Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opinia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opinia. Pokaż wszystkie posty

20 lutego 2023

"Perfumy, attar i bahkur. Przewodnik po świecie arabskich wonności" Jolanta Mikołajczyk

 



„To, co łączy ziemię z niebem nie jest dymem, ale raczej tym, co podróżuje poprzez dym i pozostaje po zniknięciu dymu – jest to magia”.

I cała książka Joli Mikołajczyk jest niczym magiczna podróż szlakami zapachów. Wiele różnych książek otrzymuję do czytania, i tym chętniej piszę opinię o różnorodnościach, jakie się w nich znajdują. Nigdy bym nawet nie pomyślała, że taka niepozorna książeczka wypełniona jest niezwykłymi treściami. Osobiście przyznam, że sięgając po nią, mając wiele niepewności, czy zdoła mnie zadowolić czytelniczo, wywołała we mnie ogrom zdziwienia i emocji, które bardzo pozytywnie wpłynęły na mój sugestywny odbiór. Przede wszystkim odpowiedziałam sobie na dręczące mnie przed lekturą pytanie, że tak – można napisać ciekawą książkę o zapachach.

Komuś może się to wydawać banalne, absurdalne wręcz. Autorka jednak udowadnia, że zapachy w życiu każdego człowieka pełnią istotną/inną rolę. Zapachy są częścią nas, naszego otoczenia, świata, kultury. Zauroczyła mnie opowieściami o początkach zapachów, rolę jaką w kulturze pełnią zapachy – odpowiednio do obrzędów, z podziałem na życie codzienne, a także płeć, oraz tymi magicznymi fascynacjami – legendami, które przenikają się w światach. Te opowieści o szlaku kadzidlanym… Cóż, nie przypuszczałam, że mnie to aż tak ujmie.

Jola cofa się do czasów prehistorycznych, starożytnych, by skonfrontować je ze współczesnością i ukazać kontrasty w tworzeniu zapachów. Używa do tego płynnej narracji, przytacza słowa - cytuje inne osoby pokazując, że o zapachach można pisać w sposób wielowymiarowy. Znajdziecie tutaj również przepisy na wytworzenie perfum domowym sposobem oraz opisy i znaczenie poszczególnych składników. Odkryjecie sekrety arabskich wonności, które autorka odsłania przed Wami wraz z tajemnicami, które są wynikiem jej podróży, wędrówek po światach – eterycznym i ziemskim. Bardzo Wam polecam!


14 lutego 2023

"Tłumaczenie to najdokładniejsza lektura, jestem więc tylko nieco bardziej wnikliwą czytelniczką". Wywiad z Agnieszką Żuchowską-Arendt, tłumaczką m.in. powieści "Krajobraz z martwą babcią"

 

Kochani!
Wczoraj opublikowałam wywiad z Tomo Podstenškiem, autorem powieści Krajobraz z martwą babcią, Wydawnictwo Fundacja Duży Format, w przekładzie Agnieszki Żuchowskiej-Arendt. Dzisiaj zapraszam Was na wywiad z Agnieszką - o pracy m.in. przy przekładzie powieści Tomo.
Życzę Wam przyjemnych wrażeń! 

Zdjęcie do grafiki nadesłane przez Agnieszkę Żuchowską-Arendt



Agnieszka Krizel: Dzień dobry, Agnieszko. Przełożyłaś ze słoweńskiego książkę Tomo Podstenška Krajobraz z martwą babcią, która została wydana nakładem Fundacji Duży Format. Jestem ciekawa, jak trafiłaś na autora – na Jego książkę, na Fundację. Jak wyglądała ta droga?
Agnieszka Żuchowska-Arendt: W 2018 r. brałam udział w seminarium dla tłumaczy literatury słoweńskiej zorganizowanym przez słoweńską instytucję rządową dbającą o promocję literatury (Javna agencija za knjigo Republiki Słowenii; w skrócie: JAK) oraz Stowarzyszenie Słoweńskich Tłumaczy Literackich (Društvo slovenskih književnih prevajalcev). To był wspaniały czas wypełniony wspólnymi warsztatami z tłumaczami na inne języki pod opieką doświadczonej kadry, spotkaniami ze słoweńskimi pisarkami i pisarzami, ale również spacerami po Mariborze i Lublanie z fascynującymi opowieściami lokalnych przewodników, poznawaniem lokalnego kolorytu, przyrody i... kuchni! (Do dziś ciepło mi się robi na żołądku na wspomnienie prekmurskiej gibanicy i štruklji gryczanych).
Wszystko to wraz z przelotem do Lublany i z powrotem, wygodnym zakwaterowaniem w Lublanie i Mariborze oraz przejazdem pomiędzy oboma miastami zostało sfinansowane przez JAK.
Jedną z powieści, nad której fragmentem pracowaliśmy podczas seminarium była Papier, kamień, nożyce Tomo Podstenška. Ja zainteresowałam się jednak bardziej „martwą babcią” i zaproponowałam tę powieść wydawnictwu Fundacja Duży Format, z którym już wcześniej współpracowałam. Złożyliśmy wniosek do JAK i otrzymaliśmy dotację na tłumaczenie i publikację powieści.
Marzy mi się, abyśmy również w Polsce wybrali sobie wreszcie rząd świadomy patriotycznie, to znaczy taki, który w kwestii kultury inwestuje w rzeczy piękne i nieprzemijalne – a nie w szpetne pomniki papieża i ławeczki patriotyczne, które rozpadają się po pierwszym deszczu.

A. K.: Co dla Ciebie, jako tłumaczki, w przekładzie tej historii było najistotniejsze?
A. Ż.-A.: Tłumaczenie to najdokładniejsza lektura, jestem więc tylko nieco bardziej wnikliwą czytelniczką. Dla mnie najistotniejsze było, że ta historia opowiedziana jest nie tylko z ludzkiej i nie tylko z męskiej perspektywy; że oglądamy kawałek świata oczami starszych i młodszych, kobiet i mężczyzn, psa, kota, szczurzycy i... martwej babci. To bardzo cenne i potrzebne ćwiczenie empatii.

A. K.: W książce pojawiają się pewne zwroty, powiedzenia – takie typowo polskie, które znamy. Czy to ze względu na czytelnika polskiego?
A. Ż.-A.: Każdy przekład powstaje z myślą o czytelniku, dlatego powinien brzmieć dobrze i zrozumiale w języku docelowym. Tłumaczę wyłącznie z języków słowiańskich, więc jest mi łatwiej ze względu na bliższą wspólnotę językową, ale jeśli jakieś frazeologizmy użyte w oryginale nie występują w polszczyźnie, wówczas szukam jak najtrafniejszych odpowiedników. To normalna strategia.

A. K.: Pojawiają się w tekście także fragmenty z dialogami, które są „dialektami/gwarą” słoweńską? One dodają historii autentyczności, ale stanowią też pewien smaczek. Nie wiem czy użyłam prawidłowego określenia. Jak to wygląda od strony słoweńskiej, dlaczego to było takie ważne, by zostawić je właśnie w tej formie?
A. Ż.-A.: Z szacunku do tekstu i, autora, czytelników i... dla zabawy – bo to przyjemnie móc się sprawdzić w kolejnych wyzwaniach. Jeszcze przyjemniej usłyszeć od czytelniczek_ów słowa uznania. Choć oczywiście nie będę kłamać, że mam na koncie same spektakularne sukcesy, błędy zdarzają się przecież każdemu, to normalne.
W Słowenii występuje znacznie większe bogactwo dialektów niż w Polsce i są one dość zróżnicowane. I nigdy nie da się w tłumaczeniu zastąpić dialektu jednego języka dialektem innego, bo po prostu nie ma takiego przełożenia. Dlatego zawsze trzeba w takich sytuacjach tworzyć nowy dialekt – nieistniejący, ale przekonujący. Tak uczyniła m.in. Elżbieta Kwaśniewska tłumacząc powieść Dragoslava Mihailovicia „Wieniec Petrii” opublikowaną w mojej ukochanej serii „Biblioteka Jugosłowiańska” w Wydawnictwie Łódzkim (1979.). I tę samą strategię zastosowałam w przypadku powieści Podstenška. Aby wywołać u polskiego czytelnika odpowiednie asocjacje, skompilowałam cechy fonologiczne dialektu podhalańskiego (ponieważ bohaterowie mieszkają w górach) oraz śląskiego, bo dobrze komponowały się z licznymi germanizmami obecnymi w oryginale, które starałam się zachować w przekładzie z polską pisownią.



A. K.: Jak długo trwała Twoja praca nad tym przekładem?
A. Ż.-A.: Nie wiem. Praca artystyczna – taka jak pisanie czy tłumaczenie literatury nie jest u nas uznawana za pracę (zupełnie inaczej niż jest to regulowane np. w krajach b. Jugosławii). Dlatego nie prowadzę statystyk ani dzienników, nie mam na to czasu wśród wielu zajęć. A nad tłumaczeniem powieści, opowiadań i wierszy pracuję w tzw. wolnych chwilach, nad kilkoma utworami na raz i zapełniam szuflady propozycjami dla wydawnictw, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znajdzie się możliwość publikacji.

A. K.: Coś od siebie do czytelników:
A. Ż.-A.: Przede wszystkim cieszę się, że jesteście i dziękuję za to, że dzielicie moją literacką pasję. Dziękuję za to, że kupujecie i czytacie książki, co nie jest wcale łatwe w kapitalizmie i po odbyciu edukacji w polskim systemie (opartym na pruskich wzorcach z początku XIX w.), który raczej zniechęca do czytania i odstrasza przed samodzielną refleksją. Trzymajcie się dzielnie!


____________
Ode mnie (MOTYL literacki):
DZIĘKUJĘ za rozmowę, zarówno autorowi, jak i Tobie, Agnieszko – Dobry Duchu. Za to, że byłaś pośrednikiem między mną a autorem, oraz za to, że zgodziłaś się na wywiad. Wiem, że często tłumacze książek są pomijani w opiniach, recenzjach. Prawda jest taka, że odbiór tekstu zależy właśnie od dobrego przekładu. Gdyby tak dobrze nie czytało by mi się Krajobrazu z martwą babcią pewnie nie zwróciłabym na książkę uwagi. 
I DZIĘKUJĘ za Twoją pracę, jaką włożyłaś w tłumaczenie wywiadu Tomo.


16 stycznia 2023

„Czerwony kalendarz” Sylwia Markiewicz

 


Wydawnictwo Oficynka


Nie, nie jest to książka ani o, ani dla sfrustrowanych gospodyń domowych, bowiem, zależnie od momentu w życiu, w jakim się właśnie znajdujesz, znajdziesz w tej historii coś, co połączy Cię z główną bohaterką, Amelią. Autorka bardzo ciekawie połączyła wartką akcję, która nie pozwala ani bohaterce na monotonię, ani nam, wraz z pomysłem na losy bohaterki, która zmęczona rolą przykładnej żony, pewnego dnia pod pretekstem wyjazdu do ciotki, ucieka wraz z synkiem od męża. Amelia chce wreszcie posłuchać siebie, swoich pragnień, uczuć i poznać smak innego, odrzuconego ze schematu życia. Kobieta prawie wszystko przemyślała, zaplanowała, ale nieprzewidywalność losu powoduje, że plan ulega generalnym zmianom.

Autorka zadbała o emocje i napięcie, które udziela się nam podczas czytania. Momentami byłam bardzo ciekawa rozwoju kilku podjętych wątków. Po perypetiach związanych z mieszkaniem, Amelia trafia do trzech bardzo ciekawych dziewczyn, które z czasem okazały jej wiele wsparcia, zrozumienia i pomocy. Wkrótce kobieta podejmuje swoją pierwszą pracę, co także nie obywa się bez potknięć, nie poprzestając na nauce. Po pewnym czasie wpada na pomysł praktyk w biurze rachunkowym i wtedy poznaje pewnego tajemniczego przystojniaka, który ujmuje ją bezinteresownością w temacie pomocy jednemu z domów dziecka, Amelia odkryje swoje uśpione uczucia.

Historia, mógłby ktoś powiedzieć, jakich wiele. Nic bardziej mylnego. Psychologiczne aspekty w warstwach fabuły sprawiają, że niejedna kobieta utożsami się bohaterką książki, a przynajmniej będzie w stanie zrozumieć jej decyzję. Może faktycznie za mało tu męża Amelii, ale tylko w perspektywie zachodzących w nim zmian, za mało jego perspektywy. Niemniej, powieść polecam!



10 stycznia 2023

„Kryminałek” Maciej Lasota

 




Wydawnictwo Papierowy Motyl Marika Krajniewska


Jeśli nastawicie się na soczysty kryminał, w którym trup ściele gęsto, to możecie się rozczarować, bowiem to, jak sam tytuł wskazuje, kryminałek. W tej niewielkiej objętościowo książce jest mnóstwo przestrzeni na domysły, refleksje. Autor zaskakuje nas na niemal każdym kroku – kreacją bohaterów, sugestywnym językiem narracji, ale i nieźle nakreśloną intrygą, w którą zostajemy opleceni od samego początku, a aura tajemniczości i zagadkowości towarzyszy nam przez cały czas czytania. No i dystans, dobry humor, trochę takie przejrzenie się w krzywym zwierciadle, bo chociaż kryminałek ma zabarwienie czarno-białe, a jego bohater ma za sobą lata świetności i komuś zależy na jego zniknięciu, ale Maciek nigdy się nie poddaje, to w gruncie rzeczy dobry człowiek, siła dedukcji i spokoju.

Uwagę już przykuwa bardzo nastrojowa okładka – taka w duchu minionych lat, retro opowieść, która idealnie oddaje treść książki, a każdy bohater, z którym Maciek ma styczność i który jest bohaterem drugoplanowym, pojawia się w osobnym rozdziale, graficznie wyodrębnionym.

Nastawcie się na dużą dawkę humoru, a całość wybrzmiewa bardzo refleksyjnie, bo między wersami lekkiego kryminaliku autor porusza ważne tematy, również z aspektem społecznym, bardziej jednak indywidualnym. To taki rodzaj naszego ludzkiego katharsis, zwrócenie uwagi na to, co w życiu ważne, istotne – dla nas jednostek, indywiduum.

Bardzo Wam polecam!


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=184194435

05 stycznia 2023

„Tylko jedna chwila” Sylwia Markiewicz

 


Wydawnictwo PASCAL


„Sprawy siostry już na zawsze pozostaną częścią jej życia”.


Zapewne większość z Was już zna twórczość autorki. Ja po lekturze „Tylko jednej chwili” nie mogłam odmówić sobie przyjemności i nie zapoznać się z jej debiutancką książką „Czerwony kalendarz”. W jednym i drugim przypadku jest o czym dyskutować, bowiem w tych niepozornych okładkach, kryje się mnóstwo emocji, refleksji, trudnych tematów, dylematów, ale i tajemnic.

„Tylko jedna chwila” to opowieść o tym, jak śmierć najbliższej osoby potrafi zmienić rzeczywistość tych, którzy muszą się mierzyć z bólem i tęsknotą utraty, ale też odsłania mroczne tajemnice i prawdę o tej, która odeszła. Joanna mieszka z matką. Jej siostra Aleksandra - z mężem i córeczką - w Warszawie. Kiedy Aleksandra ulega śmiertelnemu wypadkowi, a szwagier pojawia się z siostrzenicą prosząc szwagierkę o opiekę nad dzieckiem, nie wróży to niczego dobrego, bo jak się potem okaże, Joanna będzie zmuszona rozwikłać tajemnice zmarłej siostry, zamknąć jej niedokończone sprawy, i jak się okaże siostra wcale nie była tak idealna, jakie po sobie zostawiła wspomnienia. Będzie refleksyjnie, emocjonalnie, intensywnie, ale i niebezpiecznie. Tuż obok Joanny i jej rzeczywistości, autorka zgłębia się też na przeszłości Danuty – matki dziewczyn, pełne niespełnionych ambicji, pretensji i żalu do losu, że nie ta córka zginęła. To było chyba najbardziej przykre. A do tego odsłaniają się dawne uczucia Joanny, kiedy tuż za płotem pojawia się dawna miłość.

Przyznam, że jestem bardzo mile zaskoczona pomysłem na fabułę, płynnością narracji i kreacją bohaterów. Autorka nie pozostawia swoich bohaterek tak samych sobie. Danucie pozwoli na ożywienie w stuporze codziennej stagnacji. A Joannie na powiew dawnych emocji. Porusza przy tym drażliwe, ważne kwestie i podświadomie stawia pytania, na które każdy z nas odpowie sobie w swoich myślach.

A w czwartek, 12 stycznia od 18.00 zapraszam Was na spotkanie online z autorką, z którą porozmawiam nie tylko o jej książkach.

A „Tylko jedną chwilę” polecam Wam bardzo!


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=180408457


04 stycznia 2023

[Patronat medialny] „Odmrożona nadzieja” Mira Białkowska

 


Wydawnictwo Literackie Białe Pióro


Cieszę się za każdym razem, kiedy mam okazję, ale i przyjemność, patronować medialnie i tym samym opowiadać Wam o książkach Miry, które cechuje zarówno dystans, dobry humor, ale i refleksje w poruszaniu ważnych kwestii tematów trudnych, ale potrzebnych przypomnienia. Nie inaczej jest i tym razem. Główna bohaterka powieści – Cecylia, jest nauczycielką. Niedawno wykryto u niej raka piersi, czym dzieli się w swojej książce, w której nie tylko opisuje emocje, jakie towarzyszyły jej w trakcie leczenia, ale też wątpliwości, pytania, chwile, o których nie chce się pamiętać. W trakcie Poznańskich Targów Książki zostaje określona autorką lekkiej i niosącej nadzieję książki. Taka jest właśnie Cecylia. Bohaterka niezwykle autentyczna, bliska nam, która idealnie wpisuje się w portret kobiety – sąsiadki.

W mieszkaniu obok mieszkania Cecylii trwa głośny remont. Jak się okaże, remont ten uruchomi lawinę niespodziewanych zdarzeń. Na drodze Cecylii pojawi się Iwo, a co za tym idzie – przeszłość, którą odkrywać po kawałeczku będzie sympatyczna pani Halinka, odwiedzana przez Cecylię. Ech… Świetnie scharakteryzowana postać starszej, mądrej, przyjaznej sercu i ludziom, pani. Mieć taką babcię – marzenie. Gdzieś w trakcie płynącej fabuły, z racji zawodu głównej bohaterki, zostajemy niemal naocznymi świadkami patologii rodziny Popiołków.

Po raz kolejny autorka zadbała, byśmy otrzymali lekturę wcale nie taką oczywistą, a wielowymiarową. Mira nie boi się trudnych tematów, co więcej, udowadnia, że można je znakomicie połączyć z lekkim językiem narracji, świetnie scharakteryzowanymi postaciami, psychologicznymi portretami każdego z nich, ich życiorysami pełnymi zawirowań.

I jak to u Miry – są fraszki, emocje, refleksje – wciąga, porusza serca. Jest też dodatkowy ukłon w stronę czytelników – duża czcionka.

Bardzo Wam POLECAM!



https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=185400886


16 listopada 2022

„Ocalona z Auschwitz. Pójdę za Tobą na koniec świata” Nina Majewska-Brown

 



Świat Książki


„Jak śmierć zagląda w oczy, to człowiek ze strachu głupieje”.


Znam już pióro autorki, to nie jest moje pierwsze spotkanie z jej twórczością i po raz kolejny jestem pełna podziwu dla wnikliwości i kunsztu autorki, która udowadnia, że opowieści oparte na faktach autentycznych są po prostu tym gatunkiem, w którym twórczo czuje się doskonale. Widać też ogrom pracy reportażowej – zgromadzenia informacji, na podstawie których wysnuła tę niezwykle refleksyjną i emocjonalną historię.

Nie jest odkryciem, że za pomoc zbiegłym z obozu, w czasie drugiej wojny światowej, groziła śmierć. Ale autorka nie skupiła się tylko na samej postawie rodziny Kuligów, znakomicie nakreśliła także kontrastową postawę psychologiczną Jana Nowaczka, uciekiniera z obozu Auschwitz. Zaledwie osiem kilometrów od obozu, w maleńkiej wsi, mieszkają Kuligowie – Franciszka i Wawrzyniec, do których dociera Jan Nowaczek. Kuligowie pomagają zbiegowi, jednak w przypływie strachu i emocji, nie zdają sobie sprawy, jak srogą karę poniosą za tę pomoc. Nowaczek zdradza Kuligów esesmanom, wskazując na winowajczynię Franciszkę, która, w owym czasie, była w dziewiątym miesiącu ciąży. Tak kobieta trafia do obozu. Wawrzyniec poszukiwany przez esesmanów wie, że tylko dając się schwytać, uratuje żonę. Historia chwytająca za serce, bo między wersami zadaje nam ważne i trudne pytania, ale też temat do szerszej dyskusji. Na ile człowiek jest lojalny wobec osoby, którą kocha i czy jest w stanie poświęcić się dla niej?

Historię Franciszki i Wawrzyńca dopełniają wywiady – autentyczne historie – spowiedzi tych, którzy przeżyli i byli świadkami fałszywej postawy Nowaczka, jak się zresztą okazuje, któremu pomogły także inne rodziny, osoby, i których także wydał.

Przyznaję, że wiele emocji i refleksji kłębi się w myślach o postawie obu, tak naprawdę, bohaterów tej opowieści, bo to postawy pełne kontrastów i skrajności. Wawrzyniec, by ratować żonę i nienarodzone dziecko daje się w szpony oprawcy, a Nowaczek, by chronić swój egoizm wydaje wszystkich na pewną śmierć.

Potworności i dramatu wojny nie da się wymazać. Ludzie gotowi byli zarówno na poświęcenia, heroizm, jak i skrajności wychodzące ponad normy moralności. Autorka pokazuje to w pełnej krasie, zarówno w warstwie fabularnej, jak i reportażowej. Przejmujące są te opowieści, ale czyta się je z nieukrywaną przyjemnością, bo język ich narracji płynnie przebiega przez naszą świadomość. Ta książka zostanie z Wami na bardzo długo. Polecam, bardzo!


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=184222765



10 listopada 2022

„Wiatrom powierzone” Laura Imai Messina

 


Wydawnictwo Sonia Draga

To jest historia, która od pierwszych wersów zahacza nasze serce lekkością i płynnością języka narracji, ale też plastycznością nakreślonych sytuacji, które autorka oparła na kanwie autentycznych wydarzeń z 11 marca 2011 roku, kiedy to w północno-wschodniej Japonii miało miejsce trzęsienie ziemi, a fala tsunami uszkodziła elektrownię atomową w Fukushimie, porywając mnóstwo istnień ludzkich, zginęło wówczas prawie 16 tysięcy osób.

Swą opowieść autorka podzieliła na dwie części. Pierwsza część poświęcona jest życiu dwóch bohaterów, w momencie kiedy Yui przyjeżdża do Bell Gardii, by zabezpieczyć budkę telefoniczną, stojącą pośrodku ogrodu przed tajfunem, którego niszczycielska siła zaczyna się wzmagać. Ale telefon w budce jest nie podłączony, od pamiętnego 11 marca, stoi tam symbolicznie, jako kontakt żywych z umarłymi – niesie ich słowa wraz z wiatrem. Yui traci w fali tsunami matkę i córeczkę. Jak się okazuje, córeczkę, którą trudno było jej pokochać od chwili narodzin. Jest dziennikarką radiową i kiedy dowiaduje się o tym symbolicznym miejscu, postanawia wyruszyć w drogę, by się przekonać, jaka jest siła jego symboliki. Na szlaku do Wietrznego Telefonu poznaje młodego lekarza, który co prawda w fali tsunami nie stracił nikogo bliskiego, ale niedawno zmarła mu chora żona, teraz samotnie wychowuje kilkuletnią córeczkę, która z kolei od chwili śmierci matki zamknęła się w sobie.

W drugiej części Yui z narażeniem życia staje w obronie Wietrznego Telefonu przed niszczycielską siłą tajfunu. Czy jej się to uda? To także część poświęcona zacieśnianiu relacji między bohaterami. Będzie zaskakująco, dojmująco, emocjonalnie, bo Yui zaczyna wewnętrzną walkę samej ze sobą, zaczyna gryźć się z wyrzutami sumienia, błędnymi wnioskami, osądami.

Tych dwoje nie zdaje sobie sprawy, że wnikając maleńkimi kroczkami wzajemnie w swoje życie, po kilku latach zadomowi się w nim na dobre. Ale nie spodziewajcie się ckliwej historii, wydumanej z podtekstów czy spojrzeń. To jest zupełnie inna opowieść. Taka, przy której chcecie sobie popłakać, zreflektować się, przeanalizować emocje, czy sytuacje. To opowieść bez chaosu codzienności, skupiająca uwagę na wartościach życia, niuansach wysupłanych z drobinek dnia, pokazująca, jak osobiste tragedie i dramaty wpływają na nasz charakter, ile jesteśmy w stanie udźwignąć bólu i tęsknoty, by kroczyć dalej, ale i otworzyć się na nowe.

Bardzo Wam tę książkę polecam. Jest w zupełnie innej tonacji, zwraca uwagę na odmienne priorytety, skupia się na egzystencjalizmie.


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=153310281


27 października 2022

[Audiobook] „Łąka umarłych” Marcin Pilis

 



Czyta: Jacek Dragun

Kiedy słuchałam audiobooka „Łąki umarłych” i napisałam post na Facebooku, pod jak wielkim wrażeniem jestem tej historii, w komentarzach pojawiły się głosy: sięgnij po „Ciszę w Pogrance”. A jakże! Sięgnęłam, też odsłuchałam i faktycznie, „Cisza...” wbija w fotel. Ale dzisiaj o „Łące umarłych”.

Autor porusza ważny, trudny temat – skomplikowanych relacji polsko – żydowskich w czasach drugiej wojny światowej. To też prawdziwa, szczera, pozbawiona fałszu lekcja historii, bo właśnie dzięki tej fabularyzowanej opowieści dowiedziałam się o tych jakże trudnych i dramatycznych wydarzeniach, które rozegrały się w Wielkich Lipach. Dodatkowo autor historię tego miejsca ujmuje za pomocą trzech ram czasowych, z perspektywy trójki bohaterów. W tej całej opowieści zarówno przestrzeń czasu, jak i miejsca stanowią istotę tragizmu i dramatu mieszkańców niewielkiej miejscowości. W chwili zagrożenia ludzie są zdolni do potwornych zbrodni. By ratować siebie i swoich najbliższych potrafią wydać najlepszego przyjaciela, najbliższych sąsiadów. Wydawałoby się, że po wojnie, kiedy nastał względny spokój, wyrzuty sumienia są tymi, które nie drążą poczucie winy, jak woda, która drąży skałę.

Niesamowicie autentycznie nakreślone wydarzenia, jakie miały miejsce w czasie wojny, tajemniczy pamiętnik ojca głównego bohatera, próby odkrycia prawdy, próby zrozumienia tego, co się stało, bezwzględny system funkcjonujący także w podświadomości tych, którzy przetrwali oraz emocje – gęste, rozedrgane, które stawiają przed nami jeszcze mnóstwo pytań i refleksji. Jestem pod wielkim wyobrażeniem stylu i płynności narracji, kreacji bohaterów, ale też wnikliwości i tytanicznej pracy, jaką autor wykonał, byśmy otrzymali tak realistycznie oddaną historię, z której raczej dumni nie jesteśmy. Jednak i tu należy sobie postawić pytanie – czy mamy prawo kogokolwiek osądzać?

Na uwagę zasługuje również wspaniała, iście mistrzowska interpretacja Jacka Draguna. Słucha się z nieukrywanym zainteresowaniem. Akcenty, plastyka barwy głosu – wszystko tak, jak się należy!

Bardzo Wam polecam!


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=2705965

26 października 2022

Wizytówka autorska. Sylwia Markiewicz

 


Nazywam się Sylwia Markiewicz, mieszkam w Częstochowie Z wykształcenia jestem inżynierem i technologiem żywienia, prywatnie żona i mama 9- letniej córki. Cieszą mnie drobne przyjemności, kwitnący kwiat, ciepły promień słońca w pochmurny dzień czy kawa wypita w spokoju gorąca, a nie zimna, bo czasu brak. Te małe rzeczy są dla mnie ogromnie ważne, by nawet najgorszy dzień minął z uśmiechem.

Gdy nie piszę, to czytam, gdzieś w szafkach są też pochowane robótki ręczne, do których w wolnej chwili powracam. Uwielbiam spędzać czas na łonie natury, a weekendowe prace w ogrodzie dodają mi energii na cały tydzień. Lubię żużel, Częstochowa ma świetną drużynę, a emocje, które towarzyszą mi na stadionie w niedzielne popołudnie, są niezapomniane.

Co czytam?

Czytałam wiele publikacji, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie, a sposób pisania autorów po prostu wprawiał mnie w zachwyt.

Uwielbiam książki Davida Morrella, Roberta Ludluma, bo ekscytujący świat dobrze wyszkolonych agentów bardzo mi odpowiada. Wychowałam się na powieściach Katarzyny Grocholi, której poczucie humoru daje mi uśmiech na cały dzień, a lekkość pisania sprawia, że doskonale odpoczywam i delektuję się każdą stroną. A ostatnio odkryta przeze mnie Carla Montero skradła moje serce, bo jej opisy przyrody i otoczenia są tak rzeczywiste, że czułam zapach kwiatów i smak podawanych potraw.

Obecnie omijam tylko krwawe morderstwa i drastyczne sceny, bo muszę oczy zamykać, by nie śniły mi się po nocach. Nie bronię się przed żadnym gatunkiem literackim, bo może się okazać dla mnie przyjemnym zaskoczeniem. Uważam, że każda książka jest wartościowa, tylko musi trafić do odpowiedniego czytelnika.

Jestem autorką dwóch powieści obyczajowych „Czerwony kalendarz” oraz wrześniowej premiery „Tylko jedna chwila”.



