytania nie tak łatwo i szybko przynoszą właściwe odpowiedzi. W takich chwilach najważniejsze jest wsparcie bliskich. 




Borowiecka zdecydowanie wyróżnia się stylem każdej ze swych powieści. Nie brakuje w niej ciętego języka, potoczności, charakterystycznej, silnej osobowości głównej bohaterki, napinającej nić czytelniczej ciekawości zdecydowanej akcji, fabuły skupiającej się na wątkach również pobocznych, niesamowicie ważnych, podkreślających emocjonalną więź z narracją. Trudno czytając trzymać nerwy i emocje na wodzy. Ważność i elementarność podjętych tematów pozwalają na głębszą refleksję. Porusza, wzrusza, momentami stawia do pionu.


Historia Agaty dowodzi, że traumy i trudna przeszłość potrafią wyrwać kawałek serca, odbijając się jak czkawka w dorosłym życiu. W „Przypadkach Agaty W.” Sandry Borowieckiej pod cienką warstwą ciętego języka, aktywnej akcji kryje się wewnętrzny dramat głównej bohaterki, drąc jej rozterki na kawałki. Autorka stawia przed czytelnikiem twarde pytania wcale nie oczekując konkretnych odpowiedzi. Buduje stopniowo nić napięcia, wzburza emocje i intryguje od pierwszych wersów sprawiając, że czyta się tę historię prawie na jednym wdechu. Gwarantuję, że długo o tej powieści nie zapomnicie.


Szczerze polecam!


Za możliwość zapoznania się przedpremierowo z tekstem, dziękuję autorce.

02 marca 2017

„Ziołowa magia. Ziołowe recepty dla duszy - ciała - urody” Skarlet i Albert :) Patronat medialny :)








Pozycję znajdziecie:



Skarlet i Alberta oraz ich niezwykle interesujące, rzadkie pozycje książkowe, których nie znajdziecie w żadnym klasycznym przewodniku turystycznym, gościłam na łamach swojego bloga już wcześniej. Dzisiaj przedstawiam Wam "Ziołową magię" w nowej szacie graficznej, z mnóstwem zdjęć i pachnących ziołami przepisów dla ciała i urody. Bo ziół używa się zarówno w kuchni, jak i w łazience w kosmetykach, jak maseczki, kremy, balsamy itp.

Czy można opóźnić proces starzenia się? Można i zioła mogą nam zdecydowanie w tym pomóc. Autorzy w swojej książce opisują nie tylko w sposób bezpośredni, jakie odpowiednie specyfiki dobrać do swoich potrzeb, podają nam mikstury w określonych proporcjach, ale przede wszystkim obrazowo opisują, podają rysunki, jak je zbierać, w jakim okresie suszyć, w jakich ilościach łączyć, itp., itd.

Przepisy dla ciała: maseczki na włosy, paznokcie, na problemy z cerą, czy skórą i wszystko z zastosowaniem oczywiście ziół.

Poza tym, książka ta łączy ze sobą nie tylko wiedzę, ale i wiarę w gusła, czyli tzw. białą i czarną magię. Co może dawać zaskakujące wyniki. Zapewniam, że wszystko jest tutaj w odpowiedniej dawce.


Pozycji z przyjemnością patronuję medialnie :)





A gdybyście mieli ochotę na Magiczne góry udajcie się do Księgarnia TaniaKsiazka.pl

Autorom będzie miło, jeśli dodacie opinię o książce. Każdy kto doda recenzję ma szansę wygrania 100 zł na zakupy (informacja ze strony księgarni) :)





Magiczne góry znajdziecie TU: