Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niejednoznaczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niejednoznaczne. Pokaż wszystkie posty

02 marca 2023

Poetyckie miraże - w kręgu wiersza, który otwiera powieść Anety Krasińskiej "W objęciach nazisty"

 
Nie jestem osobą, która szafuje określeniami, szczególnie w stosunku do siebie. Pierwszy raz publicznie piszę o tym, że nie mam w zwyczaju określać się kimś kim nie jestem, bo tak się składa, że jeśli chodzi o proces twórczy, wobec siebie jestem krytykiem doskonałym. Tak, jestem bardzo dla siebie krytyczna. Moje tworzenie wierszy, poezji, to przede wszystkim mnóstwo skreśleń, refleksji, emocji, przemyśleń. I tutaj małe wyjaśnienie - nie czuję się kompetentna, by określać się mianem poetki. Uważam, że muszę napisać miliony wierszy i tyle samo, lub o połowę mniej, wydać tomików, bym mogła nazywać się poetką. 





Historia wiersza, który otwiera powieść Anety Krasińskiej W objęciach nazisty jest dość specyficzna. Znamy się z autorką już dobrych kilka lat, darzy mnie zaufaniem na tyle, że jeszcze zanim wyśle plik z nowym tekstem książki do wydawcy, najpierw podsyła go mnie. Kiedy plik z treścią W objęciach nazisty (wówczas był to zupełnie inny tytuł roboczy) dotarł do mnie, i kiedy zaczęłam go czytać, autorka zapytała mnie, czy nie napisałabym do niego wiersza. Szczerze przyznam, że nigdy tego nie robiłam. Stanowiło to dla mnie kompletnie niewyobrażalne wyzwanie - napisać wiersz na tzw. zamówienie, prośbę. Nie od razu się zgodziłam, bo nie wiedziałam, czy dam radę. Wiersz powstawał długo. Najpierw noszę się z przemyśleniami, refleksjami, emocjami, a potem siadam i piszę. Nie od razu wychodzi to, co chcę uzyskać, trudno zadowolić siebie samą. Pierwszy wiersz, zdaniem autorki, był trudny w odbiorze, posiadał za duży ciężar w przesłaniu. Aneta zaproponowała, bym go może przeredagowała, ale mnie nic innego w nim nie pasowało, on musi być taki, a nie inny. Zaproponowałam, że napiszę nowy. Zanim go przesłałam, napisałam jeszcze jeden. W sumie powstały trzy wiersze, a ten, który znajduje się w książce jest trzecim. Drugiego autorka w ogóle nie widziała, bo go całkowicie skreśliłam, usunęłam, nie pasował mi kompletnie.

Taka jest dla mnie poezja - wielowymiarowa. Wiersz zbiera całkiem dobre opinie  i to cieszy mnie najbardziej, bo utwierdza w tym, że to co robię ma sens, jest dobrym kierunkiem. Poniżej znajdziecie opinie czytelników, którzy napisali kilka słów o moim wierszu. Swoją drogą, całkiem niedawno rozmawiałam z Anetą na ten temat, że rzadko się zdarza, by ktoś napisał wiersz do książki, której treść pozna przed wydaniem. Zazwyczaj autorzy sięgają po gotowe teksty, które powstały znacznie wcześniej i je publikują. Ja tymczasem napisałam to z innej perspektywy.

Drodzy! Będę Wam bardzo wdzięczna, jeśli w komentarzach napiszecie dosłownie parę słów, jak odbieracie ten wiersz. Nie oczekuję wywodów i peanów pochwalnych. Napiszcie szczerze.

A wszystkim, którzy napisali już opinię o wierszu, z serca dziękuję ❤️

Autorka:










O wierszu wspomina się także w rozmowach z autorką na spotkaniach autorskich.



14 lutego 2023

"Tłumaczenie to najdokładniejsza lektura, jestem więc tylko nieco bardziej wnikliwą czytelniczką". Wywiad z Agnieszką Żuchowską-Arendt, tłumaczką m.in. powieści "Krajobraz z martwą babcią"

 

Kochani!
Wczoraj opublikowałam wywiad z Tomo Podstenškiem, autorem powieści Krajobraz z martwą babcią, Wydawnictwo Fundacja Duży Format, w przekładzie Agnieszki Żuchowskiej-Arendt. Dzisiaj zapraszam Was na wywiad z Agnieszką - o pracy m.in. przy przekładzie powieści Tomo.
Życzę Wam przyjemnych wrażeń! 

Zdjęcie do grafiki nadesłane przez Agnieszkę Żuchowską-Arendt



Agnieszka Krizel: Dzień dobry, Agnieszko. Przełożyłaś ze słoweńskiego książkę Tomo Podstenška Krajobraz z martwą babcią, która została wydana nakładem Fundacji Duży Format. Jestem ciekawa, jak trafiłaś na autora – na Jego książkę, na Fundację. Jak wyglądała ta droga?
Agnieszka Żuchowska-Arendt: W 2018 r. brałam udział w seminarium dla tłumaczy literatury słoweńskiej zorganizowanym przez słoweńską instytucję rządową dbającą o promocję literatury (Javna agencija za knjigo Republiki Słowenii; w skrócie: JAK) oraz Stowarzyszenie Słoweńskich Tłumaczy Literackich (Društvo slovenskih književnih prevajalcev). To był wspaniały czas wypełniony wspólnymi warsztatami z tłumaczami na inne języki pod opieką doświadczonej kadry, spotkaniami ze słoweńskimi pisarkami i pisarzami, ale również spacerami po Mariborze i Lublanie z fascynującymi opowieściami lokalnych przewodników, poznawaniem lokalnego kolorytu, przyrody i... kuchni! (Do dziś ciepło mi się robi na żołądku na wspomnienie prekmurskiej gibanicy i štruklji gryczanych).
Wszystko to wraz z przelotem do Lublany i z powrotem, wygodnym zakwaterowaniem w Lublanie i Mariborze oraz przejazdem pomiędzy oboma miastami zostało sfinansowane przez JAK.
Jedną z powieści, nad której fragmentem pracowaliśmy podczas seminarium była Papier, kamień, nożyce Tomo Podstenška. Ja zainteresowałam się jednak bardziej „martwą babcią” i zaproponowałam tę powieść wydawnictwu Fundacja Duży Format, z którym już wcześniej współpracowałam. Złożyliśmy wniosek do JAK i otrzymaliśmy dotację na tłumaczenie i publikację powieści.
Marzy mi się, abyśmy również w Polsce wybrali sobie wreszcie rząd świadomy patriotycznie, to znaczy taki, który w kwestii kultury inwestuje w rzeczy piękne i nieprzemijalne – a nie w szpetne pomniki papieża i ławeczki patriotyczne, które rozpadają się po pierwszym deszczu.

A. K.: Co dla Ciebie, jako tłumaczki, w przekładzie tej historii było najistotniejsze?
A. Ż.-A.: Tłumaczenie to najdokładniejsza lektura, jestem więc tylko nieco bardziej wnikliwą czytelniczką. Dla mnie najistotniejsze było, że ta historia opowiedziana jest nie tylko z ludzkiej i nie tylko z męskiej perspektywy; że oglądamy kawałek świata oczami starszych i młodszych, kobiet i mężczyzn, psa, kota, szczurzycy i... martwej babci. To bardzo cenne i potrzebne ćwiczenie empatii.

A. K.: W książce pojawiają się pewne zwroty, powiedzenia – takie typowo polskie, które znamy. Czy to ze względu na czytelnika polskiego?
A. Ż.-A.: Każdy przekład powstaje z myślą o czytelniku, dlatego powinien brzmieć dobrze i zrozumiale w języku docelowym. Tłumaczę wyłącznie z języków słowiańskich, więc jest mi łatwiej ze względu na bliższą wspólnotę językową, ale jeśli jakieś frazeologizmy użyte w oryginale nie występują w polszczyźnie, wówczas szukam jak najtrafniejszych odpowiedników. To normalna strategia.

