Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawarozmowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawarozmowa. Pokaż wszystkie posty

09 maja 2023

"Misja to droga, która uświadamia moim bohaterom, że często wypowiedziane nieświadomie słowo, staje się narzędziem czy motywem późniejszego postępowania". Wywiad z Moniką Nowacką

 

Całkiem niedawno na rynku wydawniczym ukazała się trzecia w dorobku książka Moniki Nowackiej MISJA. Trzymający w napięciu thriller psychologiczny. Dzisiaj zapraszam Was na wywiad z autorką.





A.K. Dzień dobry, Moniko. Niedawno taką mniej oficjalną premierę miała Twoja trzecia książka MISJA. Jak z perspektywy czasu patrzysz na swoją twórczość?

M.N. Każda kolejna książka, którą zaczynam tworzyć, jest dla mnie jak egzamin - czy potrafię pisać. Koncentruję się na konstrukcji utworu, na przeżyciach kreowanych bohaterów, czy na rozszerzeniu wątków tematycznych odpowiedzialnych za spójną i interesującą historię. To ważne, bowiem czytelnik powinien uczestniczyć w wydarzeniach, integrować się z postaciami, tęsknić za nimi.
Na początku pisałam dla samej siebie. Wyrzucałam skumulowane przeżycia, obserwacje, czy emocje. Później zależało mi, by podzielić się wewnętrznymi refleksjami.
Moje wcześniejsze książki: W poszukiwaniu siebie, czy Inkubator tworzą nurt literatury kobiecej. Opowiadają o kobietach, ich pragnieniach, tęsknocie za miłością, bądź macierzyństwem, które ofiarowuje kobiecie wewnętrzne spełnienie.
Ostatnia książka Misja była dla mnie pewnego rodzaju eksperymentem. Wcześniej, zarzekałam się, że nie napiszę nigdy kryminału, bądź thrillera. Teraz już wiem, że potrafię, z czego bardzo się cieszę. Pozwoliłam sobie także na gorące sceny erotyczne, po to, aby ukazać różnorodność cielesnych doznań. Misja to nie tylko narzucone wyzwania, lecz przede wszystkim walka z prześladującą przeszłością, własnymi słabościami, gotowość przeobrażenia, aby stać się zupełnie kimś innym. Czy moim bohaterom uda się ta transformacja? Czy będą w ogóle na nią gotowi?


A.K. To trzecia książka w Twoim dorobku twórczym. Skąd pomysł na MISJĘ?

M.N. Mój znajomy, człowiek bardzo spokojny, opowiedział mi o swoich problemach, namawiając mnie jednocześnie, abym napisała kryminał. Broniłam się strasznie, Aż pewnego dnia, w głowie, pojawił się zarys powieści. Powiedziałam wtedy do znajomego: „Nie martw się, uśmierciłam ją! Teraz możesz już spokojnie zamknąć przeszłość! Bądź wolny i szczęśliwy!”
Wykorzystałam pewne wątki z jego biografii, reszta to nieprzewidywalna fantazja i kobieca intuicja.


A.K. Plik roboczy MISJI kategoryzował powieść jako kryminał, ale po głębszej analizie tekstu stwierdziłam, że bliżej mu do thrillera. Skupiasz się na budowie duchowej, psychice swoich bohaterów. Czytelnik jest w ich myślach, emocjach, które są wręcz namacalne. A piszesz z perspektywy kobiety i mężczyzny. Z której pisało Ci się lżej, łatwiej? Wydawałoby się, że będąc kobietą, ta kobieca perspektywa jest Ci bliższa.

M.N. Odkąd pamiętam, zawsze potrafiłam opisywać kobiece charaktery. Z przyjemnością wdrażam się w niewieścią psychikę, rozdrabniam na kawałki poszczególne cechy osobowości, aby wydobyć wyrazisty obraz postaci. Dokonuję analizy, poszukując odpowiedzi, co wpłynęło, na kształtowanie danej postawy. W Misji dodatkowo stworzyłam postać mężczyzny. Losy dwóch głównych bohaterów przeplatają się równolegle, ukazując podobny bagaż ich doświadczeń. Najciekawsze było dla mnie, że po raz kolejny przekonałam się, jaki wpływ ma środowisko, w którym żyjemy, jak odgrywa ono znaczącą rolę w kształtowaniu naszej osobowości. Nie oznacza to jednak, że czym silniejsza osobowość tym ma łatwiej. Z pozoru prawdziwe oblicze, często podświadomie, jest kreowane fantazją, w rzeczywistości nie potrafimy stwierdzić, czy jesteśmy tacy naprawdę. Przecież każda nowa sytuacja, wydarzenie, czy relacja społeczna wywołują w nas nieprzewidywalne odczucia, słowa sędzi Łabędzkiej, że „w każdym człowieku ukryte są cechy mordercy” zdają się potwierdzać to przesłanie.
Etap transformacji wewnętrznej jest w ciągłym ruchu, chodzi tylko o to, czy po pewnym czasie dojdziemy do wniosku, że jesteśmy bezsilni wobec zmian, i wciąż jesteśmy tacy, jacy byliśmy wcześniej. Nie miałam żadnych problemów w tworzeniu zarysu obrazu męskiej postaci, może dlatego że identycznie analizowałam ją na równi z kobiecą.



A.K. W powieści wysyłasz swojego bohatera na pewną misję do Ukrainy. Takie myśli mi po głowie w trakcie czytania przychodziły: czy uważasz, że dosyć śmiałe tezy, jakie głosi Emil o Ukrainie, jej historii i polityce, są śmiałe i odważne w tym trudnym dla nas wszystkich czasie?

M.N. W utworze niemal każdy z bohaterów (ci drugoplanowi podobnie) ma do spełnienia ważną misję. Nie tylko skazany za morderstwo mężczyzna, ale także sędzia, która nie jest do końca przekonana o postępku oskarżonego, wygłasza obciążający wyrok.
Misja to droga, która uświadamia moim bohaterom, że często wypowiedziane nieświadomie słowo, staje się narzędziem czy motywem późniejszego postępowania. Dla sędzi Łabędzkiej przekleństwem, które nie może zakończyć się dobrze.
Mocny thriller psychologiczny z kontynuacją poszukiwań prawdy o sobie!
Książkę ukończyłam pisać tydzień przed wybuchem wojny w Ukrainie. Niespodziewane realia zmusiły mnie do dokonania zmian w tekście. Pilnowałam, aby nie powstał dramat wojenny. Drugi główny bohater utworu niespodziewanie trafia na Ukrainę i nie chce brać udziału w tragicznych wydarzeniach. Jest jak najbardziej neutralny. Oczywiście integruje się z cierpieniem, lecz to nie jego wojna! Zależy mu, by jak najszybciej wrócić do kraju, lecz nie może bowiem jest poszukiwany. Powrót będzie możliwy dopiero po wykonaniu pewnego zadania. Czy powróci jako ktoś zupełnie inny? Odpowiedź zostawiam już czytelnikom.



A.K. Co było dla Ciebie najtrudniejsze w kreowaniu tej powieści? Jak długo w ogóle ją pisałaś? Jak długiego researchu potrzebowałaś od Twojej ostatniej książki Inkubator, która, nota bene, jest także inna tematycznie?

M.N. Zależało mi, aby opisana historia trzymała czytelnika w napięciu, niedopowiedzeniu, tajemniczości kolejnych wydarzeń, a przy okazji, aby dobrze się on bawił. Wielowątkowość sytuacji, wraz z zachowaniem reguł przyczynowo skutkowych, zmierza do połączenia poszczególnych elementów w jedną całość, rozwiązując zagadkę.
Przeszłość bohaterów wpływa na ich zachowania, emocje, postępowanie. Potrzebują wsparcia od Boga, który wskaże im drogę do wyciszenia i szczęścia. Bez jego obecności, wydaje im się, że nie dadzą sobie rady. Dla skazanego i sędzi wspólne spotkanie do którego wreszcie dojdzie, okaże się ostatecznym wyzwoleniem. Ale, czy pozytywnym? Ja już wiem. Jeśli czytelnik pozna prawdę i zrozumie motywy kierujące bohaterami, oznaczać to będzie dla mnie, że opisana historia ma sens.