Bardzo różne publikacje poruszają odmienne tematy. Pierwszą książkę pisałam lekko bez żadnych oczekiwań, bo przecież miała być tylko do szuflady. Drugą, już z rozmysłem wybrałam temat, wyszukałam potrzebne informacje, szczegółowo, z przyjemnością tworzyłam bohaterki. Starłam się, by były dopracowane, a ich cechy naturalne. Nieprzypadkowo obarczyłam je problemami, takimi, by każdy wyniósł z nich coś dla siebie. Lubię, gdy historia wciąga, a fabuła niesie niespodzianki dla czytelnika.

Wiele trudnych tematów poruszyłam w „Tylko jednej chwili” - alkoholizm, depresja, niełatwa miłość siostrzana, niespełnione marzenia, samotność osób starszych. Dylemat młodych, jak pogodzić opiekę nad rodzicami z własnym życiem oraz jak ogromny wpływ mają na nas bliscy, czy nie jest on przypadkiem toksyczny? Książka została wyróżniona decyzją jury w plebiscycie serwisu Garnice.pl na „Najlepszą książkę na jesień” w kategorii powieść obyczajowa.

Moim marzeniem było, by oddać ją w ręce czytelników, kobiet, by choć jednej osobie dała nadzieję, bodziec do zmiany, zrozumienia odmienności bliskich lub odwagi, by zmierzyć się z własnymi zmartwieniami.

Dlaczego piszę?

Pragnę poprzez fabułę nieść przesłanie, jakąś prawdę życiową, wiarę w lepsze jutro. Nie oceniam a pokazuję, nie krytykuję a próbuję zrozumieć podłoże problemu. Nasze postępowanie nie bierze się znikąd, wpływa na nie dzieciństwo, przeszłość, teraźniejszość i otoczenie. Mamy prawo żyć po swojemu i nie ulegać wpływom tak zwanych „życzliwych” ludzi, którzy zawsze wiedzą lepiej, co jest dla nas dobre.

Moim marzeniem jest, by choć jedna osoba po przeczytaniu, zmieniła swoje nastawienie do problemu, znalazła w sobie pasję lub radość z dnia codziennego, co ciągle będę chciała pokazywać w moich powieściach. Wierzę, że książki mają moc, że poprzez bohaterów mogę pomóc czytelnikowi wyciągnąć wnioski z własnego życia i uczynić, by rozterki i problemy łatwej było rozwiązać.

Moje socjal media:

FB - https://www.facebook.com/SylwiaM.autorka

Instagram - https://www.instagram.com/sylwiamarkiewicz.autorka/?hl=pl





25 października 2022

[Patronat medialny] „Zakątek Matyldy” Magdalena Ludwiczak

 



Wydawnictwo Literackie Białe Pióro

Magda Ludwiczak to autorka ośmiu powieści dla dorosłych i sześciu dla dzieci. Piękny dorobek. Po raz kolejny autorka dotyka ważnych, trudnych tematów, z którymi spotykamy się na co dzień, a może których przychodzi nam doświadczać. Robi to za pomocą płynnej narracji i języka. Dwoje bohaterów spotyka się na życiowym zakręcie.

Matylda jest młoda, ambitna, pracuje w dużej korporacyjnej firmie, ma szansę na awans. Tymczasem dziewczyna podejmuje decyzję zupełnie odmienną od wizji, jaką ma jej matka. Kupuje zaniedbane gospodarstwo w maleńkiej, malowniczej wsi i spełnia swoje marzenia, zajmuje się renowacją mebli. Tuż obok żyje Marcin, przez mieszkańców wsi stygmatyzowany za podejrzenie zabójstwa żony, której ciała przez cztery lata nie odnaleziono. Marcin wychowuje córeczkę i próbuje normalnie żyć. Los bohaterom zgotuje wiele niespodzianek, wiele chwil, w których górę wezmą emocje, ale też intencje osób obserwujących ich z boku. Nie da się też ukryć, że między tym dwojgiem zawiąże się nić głębokiej relacji.

Autorka bardzo charakterystycznie nakreśliła nie tylko sylwetki samych bohaterów, ale też środowisko – świat przedstawiony, w którym funkcjonują. Wieś ma swoje uroki, rytm dnia ściśle związany z porami roku, ale i mentalnością ludzi w niej mieszkających. Wieś to schematy, które funkcjonują na co dzień, jak również bardzo osobliwe postaci, które tutaj znajdziecie także. Autorka niezwykle realnie oddała relacje międzyludzkie, emocje, refleksje, oraz osobliwe zakończenie, po raz kolejny odsłaniające tajemnice miejsc, w których dzieje się akcja opowieści.

Bardzo Wam polecam!