A. K.: Pojawiają się w tekście także fragmenty z dialogami, które są „dialektami/gwarą” słoweńską? One dodają historii autentyczności, ale stanowią też pewien smaczek. Nie wiem czy użyłam prawidłowego określenia. Jak to wygląda od strony słoweńskiej, dlaczego to było takie ważne, by zostawić je właśnie w tej formie?
A. Ż.-A.: Z szacunku do tekstu i, autora, czytelników i... dla zabawy – bo to przyjemnie móc się sprawdzić w kolejnych wyzwaniach. Jeszcze przyjemniej usłyszeć od czytelniczek_ów słowa uznania. Choć oczywiście nie będę kłamać, że mam na koncie same spektakularne sukcesy, błędy zdarzają się przecież każdemu, to normalne.
W Słowenii występuje znacznie większe bogactwo dialektów niż w Polsce i są one dość zróżnicowane. I nigdy nie da się w tłumaczeniu zastąpić dialektu jednego języka dialektem innego, bo po prostu nie ma takiego przełożenia. Dlatego zawsze trzeba w takich sytuacjach tworzyć nowy dialekt – nieistniejący, ale przekonujący. Tak uczyniła m.in. Elżbieta Kwaśniewska tłumacząc powieść Dragoslava Mihailovicia „Wieniec Petrii” opublikowaną w mojej ukochanej serii „Biblioteka Jugosłowiańska” w Wydawnictwie Łódzkim (1979.). I tę samą strategię zastosowałam w przypadku powieści Podstenška. Aby wywołać u polskiego czytelnika odpowiednie asocjacje, skompilowałam cechy fonologiczne dialektu podhalańskiego (ponieważ bohaterowie mieszkają w górach) oraz śląskiego, bo dobrze komponowały się z licznymi germanizmami obecnymi w oryginale, które starałam się zachować w przekładzie z polską pisownią.



A. K.: Jak długo trwała Twoja praca nad tym przekładem?
A. Ż.-A.: Nie wiem. Praca artystyczna – taka jak pisanie czy tłumaczenie literatury nie jest u nas uznawana za pracę (zupełnie inaczej niż jest to regulowane np. w krajach b. Jugosławii). Dlatego nie prowadzę statystyk ani dzienników, nie mam na to czasu wśród wielu zajęć. A nad tłumaczeniem powieści, opowiadań i wierszy pracuję w tzw. wolnych chwilach, nad kilkoma utworami na raz i zapełniam szuflady propozycjami dla wydawnictw, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znajdzie się możliwość publikacji.

A. K.: Coś od siebie do czytelników:
A. Ż.-A.: Przede wszystkim cieszę się, że jesteście i dziękuję za to, że dzielicie moją literacką pasję. Dziękuję za to, że kupujecie i czytacie książki, co nie jest wcale łatwe w kapitalizmie i po odbyciu edukacji w polskim systemie (opartym na pruskich wzorcach z początku XIX w.), który raczej zniechęca do czytania i odstrasza przed samodzielną refleksją. Trzymajcie się dzielnie!


____________
Ode mnie (MOTYL literacki):
DZIĘKUJĘ za rozmowę, zarówno autorowi, jak i Tobie, Agnieszko – Dobry Duchu. Za to, że byłaś pośrednikiem między mną a autorem, oraz za to, że zgodziłaś się na wywiad. Wiem, że często tłumacze książek są pomijani w opiniach, recenzjach. Prawda jest taka, że odbiór tekstu zależy właśnie od dobrego przekładu. Gdyby tak dobrze nie czytało by mi się Krajobrazu z martwą babcią pewnie nie zwróciłabym na książkę uwagi. 
I DZIĘKUJĘ za Twoją pracę, jaką włożyłaś w tłumaczenie wywiadu Tomo.


