Kochani!
Dzisiaj zapraszam Was do zapoznania się z twórczością Agnieszki Czerwińskiej, autorki wszechstronnej, która debiutowała książeczką dla dzieci. Miłej lektury!
Nazywam
się Agnieszka Czerwińska (Agnieszka Hyży), urodziłam się 15
marca 1995 roku w Koninie. Pierwszy tytuł Królowa wyścigów
napisałam w wieku zaledwie siedemnastu lat, jednak dopiero dziewięć
lat później zdecydowałam się na wydanie pierwszej książki. Moją
debiutancką powieścią jest bajka dla dzieci Magiczny Słowik.
Lata
wspomniane wyżej poświęciłam na tworzenie niezwykłych historii,
szlifowanie niespotykanego warsztatu literackiego, napisałam około
stu książek. Obecnie wydanych zostało dziewięć, w tym dwa tytuły
zostały przetłumaczone na język angielski i ukraiński.
Magiczny
Słowik to moja debiutancka książka, która pomaga zwierzętom
dzięki akcji „Literka dla schroniska”. Utwór został napisany
na przełomie 2020/2021 roku, a następnie wydany w roku 2021. Aura
powieści zbliżona jest do słynnej Opowieści wigilijnej Charles’a
Dickens’a, jak relacjonują recenzenci. Morał natomiast kruszy
najbardziej zatwardziałe serca, dzięki czemu książka nadaje się
dla każdego, a wiek nie gra roli.
Moje
wydane książki:
- Trylogia
odrodzenia:
Przedsionek
piekła,
Salon
rozpusty,
Pokój
nadziei,
- Magiczny
Słowik,
- Magiczny
Słowik wersja brytyjska,
- Przygody
kota Psota:
Koszykowa
niespodzianka,
Koszykowa
niespodzianka wersja ukraińska,
Skrzynka
dziadka Thomasa,
Wuj
Jack,
Psocia
ferajna,
Ukryty
skarb,
Piszę
powieści obyczajowe, kryminały, fantastykę oraz bajki dla dzieci.
W swojej drodze pisarskiej tworzyłam
treści blogów oraz artykuły jako copywriterka.
W
roku 2021 założyłam własne wydawnictwo o nazwie I-PISARZ.PL,
którego celem jest wsparcie autorów radą w trakcie trudnej drogi,
jaką muszą przejść, a przede wszystkim skupiłam się na wydaniu
własnych książek. Dbam o każdy szczegół publikacji, od
pierwszego etapu wydawniczego, czyli redakcji aż do promocji dzieła.
Na
przełomie roku 2021/2022 zorganizowałam akcję „Literka dla
schroniska”, której celem było przekazanie przeze mnie tytułu
Magiczny Słowik. Książki zostały następnie wymienione na
wysokiej jakości karmy
dla
podopiecznych schroniska w Koninie oraz Skałowie. W mniej medialny
sposób aktywnie wspieram
czworonogi, a moim największym marzeniem jest utworzenie fundacji
pod nazwą „Literka dla zwierząt”. Pierwotnym założeniem jest
zebranie funduszu, który przekazywany będzie dla opiekunów
zwierząt w trudnej sytuacji, np. po wypadku komunikacyjnym, choroby,
lub innego zdarzenia, które spotkało zwierzę.
W
roku 2022 zaczęłam prowadzić rubryczkę recenzencką na portalu
Kołobrzeskie ogłoszenia, gdzie dzieliłam się opiniami
przeczytanych książek oraz pozwalam czytelnikowi spojrzeć okiem
autora na każdy przeczytany tytuł. Aktywnie odwiedzam szkoły oraz
biblioteki, spotkania autorskie organizowane są w całej Polsce.
Pasja
a może i hobby?
Nie
ograniczam się do jednego hobby, gdyż uważam, że życie jest zbyt
krótkie aby wszystkiego
nie spróbować. Czytam, piszę,
recenzuję,
uczę się, gotuję, podróżuję,
spaceruję,
pomagam zwierzętom, zbieram przeróżne przedmioty. Nie boję się
również pracy fizycznej, potrafię pomalować pokój, ułożyć
panele, problem nie
stanowi także wykonanie
elewacji domu. Jestem kobietą, która nie boi sobie ubrudzić rąk,
lubię próbować nowych rzeczy i staram się żyć zgodnie z moimi
zasadami.
Zakochana
jestem w trylogii czasu Kerstin Gier, historia ta zainspirowała mnie
do pisania książek. Kocham fantastykę z wątkiem romansu, lecz nie
pogardzę kryminałem. Uwielbiam próbować twórczości naszych
polskich
pisarzy.
Jak
każdy czytelnik w literaturze szukam chwili ucieczki, relaksu i jak
często powtarzam - wyrwania się z szarej rzeczywistości, jaka
nas otacza. Wieczorami przy kubku gorącej herbaty liczę na lekturę,
która urzeknie mnie swoją historią.
Jestem
autorką świata, która
ma za zadanie wyrwać Cię z szarej rzeczywistości i pozwolić na
chwilę wejść do świata magicznego i fantastycznego. Pisząc
pierwszą książkę nie sądziłam, że stworzę całe uniwersum
czasu światów, postaci i wątków, którymi żyć wy będziecie.
Chciałam sama na moment opuścić świat trosk, a nieświadomie
stworzyłam coś wielkiego. Nigdy nie zapomnę ludzi, a właściwie
człowieka, który mi przy tym towarzyszył i mam nadzieję, że
wykreowane światy spełnią swoje zadanie. Ale w kilku słowach
jeszcze raz przedstawię moje uniwersum 😉
Uniwersum
czasu – co to jest?
Uniwersum
czasu składa się na wszystkie historie dotyczące świata
rządzonego przez Mireiię oraz jej ojca Pana Mórz. Czytelniku
otrzymasz tutaj obraz kilku światów, które kreowały niezwykłe
wydarzenia. A każdą z historii opowie inna członki rodów
rządzących rzeczywistościami. A zacznie się ta historia od
narodzin samego diabła, czyli pół-kobiety pół-ryby – Mireii.
To za sprawą jej narodzin na świat sprawdzona została samotność.
Niedawno pisałam tak:
Pierwotna
historia świata zaczyna się od Edenu - raju, gdzie Bóg, czyli nasz
Pan mórz stworzył ludzi. Każdy mężczyzna połączony był z
kobietą. Każdy Adam posiadał swoją Ewę a Ewa Adama.
Tworzyło
to harmonię świata, która miała trwać po wsze czasy. Jednakże,
gdzie jest ład musi istnieć i chaos. Jedna krnąbrna kobieta nie
była zadowolona z życia w nudnym związku. Nie mogę się jej
dziwić, może wylosował nudziarza. Niespokojna dusza czytaj kobieta
poszukiwała więc spełnienia w innych ramionach, skąd była
wypędzana aż pewnego razu znalazła przyjemność w ramionach
innego. Oddała się morskim falą w objęcia, swojemu stwórcy i tak
zburzyła ład. Jej wyczyn jest uznawany za grzech i sprowadzenie na
ludzi samotności. Ale nie to było najgorsze. Definicją raju był
porządek, który został zaburzony, nie tylko przez zdradę tej
niespokojne duszy, ale znacznie gorsze następstwo. Owocem jej zdrady
było dziecko, ale niezwykłe – w połowie kobieta w połowie ryba.
Czyli Mireiia, zdrada Ewy przyczyniła się do narodzin diabła.
Kobieta przypłaciła życiem jej przyjście na świat, lecz my
ludzie płacimy znacznie gorszą cenę za jej grzech. Jesteśmy
wodzeni przez wiedźmę morską.
I
tak, drogi czytelniku, zaczyna się historia ludzi, dobra i zła,
rodów o jakich wspomniałam wyżej i opowieści o niezwykłych
kobietach, które dźwigać muszą na swych barkach istotę świata i
zabawy wiedźmy morskiej.
W
uniwersum czasu przedstawię Ci świat rodów przed manipulacjami
czasem samego diabła, świat po jego manipulacjach, czyli czasy nam
obecne, które ewoluowały i wydały nam twór pod postacią
LPMa. Zaproszę Cię również do przyszłości, która odsłoni
Ci wykreowaną rzeczywistość po stworzeniu LPMa.
Idąc
tym tokiem sprawdzą się najgorsze spekulacje mówiąc, że im
człowiek zajdzie wyżej tym szybszy jego upadek, i tak też się
stanie – dojdzie do apokalipsy i świata rządzonego jedynie przez
radę nie będącą już w cieniu. A ja naszkicuję
Ci świat po apokalipsie, ten i jeszcze jeden, który ma być końcem,
lecz i początkiem. Jak wąż zjadający ogon.
Rozpisałam
się jak prawdziwa autorka 😉
Poza uniwersum czasu tworzę książki rozrywkowe, lecz z
morałem.