A.K. Okładka. Czy spełnia Twoje autorskie wizje?

M.N. Myślę, że tak. Okładka to bardzo ważny element promocyjny, ma zachęcić odbiorcę do przeczytania. Tajemnicza postać mężczyzny zaciekawia, cielesność kobieca zaś sugeruje na odważne sceny erotyczne, które z kolei wydawało by się, wpisane są w jej naturę. Niestety, u bohaterki są improwizacją potrzebną do realizacji pewnego planu…


A.K. Jakie są Twoje najbliższe plany wydawnicze?

M.N. Tworzenie opowieści, czyli ingerowanie w losy bohaterów, umieszczenie ich w danej społeczności i realiach, stanowią dla mnie wspaniałą rozrywkę. To forma relaksu i wyciszenia. Cudowna pasja wyrzucania z siebie nazbieranych emocji, czy obserwacji.
Od jakiegoś czasu rozpoczęłam pisać kolejną historię, przemawia ona tym razem za kryminałem. Czas jednak pokaże, jak będzie na koniec.
Akcja rozgrywa się we Frankfurcie nad Menem, gdzie mieszkam. Pojawi się motyw rasistowski, oraz nie zabraknie polskości, czyli słowiańskiej kultury i tradycji.


A.K. Czego Ci życzyć?

M.N. Aby doba liczyła 25 godzin, wtedy może znalazłabym więcej czasu na sport, i oczywiście pisanie.


A.K. Coś od siebie do Czytelników.

M.N. Przede wszystkim, aby czytanie stanowiło dla nich formę relaksu i wyciszenia. W ogóle zachęcam do czytania, jako odskocznię od codziennej rutyny. Dla kobiet dodatkowo, aby znalazły czas dla siebie. Wsłuchały się w swoje myśli, pragnienia, oczekiwania.

Zawsze powtarzam, że my - Kobiety - jesteśmy różnorodne i jednocześnie bardzo do siebie podobne. Potrafimy kochać i nienawidzić. Walczymy, by po chwili zrezygnować z podjętych wcześniej zamierzeń, albo odwrotnie.

Życzę nam wszystkim więcej uśmiechu, akceptacji siebie, aby porażki i niepowodzenia nie zrażały, lecz stanowiły motywację do spełniania kolejnych marzeń.



ridero.eu/pl/books/misja_1/


18 kwietnia 2023

[Wizytówka autorska] Agnieszka Czerwińska

Kochani!

Dzisiaj zapraszam Was do zapoznania się z twórczością Agnieszki Czerwińskiej, autorki wszechstronnej, która debiutowała książeczką dla dzieci. Miłej lektury!



Nazywam się Agnieszka Czerwińska (Agnieszka Hyży), urodziłam się 15 marca 1995 roku w Koninie. Pierwszy tytuł Królowa wyścigów napisałam w wieku zaledwie siedemnastu lat, jednak dopiero dziewięć lat później zdecydowałam się na wydanie pierwszej książki. Moją debiutancką powieścią jest bajka dla dzieci Magiczny Słowik.

Lata wspomniane wyżej poświęciłam na tworzenie niezwykłych historii, szlifowanie niespotykanego warsztatu literackiego, napisałam około stu książek. Obecnie wydanych zostało dziewięć, w tym dwa tytuły zostały przetłumaczone na język angielski i ukraiński.

Magiczny Słowik to moja debiutancka książka, która pomaga zwierzętom dzięki akcji „Literka dla schroniska”. Utwór został napisany na przełomie 2020/2021 roku, a następnie wydany w roku 2021. Aura powieści zbliżona jest do słynnej Opowieści wigilijnej Charles’a Dickens’a, jak relacjonują recenzenci. Morał natomiast kruszy najbardziej zatwardziałe serca, dzięki czemu książka nadaje się dla każdego, a wiek nie gra roli.

Moje wydane książki:

- Trylogia odrodzenia:

Przedsionek piekła,

Salon rozpusty,

Pokój nadziei,

- Magiczny Słowik,

- Magiczny Słowik wersja brytyjska,

- Przygody kota Psota:

Koszykowa niespodzianka,

Koszykowa niespodzianka wersja ukraińska,

Skrzynka dziadka Thomasa,

Wuj Jack,

Psocia ferajna,

Ukryty skarb,

Piszę powieści obyczajowe, kryminały, fantastykę oraz bajki dla dzieci. W swojej drodze pisarskiej tworzyłam treści blogów oraz artykuły jako copywriterka.

W roku 2021 założyłam własne wydawnictwo o nazwie I-PISARZ.PL, którego celem jest wsparcie autorów radą w trakcie trudnej drogi, jaką muszą przejść, a przede wszystkim skupiłam się na wydaniu własnych książek. Dbam o każdy szczegół publikacji, od pierwszego etapu wydawniczego, czyli redakcji aż do promocji dzieła.

Na przełomie roku 2021/2022 zorganizowałam akcję „Literka dla schroniska”, której celem było przekazanie przeze mnie tytułu Magiczny Słowik. Książki zostały następnie wymienione na wysokiej jakości karmy dla podopiecznych schroniska w Koninie oraz Skałowie. W mniej medialny sposób aktywnie wspieram czworonogi, a moim największym marzeniem jest utworzenie fundacji pod nazwą „Literka dla zwierząt”. Pierwotnym założeniem jest zebranie funduszu, który przekazywany będzie dla opiekunów zwierząt w trudnej sytuacji, np. po wypadku komunikacyjnym, choroby, lub innego zdarzenia, które spotkało zwierzę.

W roku 2022 zaczęłam prowadzić rubryczkę recenzencką na portalu Kołobrzeskie ogłoszenia, gdzie dzieliłam się opiniami przeczytanych książek oraz pozwalam czytelnikowi spojrzeć okiem autora na każdy przeczytany tytuł. Aktywnie odwiedzam szkoły oraz biblioteki, spotkania autorskie organizowane są w całej Polsce.

Pasja a może i hobby?

Nie ograniczam się do jednego hobby, gdyż uważam, że życie jest zbyt krótkie aby wszystkiego nie spróbować. Czytam, piszę, recenzuję, uczę się, gotuję, podróżuję, spaceruję, pomagam zwierzętom, zbieram przeróżne przedmioty. Nie boję się również pracy fizycznej, potrafię pomalować pokój, ułożyć panele, problem nie stanowi także wykonanie elewacji domu. Jestem kobietą, która nie boi sobie ubrudzić rąk, lubię próbować nowych rzeczy i staram się żyć zgodnie z moimi zasadami.

Zakochana jestem w trylogii czasu Kerstin Gier, historia ta zainspirowała mnie do pisania książek. Kocham fantastykę z wątkiem romansu, lecz nie pogardzę kryminałem. Uwielbiam próbować twórczości naszych polskich pisarzy.

Jak każdy czytelnik w literaturze szukam chwili ucieczki, relaksu i jak często powtarzam - wyrwania się z szarej rzeczywistości, jaka nas otacza. Wieczorami przy kubku gorącej herbaty liczę na lekturę, która urzeknie mnie swoją historią.

Jestem autorką świata, która ma za zadanie wyrwać Cię z szarej rzeczywistości i pozwolić na chwilę wejść do świata magicznego i fantastycznego. Pisząc pierwszą książkę nie sądziłam, że stworzę całe uniwersum czasu światów, postaci i wątków, którymi żyć wy będziecie. Chciałam sama na moment opuścić świat trosk, a nieświadomie stworzyłam coś wielkiego. Nigdy nie zapomnę ludzi, a właściwie człowieka, który mi przy tym towarzyszył i mam nadzieję, że wykreowane światy spełnią swoje zadanie. Ale w kilku słowach jeszcze raz przedstawię moje uniwersum 😉

Uniwersum czasu – co to jest?

Uniwersum czasu składa się na wszystkie historie dotyczące świata rządzonego przez Mireiię oraz jej ojca Pana Mórz. Czytelniku otrzymasz tutaj obraz kilku światów, które kreowały niezwykłe wydarzenia. A każdą z historii opowie inna członki rodów rządzących rzeczywistościami. A zacznie się ta historia od narodzin samego diabła, czyli pół-kobiety pół-ryby – Mireii. To za sprawą jej narodzin na świat sprawdzona została samotność. Niedawno pisałam tak:

Pierwotna historia świata zaczyna się od Edenu - raju, gdzie Bóg, czyli nasz Pan mórz stworzył ludzi. Każdy mężczyzna połączony był z kobietą. Każdy Adam posiadał swoją Ewę a Ewa Adama.

Tworzyło to harmonię świata, która miała trwać po wsze czasy. Jednakże, gdzie jest ład musi istnieć i chaos. Jedna krnąbrna kobieta nie była zadowolona z życia w nudnym związku. Nie mogę się jej dziwić, może wylosował nudziarza. Niespokojna dusza czytaj kobieta poszukiwała więc spełnienia w innych ramionach, skąd była wypędzana aż pewnego razu znalazła przyjemność w ramionach innego. Oddała się morskim falą w objęcia, swojemu stwórcy i tak zburzyła ład. Jej wyczyn jest uznawany za grzech i sprowadzenie na ludzi samotności. Ale nie to było najgorsze. Definicją raju był porządek, który został zaburzony, nie tylko przez zdradę tej niespokojne duszy, ale znacznie gorsze następstwo. Owocem jej zdrady było dziecko, ale niezwykłe – w połowie kobieta w połowie ryba. Czyli Mireiia, zdrada Ewy przyczyniła się do narodzin diabła. Kobieta przypłaciła życiem jej przyjście na świat, lecz my ludzie płacimy znacznie gorszą cenę za jej grzech. Jesteśmy wodzeni przez wiedźmę morską.

I tak, drogi czytelniku, zaczyna się historia ludzi, dobra i zła, rodów o jakich wspomniałam wyżej i opowieści o niezwykłych kobietach, które dźwigać muszą na swych barkach istotę świata i zabawy wiedźmy morskiej.

W uniwersum czasu przedstawię Ci świat rodów przed manipulacjami czasem samego diabła, świat po jego manipulacjach, czyli czasy nam obecne, które ewoluowały i wydały nam twór pod postacią LPMa. Zaproszę Cię również do przyszłości, która odsłoni Ci wykreowaną rzeczywistość po stworzeniu LPMa.

Idąc tym tokiem sprawdzą się najgorsze spekulacje mówiąc, że im człowiek zajdzie wyżej tym szybszy jego upadek, i tak też się stanie – dojdzie do apokalipsy i świata rządzonego jedynie przez radę nie będącą już w cieniu. A ja naszkicuję Ci świat po apokalipsie, ten i jeszcze jeden, który ma być końcem, lecz i początkiem. Jak wąż zjadający ogon.

Rozpisałam się jak prawdziwa autorka 😉 Poza uniwersum czasu tworzę książki rozrywkowe, lecz z morałem. Pisząc bajki dla dzieci czerpię inspirację z otoczenia, przeżyć, a czasem i własnej wyobraźni. Tworząc bajki dla młodszej widowni sama czuję się jak dziecko i na moment opuszczam świat realny. Tak było w sytuacji bajki o Ignis – czarodziejce ognia, która i mnie zabrała do baśniowego królestwa, w którym magia i magiczne istoty istniały i żyły razem z ludźmi. Bohaterka odsłoniła mi nie tylko nowy świat, lecz i potęgę ognia i poświęcenia. Gdy tylko opuściłam ten wymiar, szybko zajęłam się kolejnymi książkami i światami, aż wreszcie podczas pewnych Świąt Bożego Narodzenia złoty słowik zainspirował mnie do stworzenia bajki o Magicznym Słowiku. Okres świąteczny jest pięknym czasem, lecz dla mnie zima to czas śmierci wielu zwierząt, które z powodu mrozów tracą życie. Powieść miała ukazywać i ukazuje prawdziwą wartość życzeń, tylko te szlachetne spełniają się w niezmiennej formie. W głowie natychmiast powstały kontynuacje dotyczące Magicznego Słowika czyli Magiczne wakacje Słowika oraz Magiczny świat Słowika. Zupełnym przeciwieństwem jest historia o Przygodach kota Psota, która miała pełnić rolę książki rozrywkowej dla dzieci. Jednakże nie byłabym sobą gdybym nie zainspirowała przygód Psota moimi doświadczeniami ze zwierzętami i gromadą, która wtedy towarzyszyła mi. Mam ogromny sentyment do tej serii ze względu na czas miniony, który już nie wróci. Dlatego również tworzę, aby zakotwiczyć chwile w czasie i mieć możliwość powrotu, zupełnie jakbym posiadała wehikuł czasu. Każda historia ma inny początek, inne przesłanie i zupełnie odmienny koniec.

Znajdziecie mnie:

https://agnieszkaczerwinska.pl/

https://www.facebook.com/agnieszkaczerwinskapisarka

https://www.instagram.com/agnieszkaczerwinska_ipisarz.pl/

https://www.tiktok.com/@agnieszkaczerwinska.pl

https://www.youtube.com/@agnieszkaczerwinskapisarka/videos



Fragmenty:

ROZDZIAŁ I Przedsionek piekła

Dwudziesty pierwszy wiek to czasy szybko rozwijającej się technologii. Przyrost nowinek technologicznych biegnie takim tempem, że większość społeczeństwa nie nadąża za premierami smartfonów, laptopów, telewizorów, kamer czy innych cudów techniki. Zaledwie krok w miniony wiek, a mogliśmy jedynie pomarzyć o kamerach wielkości tic taca czy przepływie informacji tak szybkim jak myśli. Może warto tutaj przytoczyć przysłowie: „szybciej mówi, niż myśli”, ja natomiast uważam, że na dzisiejszy czas, jaki nas zastał, możemy zmienić powiedzenie i śmiało zastąpić je słowami „szybciej pisze niż myśli”. Żyjemy w czasach, powiedzmy, pokoju, w dobie wymuszonej grzeczności, dobroci, charytatywności, przyzwoitości czy nawet czystości ciała i mieszkań. Stwarzamy pozory, gdyż jak nas widzą, tak nas piszą. Stygmatyzujemy tych, których stać na odwagę, by być sobą, wyjść poza ramy rzeczywistości, świata idealnego, lecz tylko dla wybranych. Zamykamy oczy na głód i na cierpienie, biedę, śmierć…Przechodzimy obojętnie obok żebraka, ale z uśmiechem na twarzy kupujemy dziesiątą parę jeansów. Hipokryci z nas, ludzi. To pewne. Oburzamy się w chwili, gdy do człowieka z ulicy uśmiechnie się szczęście – wygra na loterii, otrzyma mieszkanie socjalne lub ktoś o mniejszym od naszego odsetku dumy odda mu część swoich dóbr. Oburzamy się nie dlatego, że nic nie zrobiliśmy, ale dlatego, że nie polepsza się nasze życie tylko kogoś innego. Egoiści z nas, ludzi, ale do tego można przywyknąć. Kiedyś czytałam, że człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do wszystkiego, od drobnych uniedogodnień, aż do sytuacji, które niszczą jego samego. Ilu z nas jest taką osobą? Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi. Podobnie jak wiele innych trudnych, jakie zadaję sobie czy innym. Czasem myślę, że jedynie wyrzucając wszystko z głowy – wszystkie myśli, wspomnienia, pragnienia, marzenia – możemy nareszcie otworzyć oczy na świat, który nas otacza. Ludzie potrafią nas zaszufladkować nieodwracalnie, wpłynąć na nasze życie, zmienić nas i nasze poglądy. W jednej chwili jesteś podróżnikiem, badającym zapomniane miejsca na ziemi, w innej natomiast siedzisz w czterech ścianach, czekając, aż partner wróci z pracy. Zapominasz o tym, co cię uszczęśliwiało, rzucasz wszystko dla drugiej osoby. Potrafimy się poświęcić, ale czy na pewno zawsze musimy to robić? Odpowiedzi potrafimy udzielić dopiero po latach, właściwej odpowiedzi. Życie nie zawsze jest pasmem sukcesów. Pomimo że nasza sytuacja materialna jest dobra, nie wszystko możemy zawdzięczać pieniądzom. Choć to uniwersalny środek od wieków zapewniający szczęście, mi szczęścia nie dał. Poza majątkiem i sławą, o czym marzy dziś każdy przeciętny człowiek, jest jeszcze jedna przyjemność łechtająca nasze ego. Dreszczyk strachu, przygody, który napędza nas do dalszego życia, sprawia, że kolejny dzień nie jest monotonny jak praca w firmie czy zajmowanie się czterema kątami. Zastrzyk adrenaliny, który rozkazuje nam go namnażać. Tej przyjemności nie mogę odmówić sobie od lat.... 

 

 

ROZDZIAŁ I Salon rozpusty

Śmierć od wieków intrygowała nas, ludzi, pod względem fizycznym, duchowym czy kulturowym. Czym tak naprawdę jest pojęcie śmierci? Czy tylko stanem niedomagania ciała? A może krokiem do innego świata? Etapem? Karą? Nagrodą? Zadaję sobie te pytania. Śmierć, czy naprawdę jest czymś złym? Dla każdego człowieka nadchodzi dzień pożegnania. Przychodzimy na ten świat, rozwijamy się, żyjemy, starzejemy i umieramy. Tak przynajmniej jest u większości ludzi, lecz istnieją przypadki nie typowe: morderstwa, choroby, nieprzewidziane zdarzenia, które nie pozwalają nam żyć i się zestarzeć. Wtedy odchodzimy z tego świata przedwcześnie, a nasi bliscy znajdują pocieszenie w religii. Rodzajów wiary na świecie jest tyle, ilu jest ludzi, lecz symbol śmierci przewija się przez każdą, jest niczym uniwersalny kod. Ten szyfr, jak powiedziałam, zabiera nas ze świata, w którym żyliśmy, do nieznanego. I tak jest zawsze i wszędzie. Możemy chwytać się żalu, wylewać tę rozpacz na obrazy, wiersze, muzykę, ale nie zmienimy kodu. Filozofowie tworzyli dzieła na cześć śmierci, załóżmy taki Klaudian Klaudiusz, rzymski poeta, jest autorem słów mors omnia aequat, czyli śmierć równa wszystkich i wszystko. Wielka szkoda, że ten poeta nie poznał Duncana, zapewne przeszedłby wtedy załamanie nerwowe. Śmierć w przypadku wampira jest niemożliwa, lecz pociąga go. Śmierć pod względem fizycznym, ustanie wszystkich oznak życia byłaby dla niego prezentem. Śmierć. Powtarzam. Śmierć jest tym, co sprowadziło mnie do tego miejsca, mnie oraz innych ludzi. Jesteśmy składnikiem eliksiru śmierci, trucizny, która oszuka diabła. Wstyd mi, że rozpracowałam plan Duncana tak późno, po tylu latach. Dlaczego najprostsze pomysły czasem potrafią ukryć się za mętlikiem myśli? Bywa, że umysł ludzki jest jak cegła, której nie da się rozbić, nic do niej nie dociera. Gonimy niczym szczury w potrzasku wprost do pułapki większej niż ta, w której w obecnym momencie się znajdujemy. W myślach przywołuję ostatnie godziny przed moim porwaniem. Chwile, kiedy w mojej głowie tkwiła cegła, której nie mogłam rozbić. Ślepo dążyłam do tego, co miało się stać. Duncan wszystko zaplanował, lecz dam sobie rękę uciąć, że nie sam. Ktoś mnie zdradził, a zdrajcę czeka jeden los. Uważnie zanurzam narzędzia chirurgiczne w lepkiej różowej masie, kolejnym doskonałym wynalazku Duncana. Dezynfekująca gąbka, lecz do niej temu czemuś daleko. Jednak co może znaczyć zwykłe słowo, zwykłej śmiertelnicy? Wkrótce skończę jak 2999 stojąca teraz obok mnie i wkładająca pobrudzone naczynia do zmywarki skonstruowanej przez Duncana, czyli kuleczek w misce, które mają pełnić funkcję tego urządzenia. Jednakże słysząc dźwięk rozbitego szkła, mój dobry nastrój znika, podobnie jak i 2999.

– Zlew, woda i ścierka by wystarczyły – syczy Camille. – Znów muszę zaopatrzyć nas w nową zastawę.

– Gąbka dezynfekująca sprawia, że narzędzia chirurgiczne korodują w oczach – westchnęłam. – Wszystko na nic.

 

ROZDZIAŁ I Pokój nadziei

Wolność jest stanem niedocenianym przez nas, czymś tak oczywistym jak prąd, woda czy supermarket. Ideą swobody jest nasz świadomy wybór, który nie jest skutkiem przymusu osób trzecich. Podejmujemy decyzje zgodnie z naszą wolą, sumieniem czy innymi czynnikami. Wolność jest przeciwnością zniewolenia. Życie na powierzchni jest wolnością, natomiast życie w podziemiach – więzieniem… Tak przynajmniej powinnam sobie to tłumaczyć. Jednak co zrobić, gdy serce i umysł jeden raz w życiu mówią jednym głosem i nie zgadzają się z tą tezą? Czy to skutek syndromu sztokholmskiego ,a może prawdziwej miłości? Co się ze mną dzieje? Porzucam racjonalny tok myślenia i zachowuję się jak główna bohaterka telenoweli. Mój umysł szaleje, porzuciłam zdrowy rozsądek dla niego. Otulam się ramionami, myśląc o Duncanie.

Ekhem – chrząknął policjant, tym samym zwracając moją uwagę. – Wróćmy do rzeczy. Trzęsę się, leżąc teraz w łóżku szpitalnym. Nie mogę wyrzucić z pamięci wczorajszej nocy, Duncana i zdrady Elizabeth. Przez podróżniczkę w czasie, 2999 i Blase’a zmuszona byłam opuścić mój dom oraz Duncana. Serce chce pęknąć na pół, a łzy gromadzą się pod powiekami. Najgorsza jest niemoc, bezsilność spowodowana brakiem powrotu.

– Nazywasz się Roxanne Bedlington? – dociera do mnie niczym echem głos policjanta. Nie mogę wrócić. Tylko te słowa w tej chwili są dla mnie ważne. Póki Duncan nie zbierze sił, nie mogę do niego wrócić. Ponadto potrzebuję zaproszenia, aby wejść do tuneli. W tej chwili czuję się jak zdrajca, chociaż zapierałam się przed zrealizowaniem ich planu, to teraz jestem tutaj. W szpitalu, do którego zabrał mnie jakiś kierowca. Przywiózł mnie tutaj, aby teraz wielu lekarzy badało mnie niczym królika doświadczalnego, a obleśny policjant patrzył na mnie jak na skończoną wariatkę i oszustkę. Lustruję jego mundur, ubrudzony cukrem pudrem, wylewającą się z kołnierza skórę czy brudne paznokcie.

– Mówiłam już kilka razy – odezwałam się. – Nazywam się Roxanne Bedlington. Podnoszę się do pozycji siedzącej, co nie jest łatwe przez liczne rurki doczepione do mojego ciała.

– I zostałaś porwana przez Kolekcjonera ludzi? – kończy sceptycznie.

– Co w tym dziwnego? – Wzruszył ramionami.

– Roxanne Bedlington nie żyje.

– Proponuję wykonać testy, w końcu jesteśmy w szpitalu –syknęłam.

– Wróćmy do początku, nazywasz się… Głośno zawarczałam, słysząc lekceważący ton policjanta. Uważa mnie za większego durnia, niż sam jest. Przesłuchanie trwa już wiele godzin, a tutaj nic się nie zmienia. Uważa mnie za oszustkę, co godzi w mój honor i potwierdza opinię na temat policji.






14 lutego 2023

"Tłumaczenie to najdokładniejsza lektura, jestem więc tylko nieco bardziej wnikliwą czytelniczką". Wywiad z Agnieszką Żuchowską-Arendt, tłumaczką m.in. powieści "Krajobraz z martwą babcią"

 

Kochani!
Wczoraj opublikowałam wywiad z Tomo Podstenškiem, autorem powieści Krajobraz z martwą babcią, Wydawnictwo Fundacja Duży Format, w przekładzie Agnieszki Żuchowskiej-Arendt. Dzisiaj zapraszam Was na wywiad z Agnieszką - o pracy m.in. przy przekładzie powieści Tomo.
Życzę Wam przyjemnych wrażeń! 

Zdjęcie do grafiki nadesłane przez Agnieszkę Żuchowską-Arendt



Agnieszka Krizel: Dzień dobry, Agnieszko. Przełożyłaś ze słoweńskiego książkę Tomo Podstenška Krajobraz z martwą babcią, która została wydana nakładem Fundacji Duży Format. Jestem ciekawa, jak trafiłaś na autora – na Jego książkę, na Fundację. Jak wyglądała ta droga?
Agnieszka Żuchowska-Arendt: W 2018 r. brałam udział w seminarium dla tłumaczy literatury słoweńskiej zorganizowanym przez słoweńską instytucję rządową dbającą o promocję literatury (Javna agencija za knjigo Republiki Słowenii; w skrócie: JAK) oraz Stowarzyszenie Słoweńskich Tłumaczy Literackich (Društvo slovenskih književnih prevajalcev). To był wspaniały czas wypełniony wspólnymi warsztatami z tłumaczami na inne języki pod opieką doświadczonej kadry, spotkaniami ze słoweńskimi pisarkami i pisarzami, ale również spacerami po Mariborze i Lublanie z fascynującymi opowieściami lokalnych przewodników, poznawaniem lokalnego kolorytu, przyrody i... kuchni! (Do dziś ciepło mi się robi na żołądku na wspomnienie prekmurskiej gibanicy i štruklji gryczanych).
Wszystko to wraz z przelotem do Lublany i z powrotem, wygodnym zakwaterowaniem w Lublanie i Mariborze oraz przejazdem pomiędzy oboma miastami zostało sfinansowane przez JAK.
Jedną z powieści, nad której fragmentem pracowaliśmy podczas seminarium była Papier, kamień, nożyce Tomo Podstenška. Ja zainteresowałam się jednak bardziej „martwą babcią” i zaproponowałam tę powieść wydawnictwu Fundacja Duży Format, z którym już wcześniej współpracowałam. Złożyliśmy wniosek do JAK i otrzymaliśmy dotację na tłumaczenie i publikację powieści.
Marzy mi się, abyśmy również w Polsce wybrali sobie wreszcie rząd świadomy patriotycznie, to znaczy taki, który w kwestii kultury inwestuje w rzeczy piękne i nieprzemijalne – a nie w szpetne pomniki papieża i ławeczki patriotyczne, które rozpadają się po pierwszym deszczu.

A. K.: Co dla Ciebie, jako tłumaczki, w przekładzie tej historii było najistotniejsze?
A. Ż.-A.: Tłumaczenie to najdokładniejsza lektura, jestem więc tylko nieco bardziej wnikliwą czytelniczką. Dla mnie najistotniejsze było, że ta historia opowiedziana jest nie tylko z ludzkiej i nie tylko z męskiej perspektywy; że oglądamy kawałek świata oczami starszych i młodszych, kobiet i mężczyzn, psa, kota, szczurzycy i... martwej babci. To bardzo cenne i potrzebne ćwiczenie empatii.

A. K.: W książce pojawiają się pewne zwroty, powiedzenia – takie typowo polskie, które znamy. Czy to ze względu na czytelnika polskiego?
A. Ż.-A.: Każdy przekład powstaje z myślą o czytelniku, dlatego powinien brzmieć dobrze i zrozumiale w języku docelowym. Tłumaczę wyłącznie z języków słowiańskich, więc jest mi łatwiej ze względu na bliższą wspólnotę językową, ale jeśli jakieś frazeologizmy użyte w oryginale nie występują w polszczyźnie, wówczas szukam jak najtrafniejszych odpowiedników. To normalna strategia.

A. K.: Pojawiają się w tekście także fragmenty z dialogami, które są „dialektami/gwarą” słoweńską? One dodają historii autentyczności, ale stanowią też pewien smaczek. Nie wiem czy użyłam prawidłowego określenia. Jak to wygląda od strony słoweńskiej, dlaczego to było takie ważne, by zostawić je właśnie w tej formie?
A. Ż.-A.: Z szacunku do tekstu i, autora, czytelników i... dla zabawy – bo to przyjemnie móc się sprawdzić w kolejnych wyzwaniach. Jeszcze przyjemniej usłyszeć od czytelniczek_ów słowa uznania. Choć oczywiście nie będę kłamać, że mam na koncie same spektakularne sukcesy, błędy zdarzają się przecież każdemu, to normalne.
W Słowenii występuje znacznie większe bogactwo dialektów niż w Polsce i są one dość zróżnicowane. I nigdy nie da się w tłumaczeniu zastąpić dialektu jednego języka dialektem innego, bo po prostu nie ma takiego przełożenia. Dlatego zawsze trzeba w takich sytuacjach tworzyć nowy dialekt – nieistniejący, ale przekonujący. Tak uczyniła m.in. Elżbieta Kwaśniewska tłumacząc powieść Dragoslava Mihailovicia „Wieniec Petrii” opublikowaną w mojej ukochanej serii „Biblioteka Jugosłowiańska” w Wydawnictwie Łódzkim (1979.). I tę samą strategię zastosowałam w przypadku powieści Podstenška. Aby wywołać u polskiego czytelnika odpowiednie asocjacje, skompilowałam cechy fonologiczne dialektu podhalańskiego (ponieważ bohaterowie mieszkają w górach) oraz śląskiego, bo dobrze komponowały się z licznymi germanizmami obecnymi w oryginale, które starałam się zachować w przekładzie z polską pisownią.



A. K.: Jak długo trwała Twoja praca nad tym przekładem?
A. Ż.-A.: Nie wiem. Praca artystyczna – taka jak pisanie czy tłumaczenie literatury nie jest u nas uznawana za pracę (zupełnie inaczej niż jest to regulowane np. w krajach b. Jugosławii). Dlatego nie prowadzę statystyk ani dzienników, nie mam na to czasu wśród wielu zajęć. A nad tłumaczeniem powieści, opowiadań i wierszy pracuję w tzw. wolnych chwilach, nad kilkoma utworami na raz i zapełniam szuflady propozycjami dla wydawnictw, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znajdzie się możliwość publikacji.

A. K.: Coś od siebie do czytelników:
A. Ż.-A.: Przede wszystkim cieszę się, że jesteście i dziękuję za to, że dzielicie moją literacką pasję. Dziękuję za to, że kupujecie i czytacie książki, co nie jest wcale łatwe w kapitalizmie i po odbyciu edukacji w polskim systemie (opartym na pruskich wzorcach z początku XIX w.), który raczej zniechęca do czytania i odstrasza przed samodzielną refleksją. Trzymajcie się dzielnie!


____________
Ode mnie (MOTYL literacki):
DZIĘKUJĘ za rozmowę, zarówno autorowi, jak i Tobie, Agnieszko – Dobry Duchu. Za to, że byłaś pośrednikiem między mną a autorem, oraz za to, że zgodziłaś się na wywiad. Wiem, że często tłumacze książek są pomijani w opiniach, recenzjach. Prawda jest taka, że odbiór tekstu zależy właśnie od dobrego przekładu. Gdyby tak dobrze nie czytało by mi się Krajobrazu z martwą babcią pewnie nie zwróciłabym na książkę uwagi. 
I DZIĘKUJĘ za Twoją pracę, jaką włożyłaś w tłumaczenie wywiadu Tomo.