10 stycznia 2023

„Kryminałek” Maciej Lasota

 




Wydawnictwo Papierowy Motyl Marika Krajniewska


Jeśli nastawicie się na soczysty kryminał, w którym trup ściele gęsto, to możecie się rozczarować, bowiem to, jak sam tytuł wskazuje, kryminałek. W tej niewielkiej objętościowo książce jest mnóstwo przestrzeni na domysły, refleksje. Autor zaskakuje nas na niemal każdym kroku – kreacją bohaterów, sugestywnym językiem narracji, ale i nieźle nakreśloną intrygą, w którą zostajemy opleceni od samego początku, a aura tajemniczości i zagadkowości towarzyszy nam przez cały czas czytania. No i dystans, dobry humor, trochę takie przejrzenie się w krzywym zwierciadle, bo chociaż kryminałek ma zabarwienie czarno-białe, a jego bohater ma za sobą lata świetności i komuś zależy na jego zniknięciu, ale Maciek nigdy się nie poddaje, to w gruncie rzeczy dobry człowiek, siła dedukcji i spokoju.

Uwagę już przykuwa bardzo nastrojowa okładka – taka w duchu minionych lat, retro opowieść, która idealnie oddaje treść książki, a każdy bohater, z którym Maciek ma styczność i który jest bohaterem drugoplanowym, pojawia się w osobnym rozdziale, graficznie wyodrębnionym.

Nastawcie się na dużą dawkę humoru, a całość wybrzmiewa bardzo refleksyjnie, bo między wersami lekkiego kryminaliku autor porusza ważne tematy, również z aspektem społecznym, bardziej jednak indywidualnym. To taki rodzaj naszego ludzkiego katharsis, zwrócenie uwagi na to, co w życiu ważne, istotne – dla nas jednostek, indywiduum.

Bardzo Wam polecam!


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=184194435

10 listopada 2022

„Wiatrom powierzone” Laura Imai Messina

 


Wydawnictwo Sonia Draga

To jest historia, która od pierwszych wersów zahacza nasze serce lekkością i płynnością języka narracji, ale też plastycznością nakreślonych sytuacji, które autorka oparła na kanwie autentycznych wydarzeń z 11 marca 2011 roku, kiedy to w północno-wschodniej Japonii miało miejsce trzęsienie ziemi, a fala tsunami uszkodziła elektrownię atomową w Fukushimie, porywając mnóstwo istnień ludzkich, zginęło wówczas prawie 16 tysięcy osób.

Swą opowieść autorka podzieliła na dwie części. Pierwsza część poświęcona jest życiu dwóch bohaterów, w momencie kiedy Yui przyjeżdża do Bell Gardii, by zabezpieczyć budkę telefoniczną, stojącą pośrodku ogrodu przed tajfunem, którego niszczycielska siła zaczyna się wzmagać. Ale telefon w budce jest nie podłączony, od pamiętnego 11 marca, stoi tam symbolicznie, jako kontakt żywych z umarłymi – niesie ich słowa wraz z wiatrem. Yui traci w fali tsunami matkę i córeczkę. Jak się okazuje, córeczkę, którą trudno było jej pokochać od chwili narodzin. Jest dziennikarką radiową i kiedy dowiaduje się o tym symbolicznym miejscu, postanawia wyruszyć w drogę, by się przekonać, jaka jest siła jego symboliki. Na szlaku do Wietrznego Telefonu poznaje młodego lekarza, który co prawda w fali tsunami nie stracił nikogo bliskiego, ale niedawno zmarła mu chora żona, teraz samotnie wychowuje kilkuletnią córeczkę, która z kolei od chwili śmierci matki zamknęła się w sobie.