Pisząc
bajki dla dzieci czerpię inspirację z otoczenia, przeżyć, a
czasem i własnej wyobraźni. Tworząc bajki dla młodszej widowni
sama czuję się jak dziecko i na moment opuszczam świat realny. Tak
było w sytuacji bajki o Ignis – czarodziejce ognia, która i mnie
zabrała do baśniowego królestwa, w którym magia i magiczne istoty
istniały i żyły razem z ludźmi. Bohaterka odsłoniła mi nie
tylko nowy świat, lecz i potęgę ognia i poświęcenia. Gdy tylko
opuściłam ten wymiar, szybko zajęłam
się kolejnymi książkami i światami, aż wreszcie podczas pewnych
Świąt
Bożego Narodzenia
złoty słowik zainspirował mnie do stworzenia bajki o Magicznym
Słowiku. Okres świąteczny jest pięknym czasem, lecz dla mnie zima
to czas śmierci wielu zwierząt, które z powodu mrozów tracą
życie. Powieść miała ukazywać i ukazuje
prawdziwą wartość życzeń, tylko te szlachetne spełniają się w
niezmiennej formie. W głowie natychmiast powstały kontynuacje
dotyczące Magicznego Słowika czyli Magiczne wakacje Słowika oraz
Magiczny świat Słowika. Zupełnym przeciwieństwem jest historia o
Przygodach kota Psota, która miała pełnić rolę książki
rozrywkowej dla dzieci. Jednakże nie byłabym sobą gdybym nie
zainspirowała przygód Psota moimi doświadczeniami ze zwierzętami
i gromadą, która wtedy towarzyszyła
mi. Mam ogromny sentyment do tej serii ze względu na czas miniony,
który już nie wróci. Dlatego również tworzę, aby zakotwiczyć
chwile w czasie i mieć możliwość powrotu, zupełnie jakbym
posiadała wehikuł czasu. Każda historia ma inny początek, inne
przesłanie i zupełnie odmienny koniec.
Znajdziecie
mnie:
https://agnieszkaczerwinska.pl/
https://www.facebook.com/agnieszkaczerwinskapisarka
https://www.instagram.com/agnieszkaczerwinska_ipisarz.pl/
https://www.tiktok.com/@agnieszkaczerwinska.pl
https://www.youtube.com/@agnieszkaczerwinskapisarka/videos
Fragmenty:
ROZDZIAŁ
I Przedsionek piekła
Dwudziesty
pierwszy wiek to czasy szybko rozwijającej się technologii.
Przyrost nowinek technologicznych biegnie takim tempem, że większość
społeczeństwa nie nadąża za premierami smartfonów, laptopów,
telewizorów, kamer czy innych cudów techniki. Zaledwie krok w
miniony wiek, a mogliśmy jedynie pomarzyć o kamerach wielkości tic
taca czy przepływie informacji tak szybkim jak myśli. Może warto
tutaj przytoczyć przysłowie: „szybciej mówi, niż myśli”, ja
natomiast uważam, że na dzisiejszy czas, jaki nas zastał, możemy
zmienić powiedzenie i śmiało zastąpić je słowami „szybciej
pisze niż myśli”. Żyjemy w czasach, powiedzmy, pokoju, w dobie
wymuszonej grzeczności, dobroci, charytatywności, przyzwoitości
czy nawet czystości ciała i mieszkań. Stwarzamy pozory, gdyż jak
nas widzą, tak nas piszą. Stygmatyzujemy tych, których stać na
odwagę, by być sobą, wyjść poza ramy rzeczywistości, świata
idealnego, lecz tylko dla wybranych. Zamykamy oczy na głód i na
cierpienie, biedę, śmierć…Przechodzimy obojętnie obok żebraka,
ale z uśmiechem na twarzy kupujemy dziesiątą parę jeansów.
Hipokryci z nas, ludzi. To pewne. Oburzamy się w chwili, gdy do
człowieka z ulicy uśmiechnie się szczęście – wygra na
loterii, otrzyma mieszkanie socjalne lub ktoś o mniejszym od
naszego odsetku dumy odda mu część swoich dóbr. Oburzamy się nie
dlatego, że nic nie zrobiliśmy, ale dlatego, że nie polepsza się
nasze życie tylko kogoś innego. Egoiści z nas, ludzi, ale do tego
można przywyknąć. Kiedyś czytałam, że człowiek jest w stanie
przyzwyczaić się do wszystkiego, od drobnych uniedogodnień, aż do
sytuacji, które niszczą jego samego. Ilu z nas jest taką osobą?
Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi. Podobnie jak wiele innych
trudnych, jakie zadaję sobie czy innym. Czasem myślę, że jedynie
wyrzucając wszystko z głowy – wszystkie myśli, wspomnienia,
pragnienia, marzenia – możemy nareszcie otworzyć oczy na świat,
który nas otacza. Ludzie potrafią nas zaszufladkować
nieodwracalnie, wpłynąć na nasze życie, zmienić nas i nasze
poglądy. W jednej chwili jesteś podróżnikiem, badającym
zapomniane miejsca na ziemi, w innej natomiast siedzisz w czterech
ścianach, czekając, aż partner wróci z pracy. Zapominasz o tym,
co cię uszczęśliwiało, rzucasz wszystko dla drugiej osoby.
Potrafimy się poświęcić, ale czy na pewno zawsze musimy to robić?
Odpowiedzi potrafimy udzielić dopiero po latach, właściwej
odpowiedzi. Życie nie zawsze jest pasmem sukcesów. Pomimo że nasza
sytuacja materialna jest dobra, nie wszystko możemy zawdzięczać
pieniądzom. Choć to uniwersalny środek od wieków zapewniający
szczęście, mi szczęścia nie dał. Poza majątkiem i sławą, o
czym marzy dziś każdy przeciętny człowiek, jest jeszcze jedna
przyjemność łechtająca nasze ego. Dreszczyk strachu, przygody,
który napędza nas do dalszego życia, sprawia, że kolejny dzień
nie jest monotonny jak praca w firmie czy zajmowanie się czterema
kątami. Zastrzyk adrenaliny, który rozkazuje nam go namnażać. Tej
przyjemności nie mogę odmówić sobie od lat....
ROZDZIAŁ
I Salon rozpusty
Śmierć
od wieków intrygowała nas, ludzi, pod względem fizycznym, duchowym
czy kulturowym. Czym tak naprawdę jest pojęcie śmierci? Czy tylko
stanem niedomagania ciała? A może krokiem do innego świata?
Etapem? Karą? Nagrodą? Zadaję sobie te pytania. Śmierć, czy
naprawdę jest czymś złym? Dla każdego człowieka nadchodzi dzień
pożegnania. Przychodzimy na ten świat, rozwijamy się, żyjemy,
starzejemy i umieramy. Tak przynajmniej jest u większości ludzi,
lecz istnieją przypadki nie typowe: morderstwa, choroby,
nieprzewidziane zdarzenia, które nie pozwalają nam żyć i się
zestarzeć. Wtedy odchodzimy z tego świata przedwcześnie, a nasi
bliscy znajdują pocieszenie w religii. Rodzajów wiary na świecie
jest tyle, ilu jest ludzi, lecz symbol śmierci przewija się przez
każdą, jest niczym uniwersalny kod. Ten szyfr, jak powiedziałam,
zabiera nas ze świata, w którym żyliśmy, do nieznanego. I tak
jest zawsze i wszędzie. Możemy chwytać się żalu, wylewać tę
rozpacz na obrazy, wiersze, muzykę, ale nie zmienimy kodu.
Filozofowie tworzyli dzieła na cześć śmierci, załóżmy taki
Klaudian Klaudiusz, rzymski poeta, jest autorem słów mors omnia
aequat, czyli
śmierć równa wszystkich i wszystko. Wielka szkoda, że ten poeta
nie poznał Duncana, zapewne przeszedłby wtedy załamanie nerwowe.
Śmierć w przypadku wampira jest niemożliwa, lecz pociąga go.
Śmierć pod względem fizycznym, ustanie wszystkich oznak życia
byłaby dla niego prezentem. Śmierć. Powtarzam. Śmierć jest tym,
co sprowadziło mnie do tego miejsca, mnie oraz innych ludzi.
Jesteśmy składnikiem eliksiru śmierci, trucizny, która oszuka
diabła. Wstyd mi, że rozpracowałam plan Duncana tak późno, po
tylu latach. Dlaczego najprostsze pomysły czasem potrafią ukryć
się za mętlikiem myśli? Bywa, że umysł ludzki jest jak cegła,
której nie da się rozbić, nic do niej nie dociera. Gonimy niczym
szczury w potrzasku wprost do pułapki większej niż ta, w której w
obecnym momencie się znajdujemy. W myślach przywołuję ostatnie
godziny przed moim porwaniem. Chwile, kiedy w mojej głowie tkwiła
cegła, której nie mogłam rozbić. Ślepo dążyłam do tego, co
miało się stać. Duncan wszystko zaplanował, lecz dam sobie rękę
uciąć, że nie sam. Ktoś mnie zdradził, a zdrajcę czeka jeden
los. Uważnie zanurzam narzędzia chirurgiczne w lepkiej różowej
masie, kolejnym doskonałym wynalazku Duncana. Dezynfekująca gąbka,
lecz do niej temu czemuś daleko. Jednak co może znaczyć zwykłe
słowo, zwykłej śmiertelnicy? Wkrótce skończę jak 2999 stojąca
teraz obok mnie i wkładająca pobrudzone naczynia do zmywarki
skonstruowanej przez Duncana, czyli kuleczek w misce, które mają
pełnić funkcję tego urządzenia. Jednakże słysząc dźwięk
rozbitego szkła, mój dobry nastrój znika, podobnie jak i 2999.