13 lutego 2023

"Jeśli się chce stworzyć i przekonująco opisać jakąś osobę, należy się w nią zagłębić, rozmyślać o niej na wielu poziomach. Przede wszystkim należy spróbować ją zrozumieć; oczywiście niekoniecznie trzeba się z nią zgadzać, ale należy rozumieć jej powody i kierujące nią motywacje". Tomo Podstenšek

 

Kochani!
Dzisiaj wywiad wyjątkowy, bo z autorem słoweńskim, o książce którego - Krajobraz z martwą babcią, Wydawnictwo Fundacja Duży Format, pisałam już kilkakrotnie. O książce jeszcze napiszę, bo warto po nią sięgnąć! A jutro oczekujcie wywiadu z Agnieszką Żuchowską-Arendt, tłumaczką książki i tego wywiadu, której bardzo dziękuję za wszelką pomoc i bycie łącznikiem między mną a autorem. 
Agnieszko, dziękuję!
A Wam życzę przyjemnych wrażeń w trakcie lektury! 


Zdjęcie nadesłane przez autora


Agnieszka Krizel: Dzień dobry, Tomo. Twoja książka „Krajobraz z martwą babcią” w Polsce miał premierę ponad rok temu. W jaki sposób trafiłeś na Fundację Duży Format, która jest wydawcą Twojej książki?
Tomo Podstenšek: Miałem szczęście być przed laty gościem na seminarium translatorskim, które zorganizowała Javna agencija za knjigo Republiki Słowenii i Stowarzyszenie Słoweńskich Tłumaczy Literackich (Društvo slovenskih književnih prevajalcev). Tam poznałem tłumaczkę Agnieszkę Żuchowską-Arendt, która mnie poleciła wydawcy, zatem to przede wszystkim jej zasługa.

A. K.: Akcja całej opowieści toczy się wokół domu, jaki po zmarłych rodzicach otrzymał Tone. Skąd inspiracja na tę historię i skąd w ogóle pomysł na tak, przyznam szczerze, niecodzienny, tajemniczy i ciekawy tytuł?
T. P.: Opowieść jest wzięta z codziennego życia, mówiąc w uproszczeniu, chodzi o rodzinny spór w sprawie spadku i konflikty międzypokoleniowe, które są dość uniwersalną tematyką. Tutaj powinienem wspomnieć, że w Słowenii jesteśmy chorobliwie przywiązani do nieruchomości, z którymi ludzie rozstają się z wielkim trudem, z czego wynika kilka paradoksów: mamy na przykład bardzo wiele pustych mieszkań albo ogromnych domów, w których mieszka tylko jedna osoba, a z drugiej strony młodym bardzo trudno jest zdobyć własne lokum.
Pamiętam, że tytułu szukałem bardzo długo. Po polsku jest on troszeczkę zmieniony, z przyczyn stylistycznych, ale to rozwiązanie wydaje mi się dobre, ponieważ otwiera inne, choć wciąż bliskie asocjacje i możliwości interpretacji. (W oryginale tytuł brzmi: ”Tihožitje z mrtvo babico”; „tihožitje” to słoweńskie wyrażenie na to, co w sztuce nazywa się „martwą naturą”.) Staram się, aby tytuły moich książek były interesujące, dość niezwykłe i aby na wiele różnych sposobów nawiązywały do tekstu tak, żeby czytelnik w trakcie lektury odkrywał kolejne możliwe znaczenia.

A. K.: A skąd pomysł na personifikację świata zwierząt?
T. P.: Na poziomie symbolicznym zwierzęta w powieści reprezentują prymarną energię życiową, która stoi w wyraźnej sprzeczności z ludzkim rozumieniem świata. Wydaje się, że zwierzęta są bardziej zorientowane na teraźniejszość, podczas gdy ludzie przeważnie zatopieni są w przeszłości lub obciążeni przyszłością. Każde ze zwierząt (szczur, kot, pies...) ma przy tym swoją funkcję, mowa o gatunkach o długiej historii współistnienia z człowiekiem, które wywołują w nas silne reakcje emocjonalne.

A. K.: Tę powieść można rozpatrywać wielopłaszczyznowo. Mowa tu nie tylko o gospodarstwie, jakie Tonemu przypadło po zmarłych rodzicach, ale także o relacjach z jego najbliższymi. Trafne spostrzeżenia, aktualne problemy, ale i bardzo ciekawie scharakteryzowani bohaterowie, podobni do nas, szczerze powiem. Czy z góry miałeś zaplanowane, że ta historia będzie właśnie tak się toczyła, czy jednak w trakcie pisania, zmieniłeś to i owo?
T. P.: Zawsze sporządzam precyzyjny plan, żeby wiedzieć, w jakim kierunku rozwijać opowieść. Przed przystąpieniem do pisania również długo zbieram informacje, badam. Potem oczywiście w trakcie pracy wszystko się całkowicie zmienia: niekiedy postaci prowadzą fabułę w zupełnie inną stronę, innym razem widzę, że pewne elementy nie zostały dość dobrze obmyślone i zakłócają wewnętrzną logikę tekstu, a czasami znajduje się jakieś inne, bardziej przekonujące rozwiązanie. Spontaniczne rozbijanie struktury jest równie ważne co jej kreślenie, inaczej wszystko staje się szybko zbyt schematyczne. To chyba najbardziej ekscytująca część procesu twórczego: niezależnie od planu, nigdy nie możesz być całkowicie pewien, co się wydarzy.



A. K.: Jesteś autorem wielowymiarowym - tworzysz prozę, krótsze opowiadania, utwory dramatyczne. Czy jest coś, co Ci przeszkadza w pisaniu?
T. P.: Ostatnio piszę przede wszystkim powieści i krótkie opowiadania. Dramaturgia mnie też na swój sposób pociąga, ale bardzo trudno się z nią przebić, również wydawcy niechętnie ją publikują, ponieważ nie znajduje zbyt wielu czytelników. Zewnętrzna motywacja do pisania jest zatem mniejsza, a zresztą, przynajmniej na ten moment, więcej przyjemności sprawia mi pisanie prozy.
Udało mi się zorganizować sobie życie tak, że mam dość czasu na pisanie, ale oczywiście ciągle mam do czynienia z zakłóceniami zewnętrznymi, nieoczekiwane sprawy do załatwienia, problemy zdrowotne, hałasy z ulicy i tym podobne. Można na to patrzeć jak na utrudnienia w pracy, a można z nich czerpać materiał do pisania. Powiedzmy, że piszę krótkie opowiadanie i przeszkodzi mi w tym listonosz, który przyniósł mi przesyłkę. To przypadkowe wydarzenie może mnie naprowadzić na myśl, że bohater mojego opowiadania w którymś momencie wyśle albo otrzyma list albo że może sam jest z zawodu listonoszem. Oczywiście nie dzieje się tak zawsze, ale kiedy się już wydarzy, może niespodziewanie wzbogacić i ożywić tekst.

A. K.: Masz sentyment do swojej powieściowej rodziny Krničników?
T. P.: Do wszystkich postaci w ten czy inny sposób się przywiązuję, przecież podczas pisania spędzam z nimi mnóstwo czasu. Akurat dziś w nocy śniły mi się postaci z powieści, którą właśnie kończę pisać, to mi się zresztą dość często zdarza. Jeśli się chce stworzyć i przekonująco opisać jakąś osobę, należy się w nią zagłębić, rozmyślać o niej na wielu poziomach. Przede wszystkim należy spróbować ją zrozumieć; oczywiście niekoniecznie trzeba się z nią zgadzać, ale należy rozumieć jej powody i kierujące nią motywacje.