W drugiej części Yui z narażeniem życia staje w obronie Wietrznego Telefonu przed niszczycielską siłą tajfunu. Czy jej się to uda? To także część poświęcona zacieśnianiu relacji między bohaterami. Będzie zaskakująco, dojmująco, emocjonalnie, bo Yui zaczyna wewnętrzną walkę samej ze sobą, zaczyna gryźć się z wyrzutami sumienia, błędnymi wnioskami, osądami.

Tych dwoje nie zdaje sobie sprawy, że wnikając maleńkimi kroczkami wzajemnie w swoje życie, po kilku latach zadomowi się w nim na dobre. Ale nie spodziewajcie się ckliwej historii, wydumanej z podtekstów czy spojrzeń. To jest zupełnie inna opowieść. Taka, przy której chcecie sobie popłakać, zreflektować się, przeanalizować emocje, czy sytuacje. To opowieść bez chaosu codzienności, skupiająca uwagę na wartościach życia, niuansach wysupłanych z drobinek dnia, pokazująca, jak osobiste tragedie i dramaty wpływają na nasz charakter, ile jesteśmy w stanie udźwignąć bólu i tęsknoty, by kroczyć dalej, ale i otworzyć się na nowe.

Bardzo Wam tę książkę polecam. Jest w zupełnie innej tonacji, zwraca uwagę na odmienne priorytety, skupia się na egzystencjalizmie.


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=153310281


09 listopada 2022

[Audiobook] „Śnieg jeszcze czysty” Anna Musiałowicz

 



Czyta: Elżbieta Kijowska

Wiedziona mnóstwem pozytywnych opinii i recenzji, z czystej ciekawości, sięgnęłam po książkę nie tylko sygnowaną bardzo wymownym, tajemniczym tytułem, ale i zupełnie niecodzienną okładką, która, jak się okazuje, znakomicie oddaje jej treść. Zdecydowanie to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, i już wiem, że nie ostatnie. Autorka przenosi nas do lat sześćdziesiątych, na teren małej, gnuśnej wsi. Znakomicie, iście po mistrzowsku, oddając jej klimat i specyfikę.

To historia niecodzienna, bardzo specyficzna, zapadająca w pamięć. Historia, która przenosi nas w czasy, w których nie było telefonów komórkowych, a ludzie żyli w swoim zagajniku swoimi problemami. Gabrysię, główną bohaterkę, poznajemy od momentu narodzin do lat młodzieńczych i tu, przyznaję, czuję pewien niedosyt. Mam nadzieję, że autorka planuje kontynuację.

Na oczach kilkuletniej dziewczynki ginie w wyniku wypadku jej matka. Ojciec nie przejawia żadnej uwagi i chęci, by dalej opiekować się córką. Tym zajmuje się babka dziewczynki, która jest obserwatorką upadku moralnego syna. Są tematy, w których matki nie zastąpi nawet najlepsza babka na świecie, stąd też Gabrysia pozbawiona rodzicielskiej opieki, wychowuje się na tym, co widzi dookoła – upadającą na zdrowiu babcię i ojca zaspokajającego seksualny popęd. Jego Dziewczyna dorasta, czując potrzebę bycia dostrzeganą. A kiedy staje się obiektem obserwacji jednego z chłopców, następuje ciąg wydarzeń, które nas zaskakują i wprowadzają w swój emocjonalny rollercoaster. Autorka skupiła się na intensywności psychologicznych aspektów każdego z bohaterów, bo towarzyszymy im w każdym niemal momencie życia, a plastyka języka narracji pozwala nam na odczuwaniu ich przeżyć.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona rozwojem sytuacji i, mimo trudnej tematyki, refleksyjnym tonem opowieści, który skłania nas do wielu przemyśleń. Autorka świetnie odwzorowała aurę wiejskiego grajdoła, stworzyła charakterystycznych bohaterów, ale też postawiła ich w niezwykle trudnych sytuacjach. Wiele tu emocji, często sprzecznych, takich drapiących nas od środka, rozrywających swą wymową, tęsknotą, prostotą życia i wciąż aktualną tematyką. Nawet dzisiaj często bywamy świadkami takich problemów i traum.