–
Zlew, woda i ścierka by wystarczyły – syczy Camille. – Znów
muszę zaopatrzyć nas w nową zastawę.
– Gąbka dezynfekująca
sprawia, że narzędzia chirurgiczne korodują w oczach –
westchnęłam. – Wszystko na nic.
ROZDZIAŁ
I Pokój nadziei
Wolność
jest stanem niedocenianym przez nas, czymś tak oczywistym jak prąd,
woda czy supermarket. Ideą swobody jest nasz świadomy wybór, który
nie jest skutkiem przymusu osób trzecich. Podejmujemy decyzje
zgodnie z naszą wolą, sumieniem czy innymi czynnikami. Wolność
jest przeciwnością zniewolenia. Życie na powierzchni jest
wolnością, natomiast życie w podziemiach – więzieniem… Tak
przynajmniej powinnam sobie to tłumaczyć. Jednak co zrobić, gdy
serce i umysł jeden raz w życiu mówią jednym głosem i nie
zgadzają się z tą tezą? Czy to skutek syndromu sztokholmskiego ,a
może prawdziwej miłości? Co się ze mną dzieje? Porzucam
racjonalny tok myślenia i zachowuję się jak główna bohaterka
telenoweli. Mój umysł szaleje, porzuciłam zdrowy rozsądek dla
niego. Otulam się ramionami, myśląc o Duncanie.
– Ekhem
– chrząknął policjant, tym samym zwracając moją uwagę. –
Wróćmy do rzeczy. Trzęsę się, leżąc teraz w łóżku
szpitalnym. Nie mogę wyrzucić z pamięci wczorajszej nocy, Duncana
i zdrady Elizabeth. Przez podróżniczkę w czasie, 2999 i Blase’a
zmuszona byłam opuścić mój dom oraz Duncana. Serce chce pęknąć
na pół, a łzy gromadzą się pod
powiekami. Najgorsza jest niemoc, bezsilność spowodowana brakiem
powrotu.
– Nazywasz się Roxanne Bedlington? – dociera do mnie
niczym echem głos policjanta. Nie mogę wrócić. Tylko te słowa w
tej chwili są dla mnie ważne. Póki Duncan nie zbierze sił, nie
mogę do niego wrócić. Ponadto potrzebuję zaproszenia, aby wejść
do tuneli. W tej chwili czuję się jak zdrajca, chociaż zapierałam
się przed zrealizowaniem ich planu, to teraz jestem tutaj. W
szpitalu, do którego zabrał mnie jakiś kierowca. Przywiózł mnie
tutaj, aby teraz wielu lekarzy badało mnie niczym królika
doświadczalnego, a obleśny policjant patrzył na mnie jak na
skończoną wariatkę i oszustkę. Lustruję jego mundur, ubrudzony
cukrem pudrem, wylewającą się z kołnierza skórę czy brudne
paznokcie.
– Mówiłam już kilka razy – odezwałam się. –
Nazywam się Roxanne Bedlington. Podnoszę się do pozycji siedzącej,
co nie jest łatwe przez liczne rurki doczepione do mojego ciała.
–
I zostałaś porwana przez Kolekcjonera ludzi? – kończy
sceptycznie.
– Co w tym dziwnego? – Wzruszył ramionami.
–
Roxanne Bedlington nie żyje.
– Proponuję wykonać testy, w końcu
jesteśmy w szpitalu –syknęłam.
– Wróćmy do początku,
nazywasz się… Głośno zawarczałam, słysząc lekceważący ton
policjanta. Uważa mnie za większego durnia, niż sam jest.
Przesłuchanie trwa już wiele godzin, a tutaj nic się nie zmienia.
Uważa mnie za oszustkę, co godzi w mój honor i potwierdza opinię
na temat policji.