A. K.: A może jest coś, jakiś wątek, którego z perspektywy czasu chciałbyś zmienić?
T. P.: Może bym nieco skrócił powieść i niektóre fragmenty napisał w sposób bardziej zwarty, by zyskać na intensywności. Wtedy zdecydowałem się na wolniejsze tempo żeby pokazać, jak na pozór wszystko pozostaje takie samo, ale w rzeczywistości cały czas się zmienia. Przez miasto, w którym mieszkam płynie rzeka, która z powodu licznych elektrowni i zapór na tym odcinku ma bardzo wolny nurt. Gdy się na nią patrzy, wydaje się że powierzchnia wody pozostaje nieruchoma. Jednak ta potężna siła żywiołu przez cały czas sunie do przodu i nic nie może jej powstrzymać. Tak samo jest z życiem, człowiek może je spowolnić i opierać się zmianom, ale na dłuższą metę wszystko podlega przemijaniu. Im szybciej się z tym pogodzimy, tym lepiej dla nas. To poczucie chciałem również umieścić w powieści.

A. K.: Coś od siebie do czytelników:
T. P.: Sięgajcie po dobre i różnorodne książki. Czytajcie również takie, które na pierwszy rzut oka nie wydają wam się bliskie; tylko wychodząc ze strefy komfortu i tego, co znamy, możemy odkryć coś nowego. Pielęgnujcie również i rozwijajcie empatię, zarówno w czytaniu jak i w codziennym życiu.

A.K. Dziękuję za rozmowę.

Pytania i odpowiedzi przetłumaczyła: Agnieszka Żuchowska-Arendt


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=169581054

05 lutego 2023

[Wizytówka autorska] "W literaturze szukam przede wszystkim stylu. Delektuję się tekstem stworzonym przez osobę świadomą swojego warsztatu, świadomą, że warsztat należy nieustannie rozwijać – tzn. niszczyć i budować na nowo". Agnieszka Żuchowska-Arendt

 

Kochani!
Dzisiaj kolejna odsłona wizytówki autorskiej, dzięki której macie okazję poznać autorkę i tłumaczkę Agnieszkę Żuchowską-Arendt. Z Agnieszką jeszcze się tutaj zobaczycie. Przygotowałam wywiad, który opublikuję niebawem.





W literaturze szukam przede wszystkim stylu. Delektuję się tekstem stworzonym przez osobę świadomą swojego warsztatu, świadomą, że warsztat należy nieustannie rozwijać – tzn. niszczyć i budować na nowo.
W literaturze szukam prawdy – nie tylko o kondycji człowieka, bo coraz więcej utworów ukazujących nam perspektywy innych zwierząt, co uważam za bardzo cenne. Oczywiście sposób przedstawienia (czy choćby zasygnalizowania) czytelniczce_owi tej prawdy zależy całkowicie od autorki_a – jej możliwości i oryginalnej wizji.

Przetłumaczyłam ponad trzydzieści tytułów z języka serbsko-chorwackiego oraz jeden z języka słoweńskiego (Krajobraz z martwą babcią, wydawnictwo Fundacja Duży Format, 2021). I nie zamierzam na tym poprzestać.




Jestem autorką trzech tomów poezji: Biała masa tabletek (Miniatura, 2005), gutenmorgen (wydawnictwo Fundacja Duży Format, 2019) oraz Wieszak i pogrzebacz (wydawnictwo papierwdole, 2022), a także e-booka z opowiadaniami (bardziej wprawkami warsztatowymi) napisanymi w młodości pt. Znikomat (e-bookowo, 2009).

Nie powiem nic nowego stwierdzając, że poezja to zawsze głos osobisty w imieniu tych, którzy wołać nie mogą i/lub nie potrafią. Mój głos jest zdecydowany, kobiecy (feministyczny), autystyczny (samorzeczniczy), społecznie zaangażowany.

Znajdziecie mnie:
Strona z wierszami na fb: Wiersze dla przyjaciół i wrogów: https://www.facebook.com/ZuchowskaArendtPoetry

instagram: zuchowskaarendt



film z wierszem (Pierwszy raz na grobie dziadka):


31 grudnia 2022

"Dla mnie najważniejsze, aby wiersz był prawdziwy. I nawet jeżeli ubieram go w określone słowa i bliżej lub dalej nieokreśloną historię, musi tę prawdę przekazywać. A prawda wywołuje różnorakie emocje". Wywiad z Bartoszem Konopnickim

 

Kochani!

Wraz z Nowym Rokiem, przychodzę do Was z wywiadem, który przeprowadziłam już jakiś czas temu. Moim rozmówcą jest Bartosz Konopnicki, którego tomik "Jak te manekiny" podczytuję, wracając do wielu wierszy. We mnie wywołał wiele emocji i refleksji, o których jeszcze Wam napiszę.

Tymczasem, życzę Wam pozytywnych wrażeń.



A.K. Dzień dobry, Bartoszu. Tomik, który dotarł do mnie Jak te manekiny to Twój czwarty tomik, o ile dobrze naliczyłam. Jak z perspektywy czasu patrzysz na swoją twórczość poetycką?

B.K. Dzień dobry. Dziękuję za zaproszenie do wywiadu. Rzeczywiście po wydaniu czterech tomów poetyckich można już co nieco powiedzieć o przeszłości. Ale to właśnie ta perspektywa daje taką możliwość. Pierwsze dwa tomy, mówiąc nieco tendencyjnie, to była taka realizacja marzeń. Spróbować znaleźć się na papierze. Nie miałem wtedy żadnego doświadczenia wydawniczego, teraz pewnie bym zrobił to nieco inaczej. Może bym najpierw opublikował więcej w przestrzeni internetowej lub prasie? Ale tak widocznie musiało być i dobrze mi z tym. A co do samych wierszy? W 2023 roku mija 10 lat od pierwszego tomu. Zapewne niektóre będę chciał przypomnieć. Od tego czasu moja poezja mocno ewoluowała, choć w dalszym ciągu można znaleźć wiele elementów stycznych. Ale to można powiedzieć dopiero z perspektywy lat. Cieszę się z każdej książki i każdej publikacji, bo wtedy wiersze mogą żyć swoim życiem. Doceniam także to, że wiele z nich przetrwało próbę czasu. Właśnie na uniwersalizmie w dużej mierze mi zależy. Zresztą to muszą już ocenić sami Czytelnicy.


A.K. Ciekawi mnie, jaka jest Twoja definicja poezji?

B.K. Na to pytanie nie ma łatwej odpowiedzi. Dla mnie jest to przede wszystkim możliwość zapisania emocji, przeżyć, swojego punktu widzenia i przekazania tego innym. A słowo poetyckie jest dla mnie najbardziej uniwersalną formą wyrażenia siebie. Jest to też swoisty dziennik, ale nie tylko moich przeżyć. To, że dany wiersz jest napisany w pierwszej osobie wcale nie znaczy, że dotyczy bezpośrednio mnie. Dzięki poezji jestem w stanie „wejść w skórę drugiego człowieka”. I to chyba najbardziej określa moją definicję poezji.


A.K. „Coraz trudniej o autentyczność” – słowa, które sygnują okładkę, a w tytułowym wierszu „Jak te manekiny” piszesz: „Dlaczego wszyscy muszą/ być szczęśliwi”. Co Cię tak uwiera w człowieku?

B.K. To trochę taki paradoks, bo lubię technologię i nawet się nią zajmuję. Ale ta technologia w dużej mierze odbiera nam naszą naturę. Choć oczywiście czasem jest niezbędna. Wbijamy się w schematy i ślepo biegniemy przed siebie. A najgorsze jest to, że nie zawsze możemy cokolwiek w tej kwestii zrobić. Narzuca nam to wychowanie, teraźniejszość, normy społeczne. Silna potrzeba odniesienia sukcesu, bycia szczęśliwym, czasem na pokaz. Wyretuszowane odpowiednio zdjęcia w mediach społecznościowych, życie w bajce od najmłodszych lat. Jak wiesz, dużo u mnie różnego rodzaju ekranów, schematów, rozstań lub tkwienia w jakiejś bliżej nieokreślonej matni. Z drugiej strony, ta tęsknota za czymś co było i już nigdy nie wróci. Akurat motyw maski przewija się u mnie już od dłuższego czasu. Po prostu taka natura człowieka. Ale czy naprawdę natura? Jest gdzieś tam również tęsknota za wolnością, brakiem skrępowania. Taka kontra do naszych smartwatchy, które są fajne i pomocne w wielu przypadkach. Problemem jednak jest to, że często są po prostu wykresami, tabelkami, schematami zjadającymi nasz czas. I nas samych również. I żeby była jasność mówię również ze swojej perspektywy – bo sam lubię i nosiłem smartwatche. Taka rzeczywistość.