Na uwagę zasługuje równie mistrzowska interpretacja książki w wykonaniu Elżbiety Kijowskiej. Tu jest akcent w miejscu, w którym powinien być, tu jest balansowanie głosem, jego modulacja i barwa odpowiednio dobrana do bohaterów i opisów. Słuchałam losów bohaterki z zapartym tchem! W ogóle cały audiobook został nagrany niemal w klimacie mikrosłuchowiska, z efektami dźwiękowymi.

Bardzo Wam polecam!


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=170418273


02 listopada 2022

[Patronat medialny] „Nauczycielka z getta. Wciąż pod wiatr” – Aneta Krasińska

 


Wydawnictwo JAGUAR

Niepewność, która narodziła się podczas lektury pierwszej części, i która towarzyszy nam w trakcie drugiej, jest równoznaczna z zakończeniem, bo jeśli myślicie, że to historia jednoznaczna i przewidywalna, to jesteście w wielkim błędzie.

Laura podejmując decyzję o wejściu do getta nie wiedziała co ją tam czeka. Wojna wyzwalała w ludziach wiele zaskakujących emocji, reakcji. Budziła instynkty, których działanie nie zawsze doprowadzało w miejsca oczywiste. Ale miłość do męża była silniejsza. Kiedy Laura z dorastającymi szwagrami została praktycznie sama, podejmuje kolejną trudną decyzję. Zmiana mieszkania przyniosła za sobą pewne możliwości. Młodzi Lewiatanowie podejmują pracę, Laura zacieśnia przyjaźń z sąsiadką z pokoju obok, która w dramatycznych okolicznościach straciła najpierw dzieci, potem męża. W Laurze nigdy jednak nie zgasła iskierka nadziei na to, że odnajdzie męża i teściową. Okrutny los postawi na jej drodze wysoko postawionego oficera niemieckiego, a co za tym idzie – strach.

Getto łódzkie nie jest częstym, a nawet w ogóle tłem opowieści. Aneta Krasińska podjęła się niełatwego tematu, ale zrobiła to bardzo zgrabnie, autentycznie, bez zbędnego patosu. Pokazała, jak getto łódzkie przeobrażało się na przestrzeni czasu. Młodzi Lewiatanowie pracowali na budowie obozu prewencyjnego dla dzieci, których rodzice zostali uznani za szpiegów, czy kolaborantów. Daje swojej bohaterce szansę na to, by mogła wyjść z getta i żyć z dala od tragizmu i dramatu getta. Nakreśliła ścieżki swojej bohaterce w taki sposób, że współodczuwamy jej ból – ten fizyczny i psychiczny.

To bardzo emocjonalna i zaskakująca historia. Bohaterka walczy nie tylko z przeciwnościami losu, ale i sama ze sobą, by nie ogarnęły jej negatywne myśli. Niejednokrotnie też jest oparciem dla swoich współlokatorów. Tę opowieść chłoniemy wszystkimi zmysłami, a po lekturze zostajemy z mnóstwem nieokreślonych do końca refleksji i myślami kłębiącymi się w pytaniach. Jaka jest cena poświęcenia się?

Bardzo Wam polecam tę historię, która, śmiem twierdzić, posiada otwarte zakończenie. Czy możemy spodziewać się ciągu dalszego? Ja bardzo bym chciała.


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=179731489

30 lipca 2022

"Serce lasu" - Patrycja Żurek

 



Wydawnictwo DRAGON


To jest właśnie taka książka, po którą jeszcze kilka lat temu może bym i nie sięgnęła. Zastanawiacie się, dlaczego? Żeby ją przeczytać potrzeba trochę otworzyć swój umysł na pewne nadprzyrodzone zdolności głównej bohaterki, która jest, krótko mówiąc, medium. To właśnie do niej wielu okolicznych mieszkańców Rymanowa przybywa, by się poradzić, ukoić tęsknotę za zmarłą osobą, a nawet pozamykać pewne sprawy, które poprzez śmierć bliskiej osoby zostały przerwane.