A.K. Takie emocje przekazuje nam podmiot liryczny: zagubienie, sztuczność świata, zakładanie masek, nieprawdziwość. Ująłeś człowieka – manekina – kryjącego się za fasadą zimnych, pustych, sztucznych słów. Śmiem twierdzić, że te wiersze przylgną do niejednego Odbiorcy. Czy właśnie taką funkcję mają mieć te wiersze – ożywczą, wstrząsającą, pobudzającą do działania i zrzucenia balastu naszych czasów – pozoranctwa?

B.K. Dla mnie najważniejsze, aby wiersz był prawdziwy. I nawet jeżeli ubieram go w określone słowa i bliżej lub dalej nieokreśloną historię, musi tę prawdę przekazywać. A prawda wywołuje różnorakie emocje. Mam także świadomość, że to nieco walka z wiatrakami. Choć nie jestem przekonany do końca, czy z tą rzeczywistością walczę. Raczej opisuję. Cieszę się, że wiersze wywołują emocje, bo dzięki temu, jak już wspomniałem, „żyją swoim życiem”. To też jest dla mnie świetna funkcja poezji, że każdy może, jeśli tylko chce dobrać, określone wiersze, słowa pod swoją perspektywę i swój punkt widzenia, swoje przeżycia. Cieszy mnie też, że w „Manekinach” wiele osób znajduje coś dla siebie. I w wielu wypadkach są to zupełnie inne wiersze. Oto właśnie mi chodziło.



A.K. Który wiersz z tomiku najbardziej definiuje Ciebie jako twórcę?

B.K. Ależ to trudne pytanie. W jakiś sposób cały tom mnie oczywiście określa. Natomiast konkretny wiersz myślę, że będzie się zmieniał. W zależności od punktu w którym jestem. W wielu tych wierszach jest, i wręcz musi być, skrawek mnie. A najbardziej definiujący? Może „W kropce”… Ale równie dobrze, może to być wiersz „Zaświadczenie”. Podejrzewam, że jeśli mnie zapytasz za tydzień czy za rok, to podam zupełnie inne przykłady. I to jest świetna sprawa.


A.K. Wzruszasz i poruszasz nas – Odbiorców do przemyśleń i refleksji. Te wiersze są jak wyrzuty sumienia. Kłują w człowieczeństwo. Jak myślisz, czy właśnie taką poetyką wyrazu uda Ci się trafić do współczesnego Czytelnika?

B.K. Dziękuję za miłe słowa i cieszę się, że tak to odbierasz. Taki miałem zamiar. Chcę poruszać, bo na tym polegają właśnie emocje. Chcę wywoływać różne emocje. Podoba mi się Twoje określenie „te wiersze są jak wyrzuty sumienia”. Bardzo trafnie interpretują moją poetykę. Czy w ten sposób uda mi się trafić do Czytelnika? Myślę, że tak. Tym bardziej, że miałem już różnego rodzaju sytuacje, w których doświadczałem reakcji osób, które na co dzień nie mają wiele wspólnego z poezją. A jednak zatrzymały się, przeczytały i to wywarło na nie taki efekt, że znalazły na tyle determinacji w sobie, by dotrzeć do mnie i o tym opowiedzieć. To tym bardziej mnie cieszy i jeszcze bardziej dopinguje do dalszego pisania. Ale oczywiście wszystko zweryfikuje bezduszny czas. I Czytelnicy, którzy zechcą przeczytać te wiersze jutro, za rok za dziesięć lat.


A.K. Tomik jest częścią serii poetyckiej Wydawnictwa Oficynka. Wzrok przyciąga wymowna okładka. W środku, między wierszami, znajdziemy równie wymowne i charakterystyczne zdjęcia. Jak wyglądał proces jego powstawania? Czy taki był plan od początku?

B.K. Zależało mi na tym, aby w tomie znalazły się zdjęcia mojego autorstwa. I już na początku rozmów zaznaczyłem Wydawnictwu, że chciałbym wiersze połączyć ze zdjęciami mojego autorstwa. Na szczęście nie było z tym najmniejszego problemu. Najpierw ułożyliśmy wiersze, tak aby złożyły się one na określoną historię. Potem powstały zdjęcia. Wiedziałem czego potrzebuję i jakie fotografie będą nadawały się do „Manekinów”. W zasadzie powstały one podczas dwóch krótkich wypadów w okolice mojego miejsca zamieszkania (do kilometra). A, że miałem już pewne wyobrażenie jakie chcę zdjęcia, to poszło bezproblemowo. Dodam, że także fotografuję – kiedyś częściej, teraz mniej. A to doświadczenie jak najbardziej ułatwiło mi zbudowanie graficzne całego tomu.

Miałem natomiast nieco inny pomysł na okładkę, choć również głównym „aktorem” była maska. Wydawnictwo zaproponowało natomiast taką formę jaką teraz widzisz. Spodobała mi się i z perspektywy czasu widzę, że był to strzał w dziesiątkę. Lubię ją.

Zależało mi również na tym dość charakterystycznym zielonym kolorze. Tutaj również nie było problemu. Z mojej perspektywy mogę powiedzieć, że dobrze mi się współpracowało przy tworzeniu książki z Wydawnictwem Oficynka.


A.K. Gustujesz, sięgasz po poezję współczesnych twórców, czy jednak wolisz klasyków? Co Cię inspiruje do tworzenia?

B.K. Sięgam po poezję z bardzo szerokiego kręgu twórców, zarówno tych uznanych, jak i tych zupełnie nieznanych. Staram się czytać poezję współczesną i bywam również na różnego rodzaju spotkaniach autorskich. Oczywiście wrażenia bywają różne, ale chyba dużo bardziej wolę te spotkania nieco mniej formalne. Staram się być również na bieżąco z twórcami, którzy zdobywają istotne nagrody poetyckie w naszym kraju, aczkolwiek muszę przyznać, że często jest mi zupełnie nie po drodze z ich poetyką. Czasem dużo bliżej mi do poetyki jakiejś znajomej/znajomego z internetowych znajomości literackich. Natomiast to bardzo indywidualna sprawa.

Po klasyków także chętnie sięgam, ale są to klasycy XX wieczni i jeszcze współcześnie żyjący. Nie może tutaj zabraknąć takich poetów jak Tadeusz Różewicz, Wisława Szymborska, czy chociażby Julia Hartwig. Nie powinno też zabraknąć Rafała Wojaczka, czy chociażby Sylwii Plath. Od wielu lat czytam i cenię poezję Ewy Lipskiej. A ostatnio na nowo odkrywam Urszulę Kozioł. To jest płynna i zmienna sprawa. Staram się również sięgnąć po twórczość osób, które w jakiś sposób miałem okazję poznać.

A inspiracje? One są na każdym kroku. Najczęściej jest to jakieś wydarzenie lub odczucie, emocje, które chcę wyrazić. Sytuacje, które sam spotykam w życiu lub które spotykają bliższe i dalsze mi osoby. Czasem jest to film, zdanie w tym filmie lub obraz. Nie ma tutaj żadnej reguły. I to też jest niesamowite.


A.K. Czego Ci życzyć?

B.K. Może to i banalne, ale z takich banałów składa się życie. Po prostu zdrowia. Reszta ułoży się wedle własnych planów. Ale póki zdrowie jest wtedy możemy coś zrobić. Możemy chociażby napisać wiersz.


A.K. Coś od siebie:

B.K. Dziękuję Ci, że pomyślałaś o mnie. Cieszę się także, że „Jak te manekiny” poruszyły Twoje wnętrze i że tak wnikliwie – jak widać po zadawanych pytaniach – je przeczytałaś. Dziękuję również za to co robisz – bo dzięki Tobie ja i wiele innych twórców może dotrzeć do Czytelników.


A.K. Dziękuję za rozmowę.


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=175808467