Zastanawiałam się, co mnie jednak łączy z Libuszą. Zdecydowana odpowiedź - samotność. Twórczy ludzie, takie swoiste indywidua potrzebują samotności, pomieszkiwania tylko ze swoimi myślami. Libusza to skromna, szczera i otwarta kobieta, której trudna przeszłość i ten swoisty dar przekazywany tylko żeńskiej linii potomków, przysparza odosobnienia. Libusza jest świadoma, że rodząc córeczkę przekazałaby dalej ten stygmat - tak to określę. Roni więc wszystko, by nie zajść w ciążę. Kobieta buntuje się, że bez jej zgody potrafi porozumiewać się z duszami zmarłych.

A kim jest Iwo? To mężczyzna, który ulega poważnemu wypadkowi, rozpoczyna leczenie w ośrodku w Rymanowie - miejscowości, w której mieszka Libusza. Bohaterowie nie zdają sobie sprawy, jak wiele ich łączy. Przede wszystkim zmącona dramatami przeszłość, wydarzenia, które otworzą im perspektywę postrzegania siebie na nowo, w zupełnie innej konfiguracji. I przede wszystkim, zawalczą o siebie, zgodnie z tym, czego pragną, chcą, co im w duszy i sercu gra. Wiele odkryją w sobie siły, determinacji, by przeciwstawić się najbliższym i pójść własnymi ścieżkami.

Polecam Wam, jeśli szukacie książki niesztampowej, niewpisującej się w powszechne kanony gatunkowe. Napisana bardzo płynną narracją. Magiczna, z mnóstwem emocji, refleksji, pytań między wersami. Bardzo Wam polecam!



https://gdziekupic.to/buybox.html?id=17152&oid=175143449

04 lipca 2022

[Patronat medialny] Ceremoniał pustyni - Olga Bartnik




Wydawnictwo Oficynka

Bardzo, a nawet niezwykle udany debiut Olgi Bartnik. Dwanaście opowiadań, dwanaście odmiennych spojrzeń bohaterów, problemów, tematów. Każda z tych opowieści porusza inną sferę relacji międzyludzkich, każdą też, autorka napisała intrygującą narracją - zapadają w pamięć, wnikają w skórę, długo nie pozwalają o sobie zapomnieć. Podobnie, jak bohaterowie, z których każdy jest niezwykle skonstruowanym indywiduum, jednostką wyrazistą, kontrastową. Należy także wspomnieć o klimacie. Mimo iż są to zaledwie krótkie formy wypowiedzi, autorce niesamowicie udało się uchwycić atmosferę nieoczywistości, niejednoznaczności, niedopowiedzeń, kumulujących się w postaciach emocji i refleksji. I gdzieś pomiędzy wersami wysuwają się pytania, które autorka zadaje nam, przykładając uwagę na nasze reakcje.

Ceremoniał pustyni Olgi Bartnik to kwintesencja dobrego stylu i języka literackiego. Każda z tych opowieści dotyka wciąż aktualnych problemów. Bartnik nie szuka jednak prostych rozwiązań czy skrótów w ich konceptach. Kreuje wyrazistych bohaterów, intymne światy przedstawione z użyciem chwytliwej narracji, która uczepia się nas niczym przypadkowo usłyszana melodia i towarzyszy nam w myślach długi czas. To z kolei pozwala nam na dogłębne współodczuwanie poszczególnych emocji i ważenie wątków. Polecam! Moje czytelnicze serce przyciągnęło je od pierwszych wersów!


https://gdziekupic.to/buybox.html?id=1811&oid=175438540